Makłowicz w podróży

Makłowicz w podróży, Polska 2008–2018

Robert Makłowicz udaje się na północ Malezji, w góry Cameron Highlands. Słyną one z niskich temperatur i upraw warzyw oraz z malowniczych pól herbacianych.

  • Gatunek: Magazyn kulinarny

Makłowicz w podróży w telewizji

ZwińRozwiń

Multimedia

Twórcy

  • Paweł Lesisz Autor
  • Paweł Lesisz Scenariusz

Opis programu

ZwińRozwiń

Robert Makłowicz udaje się na północ Malezji, w góry Cameron Highlands. Słyną one z niskich temperatur i upraw warzyw oraz z malowniczych pól herbacianych. Na tarasie herbaciarni podróżnik raczy się herbatą, do której podawane są biszkopty, ciastka sodowe, babeczki kokosowe, sernik i ciasto marchewkowo-bananowe. Wśród pól herbacianych dziennikarz przyrządza sałatkę z makaronem ryżowym. W mieście Ipoh, zwanym niegdyś miastem milionerów, w restauracji Tauge Ayam Lou Wong odbywa się degustacja miejscowych specjałów.

W tym odcinku Robert podróżuje na północ Malezji, w góry Cameron Highlands. Słyną one z niższych niż gdzie indziej temperatur, upraw warzyw oraz malowniczych pól herbacianych. Skąd się tu wzięła herbata? W latach 20. XX wieku sprowadzili ją z Cejlonu (dzisiejszej Sri Lanki) Brytyjczycy, którzy nie mogli wytrzymać nawet dnia bez filiżanki tego napoju. Herbatą nasz podróżnik raczy się na tarasie herbaciarni z widokiem na herbaciane pola. Do herbaty podawanej tu na modłę angielską, a więc z mlekiem, serwowane są biszkopty, ciastka sodowe, babeczki kokosowe, sernik i ciasto marchewkowo - bananowe. Po degustacji Robert udaje się na pola herbaciane i asystuje przy zbiorach herbacianych liści. Mężczyźni strzygą krzewy wielkimi nożycami, zebrane liście wrzucają do koszy, które niosą na plecach. Następnego dnia pan Paul Ng, wielki koneser herbaty, objaśnia Robertowi, na czym polega proces jej obróbki. Zebrane liście trzeba wysuszyć i sfermentować. Wtedy dopiero zamienią się w herbatę typu angielskiego. Wśród malowniczych pół herbacianych Robert przyrządza sałatkę z makaronem ryżowym. Przez długie lata okolice Cameron Highlands były oazą dla Brytyjczyków, którzy szukali tu ochłody i budowali swoje rezydencje. Dziś dużo jest tutaj turystów. Przyciąga ich nie tylko przyjemna temperatura. Również miejscowa kuchnia. Przed hotelowym kwietnikiem ustawiony jest wielki termometr, który wskazuje 18 stopni Celsjusza, pod nim przy stole dwaj szefowie szykują jagnięcinę według typowo europejskiego przepisu. Oryginalny jest natomiast deser, owoce durianu podane na surowo z alkoholem. Kolejny dzień zaczyna się od wyprawy na targ. Wypełnione owocami stragany po obu stronach wąskiej ulicy przyciągają kupujących. Miejscowi mówią, że świty są tutaj chłodne, ale dzięki takiemu klimatowi rosną tu owoce, jakich nie ma nigdzie indziej w Malezji, truskawki i krzyżówki słodkiej pomarańczy z kwaśną z limonką. W barze targowym Robert je śniadanie - talerz smażonego makaronu, zielone jabłko skrzyżowane z guavą, a do popicia herbata z mlekiem. Tak posilony wybiera się na pole. Prawie każda tutejsza dolina wykorzystywana jest do upraw. Robert schodzi po małych schodkach nad nawadnianym poletkiem, na którym rośnie szpinak wodny, zwany też kapustą bagienną. Świetna jarzyna, wystarczy ją wrzucić na wok. Nasyciwszy się wonią pól uprawnych, nasz podróżnik udaje się do chińskiej świątyni taoistycznej, którą zwiastują trójkątne flagi z chińskimi znakami. Budowla jest niewielka, wejście do niej oświetlają lampiony. Robert wchodzi do środka. Butów nie każą zdejmować. W środku jest ołtarz, przed nim dary dla bóstwa: ciasteczka, pomarańcze i jabłko. Na mieście zaś, na placu przed biurowcem, można podziwiać ceremonialny chiński taniec lwów. Czarny i złoty lew - każdy "napędzany" przez dwóch ludzi - wykonują taneczne figury. Ceremonia odbywa się z okazji otwarcia siedziby nowej firmy i ma jej zapewnić pomyślność. Jadąc dalej na północ, Robert dociera do stanu Perak, do miasta Ipoh, zwanego niegdyś miastem milionerów. Ich fortuny wyrosły na złożach cyny, którą wydobywano w dolinie rzeki. Zasoby cyny skończyły się w latach 70. XX wieku. Miasto zachowało swój kolonialny styl. Dworzec to wciąż ten sam biały budynek, a w pałacu gubernatora jest dziś siedziba władz miejskich. W starej części miasta Robert zwiedza dawne ulice magazynów handlowych. Na ścianach domów i w oknach wiszą maty z chińskimi znakami. W restauracji Tauge Ayam Lou Wong Robert degustuje miejscowe specjały: kurczaka po kantońsku z kiełkami sojowymi z gleby wapiennej, kurze łapki, zupę z kulkami rybnymi i płaski makaron ryżowy.

