"Abraham Lincoln: łowca wampirów". Srebrem w wampira, czyli lifting prezydenta Lincolna [RECENZJA]

Kino ma cudowne właściwości, ale o tym, że postacie historyczne obdarza taką mocą, jeszcze nie wiedzieliśmy. Oto nieznane oblicze bohatera filmu „Abraham Lincolna: łowca wampirów”, który bywa w nim wyrwidębem, poskramiaczem koni i… linoskoczkiem.

Multimedia

NASZA OCENA: 5/10

Młody Abraham Lincoln jest świadkiem śmierci swej matki, która zostaje ukąszona przez wampira. Kiedy, podrósłszy, chce zabić jej zabójcę, spotyka na swej drodze tajemniczego mężczyznę, Henry'ego Sturgesa, który ratuje go z rąk wampira, a następnie uczy go, jak stawiać czoła krwiopijcom. Abraham przyrzeka walkę z wampirami i likwidację wskazanych przez Sturgesa celów. Za dnia jest prawym obywatelem, robiącym karierę polityczną, by w nocy jako mistrz topora ucinać głowy synom nocy.

Różne żeniono już w kinie postacie. W latach 40. powstawały hybrydy łączące dziwnych bohaterów: Frankenstein spotykał wilkołaka, wilkołak Draculę i tak dalej. I już w takim połączeniu ich jakość była cokolwiek dyskusyjna… Teraz podbito stawkę. Oto wampiry stają na drodze przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Abrahama Lincolna. Czym ów bohater zasłużył sobie na takie towarzystwo? Otóż jedynie tym, że jak wspomina w dodatkach autor książki, której film jest ekranizacją, jego biografia wydana z okazji dwóchsetlecia urodzin stała w księgarni obok sagi „Zmierzch”… Gdyby była to rocznica urodzin Juliusza Cezara, być może to on zamiast z Germanami walczyłby z wampirami w starożytnym Rzymie…

A tak oberwało się bohaterowi wojny secesyjnej i z pełną premedytacją używam określenia oberwało się, bo Lincoln chyba przewraca się w grobie na taką bajkę o sobie!

Gdybyż jeszcze była w tym filmie jakaś komediowa lekkość, powiew absurdu czy szczypta ironii, ale nie! Wszystko jest śmiertelnie poważne, a bohater sztywny, jakby połknął kij od szczotki, chadza w powiewnym chałacie, wymachuje katowskim toporem, ślizga się po grzbietach końskich, spada w przepaście i przechadza się niczym po trapezie po belkach płonącego mostu. Nie przymierzając, koleżka Neo z kolejnych części „Matrixa”, ze scenami akcyjnymi, które podobnie jak w opisywanym tu „Abrahamie Lincolnie” pękały od nadmiaru sztuczności i patosu. Trudno powiedzieć, do kogo ten film jest adresowany. Osobiście stawiam na nastolatków, którzy może dopiero zapoznają się z magią zielonego ekranu, na którym wszystko można wyczarować bez troski o realizm. Oczywiście, że sceny akcyjne i konfrontacyjne pełne są napięcia i wyglądają imponująco. Oczywiście, że w ostatniej chwili przychodzi niespodziewany ratunek, znienacka wyskakuje jakiś protektor, topór okazuje się strzelbą, a srebrnym łańcuszkiem można nabić broń… Ot takie tam sztuczki. Ale wszystko to już było, a nietknięte jakimś twórczym pomysłem wywołuje zamiast zaangażowania znużenie. Jakimś pocieszeniem jest dla mnie jedynie kreacja wampirzego szefa, Adama, czyli Rufusa Sewela, który w odróżnieniu od innych wypadł jak należało, a zagrał przynajmniej momentami z lekkim przymrużeniem oka.

Beata Cielecka

"Abraham Lincoln: łowca wampirów" w tv - sprawdź datę emisji.

WRÓĆ DO PROGRAMU TV!

Komentarze

Skomentuj
  • Witia (gość)

    Zgadzam się z powyższą recenzją, nic dodać, ująć,Należy tu jeszcze dodać, że Jankesi zawsze kręcą później parodię danego filmu, np. po premierze 1- części ,,Zmierzchu" nakręcono jego pastisz pt. ,,Wampiry i świry". Ten film również doczekał się pastiszu, bodajże rok później nakręcono ,,Abraham Lincoln i zombie".

    15.03.2017 11:35

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×