"Syn Królowej Śniegu". Patologia, pedofilia i zoofilia, czyli witamy w Polsce [RECENZJA]

Wrocławski festiwal T-Mobile Nowe Horyzonty to impreza, w programie której można odkryć wiele interesujących i poruszających filmów, które aż chce się zapamiętać na bardzo, bardzo długo. Jednak niestety od czasu do czasu w kinie NH prezentowane są również obrazy, o których najchętniej chciałoby się zapomnieć. Jednym z nich jest „Syn Królowej Śniegu” Roberta Wichrowskiego.

„Syn Królowej Śniegu” opowiada historię małomiasteczkowej ladacznicy Anny (Michalina Olszańska), za którą jak grzeczny piesek biega - marzący wyłącznie o stosunku płciowym z wulgarną niewiastą – Kamil (Rafał Fudalej). Chłopak zniesie każde upokorzenie, a i fakt, że w jego ukochanej kilka godzin wcześniej było nasienie innego, specjalnie mu nie przeszkadza.

Dziewczyna samotnie, chociaż tak naprawdę przy pomocy sąsiadów (Anna Seniuk i Franciszek Pieczka), a także zakochanego Kamila, wychowuje 6-letniego syna Marcina (Maciej Bożek), jednak dziecko stanowi dla młodej kobiety przeszkodę w rozwijaniu swojego i tak bujnego życia towarzyskiego. Chciałaby być wolna, niezależna, a pieniądze wydawane na leczenie wady wzroku chłopca, wolałaby przeznaczać na modne ciuchy. W końcu selfie samo się nie zrobi, a jak już cykać foto, to przecież nie w starych szmatach. Tylko co zrobić z dzieciakiem…

„Syn Królowej Śniegu” wygląda jak powrót polskiego kina lat 90. w najgorszym wydaniu we współczesnych szatach. Szafowanie baśniami Hansa Christiana Andersena połączono z historią mocno inspirowaną... mamą małej Madzi z Sosnowca i podobnymi przypadkami. Nagromadzenie dramatu i patologii na minutę przekracza wszelkie granice przyzwoitości; mamy tutaj chyba wszystko: począwszy od pedofilii, poprzez zoofilię, aż po szarą i smutną Polskę, gdzie jedynym szczęściem jest śmierć.

Całość jest tak bardzo przerysowana i nakreślona grubą kreską, że chociaż twórcy chcieli pokazać nam urywek rzeczywiści, zupełnie im nie wierzę. Polska w wydaniu autorów „Syna Królowej Śniegu” to parodia i niesmaczny melanż wizji naszego kraju wyjętej jakby filmów Roberta Glińskiego (np. „Cześć, Tereska!” czy „Świnki”) oraz seriali paradokumentalnych typu „Trudne sprawy”. To męczy, irytuje oraz frustruje. Całości nie ratuje aktorstwo; zarówno Michalina Olszańska, jak i Rafał Fudalej, są prowadzeni przez twórcę tak, jakby znaleźli się na planie telenoweli, a nie poważnego dramatu. Ta dziwna forma, połączona z fabułą, staje się groteskowa, niezamierzenie śmieszy (chociażby scena z popchnięciem dziecka w lesie) oraz jest zwyczajnie tabloidowa, niczym mokry sen redaktora brukowca.

"Dzikie róże". Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciuZobacz więcej

„Syn Królowej Śniegu” nie sprawdza się na żadnym z poziomów. Reżyseria jest nieumiejętna, autor za grosz nie ma pomysłu, a scenariusz w zasadzie nie istnieje, bo przez większość filmu oglądamy paradę nikomu niepotrzebnych scen. Przecież tę opowieść można było zawrzeć w 15 minutach, a efekt byłby dokładnie taki sam. Tym bardziej szkoda, bo finałowa scena miała potencjał i chyba jako jedyna wręcz kipiała od emocji.

Pomysłodawcą scenariusza „Syna Królowej Śniegu” jest Paweł Sala, który nie miał wpływu na efekt końcowy, gdyż w pisaniu skryptu zastąpił go sam reżyser, Robert Wichrowski. I być może to jedna z przyczyn porażki. Rozumiem dobre intencje autora „Francuskiego numeru” i to, że chciał ugryźć temat od niespotykanej dotąd strony, ale nie udało się.

Dowodem na ostateczną porażkę „Syna Królowej Śniegu” niech będzie fakt, że dokładnie tą samą historią zainspirowany został jeden z odcinków 2. sezonu serialu „Pitbull”, gdzie Patryk Vega – wraz z Agnieszką Warchulską, Marcinem Bosakiem i Andrzejem Grabowskim – podszedł do tematu w surowy sposób i wycisnął z niego wszystko. A zrobił to na przestrzeni ok. 45 minut, podczas gdy z „Syna Królowej Śniegu” po 85 minutach wiele nie wynika. I tylko Anny Seniuk oraz Ewy Szykulskiej szkoda.

Ocena: 2/10

Krzysztof Połaski
[email protected]

"SYN KRÓLOWEJ ŚNIEGU" SWOJĄ POLSKĄ PREMIERĘ MIAŁ 5 SIERPNIA 2017 ROKU NA FESTIWALU T-MOBILE NOWE HORYZONTY. DATA WEJŚCIA DO KIN JESZCZE NIE JEST ZNANA

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 10 sierpnia 2017 roku.

CO DO ZOBACZENIA W SIERPNIU W KINACH?

Komentarze

Skomentuj
  • Jack (gość)

    Rydzykowska szkoła nibyrecenzenta B

    23.09.2017 09:18
  • filmoteatrał (gość)

    znakomita kreacja Franciszka Pieczki - recenzent to nie zauważył!!! walor baśniowy zderzenie dwóch światów, walka dobra ze złem - film warty obejrzenia i skłaniający do refleksji

    22.09.2017 22:44
  • Fajka (gość)

    Niesprawiedliwa, zbyt sroga ocena!!

    19.08.2017 22:00
  • lol (gość)

    Recenzja przynajmniej zabawna, uczepiliście się, bo negatywna? Bez przesady, nie musi się każdemu podobać.

    13.08.2017 17:16
  • Frigis (gość)

    Czlowieku jaki film Ty ogladaleś? Pueczka z Olszanska fenomenalni!!! Szykulska i Seniuk znakomite... polaczenie realu z basniowoscia znakomitym pomyslam.... chopie ty nic nie kumasz ze wspolczesnej formy kina!!! Jak juz takie dupko jak ty zajmuja sie recenzjami to czas umierac.... nic nie zrozumiales

    12.08.2017 12:11
  • Ala (gość)

    Polaski zajmij sie czyms innym bo recenzje filmow to nie twoj fach....

    12.08.2017 12:06
  • Adam (gość)

    Widzialem film... Ta recenzja to bzdura

    12.08.2017 12:05
  • Stan (gość)

    Czlowieku co ty za bzdury piszesz?

    12.08.2017 12:04
  • Agnieszka Szpot (gość)

    To głęboko głupia i płytka recenzja. Pan Polaski kompletnie nie zrozumiał filmu i ta wyglada na zlecenie konkurencji. Biedny człowiek który musi wyrobić wierszówkę... Film jest znakomity...

    12.08.2017 11:51

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.