Komentarze

Skomentuj
  • piotr

    uwielbiam jego programy

    08.02.2017 21:13
  • MisterJack (gość)

    "Dzięki reklamie oglądasz za darmo". A ja myślałem, że dzięki temu, że jestem legalny i płacę co miesiąc abonament!

    30.01.2016 20:53
  • monn (gość)

    jakoś nie przepadam za nim jako za kucharzem, ale fajnie opowiada

    Mój ostatni post: <a href="https://okiemtechfana.wordpress.com/2015/06/16/video-domofony-w-praktyce/" rel="dofollow">Video domofony</a> w praktyce

    16.06.2015 08:06
  • Foodfan

    Niestety kolejny minus za program o Hawanie - p. Robert nie był łaskaw przedstawić drugiego ze swoich muzycznych gości, który wyraźnie na to czekał, a później starał się ukryć zniesmaczenie tym faktem. To duża wpadka, brak kultury, i to nie po raz pierwszy zresztą.

    Minusik też za brak jakiejkolwiek informacji o spożywanym winie.

    Poza tym bardzo ciekawe!

    29.04.2015 03:53
  • adshop@...

    Acha - i jeszcze doprowadza do szału usilne, pretensjonalne narzucanie nazywania limonek "lajmkami". Kompletnie bez sensu i nie przystoi.

    17.04.2015 15:28
  • Foodfan (gość)

    Świetny program, oglądam wszystkie nowe odcinki oraz część powtórek. Piękna polszczyzna, ciekawe konstrukcje, często zabawne, dobra dykcja, stylistyka. Bardzo ładnie opowiedziane. Niestety jeszcze nie sprawdziłem żadnego przepisu. Razi niestety wtykanie paluchów w prezentowane na straganach i ladach potrawy i produkty, często nie tylko zbliżanie palców, ale dotykanie, wkładanie i odkładanie z powrotem. Przecież inni ludzie to kupują i będą jeść - bardzo nieeleganckie zachowanie. Trzeba zachować większy dystans. Niestety też martwi słaba znajomość angielskiego przez Robert Makłowicz na poziomie tzw. "small talk", czyli podtrzymywania rozmowy. Istniej mnóstwo dobrze znanych zwrotów, które wiadomo jak i kiedy zastosować w konwersacji, jednak p. Makłowicz ich nie stosuje, bo chyba nie zna, przez co rozmowy są drętwe, sztuczne, czasem widać zakłopotanie. Zamiast łagodnego przechodzenia do kolejnych etapów rozmowy lub reagowania na to się dzieje, p. Makłowicz zaczyna wydawać rozkazy, i pospieszać, przez co wygląda to nawet czasem na impertynencję.

    05.04.2015 16:41
  • Do ...Dyabeł (gość)

    To jest forum, a nie lekcja polskiego. Jak masz problem to tłumacz to swoim dzieciom ;)

    30.03.2014 09:36
  • ShastaMan (gość)

    Fajny gosciu :) Ciekawie opowiada.Bardzo lubie ogladac jego program.

    16.07.2013 13:24
  • piotr (gość)

    Pan robert powinien sie dowiedziec jak wymawia sie niektore slowa w obcych jezykach.Ostatnio powiedzial ze ma "czlonki na patelni" zamiast "penne" powiedzial "pene", co we wloskim znaczy wlasnie czlonek w sensie organu meskiego.

    26.06.2013 13:26
  • Dyabeł (gość)

    Do Mochera. Proszę pisać po polsku: ę, ą, ć itd!

    21.04.2013 11:32
  • Mocher (gość)

    Bardzo go lubie ogladac

    21.04.2013 08:54
  • Robert (gość)

    Wzorowy program . Połączenie przepisów kulinarnych z podróżowaniem i historią , Doskonale .

    12.04.2013 09:32
  • kamil (gość)

    fajny

    24.02.2013 11:15
  • km (gość)

    DELHI ! Nie Dehli !

    02.09.2012 11:22
  • TylkoPO (gość)

    Smuda na prezydanta :)

    17.06.2012 12:04
  • ... (gość)

    powtarzają to już chyba 3 albo 4 razy. Same powtórki w TV

    16.10.2011 07:01
  • ... (gość)

    bardzo dobry program.

    08.08.2010 12:43
  • ... (gość)

    przepis na sałatkę

    02.08.2009 11:59

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Ocena społeczności: 6.4 Głosów: 101

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×