David Garrett w Polsce! "Chcę być odkrywcą w swojej muzycznej przygodzie" [WYWIAD]

David Garrett - skrzypek, wirtuoz, showman. Jeden z najwybitniejszych muzyków naszych czasów. Na jego koncerty przychodzą tłumy i już wkrótce sami będziemy mogli się o tym przekonać. Skrzypek przyjeżdża do Polski w październiku, aby zagrać trzy koncerty. Wcześniej, w specjalnym wywiadzie, opowiedział nam o swojej największej pasji i przygodzie z aktorstwem.

Multimedia

Przyjechałeś do Polski po raz drugi, a więc wygląda na to, że nas polubiłeś. Jesteś zaskoczony, że masz tutaj tak wielu fanów?
David Garrett: Oczywiście, trochę tak. Ale ja koncertuję po Europie od wielu lat. Grałem we Włoszech, w Niemczech i zawsze na koncertach było wielu Polaków. Przyjeżdżali i wielokrotnie namawiali, żebym odwiedził Polskę. W końcu, w zeszłym roku udało mi się i zrobiłem tu swoje show po raz pierwszy. Nie jestem bardzo zaskoczony, ale to dla mnie ogromna radość wiedzieć, że mam tu fanów.

Jak Ci się podoba Polska i co sądzisz o Polakach?
Mogę powiedzieć tylko dobre rzeczy. Mam wielu polskich przyjaciół i bardzo się cieszę, że tu jestem. Tym razem w Warszawie. Uwielbiam to miasto. To piękne miejsce.

Przejdźmy zatem do Twojej muzyki. Mówi się o Tobie: "Paganini popu lub Jimi Hendrix muzyki klasycznej"...
Lubię sprzeczności!

No właśnie. Wszystko przez to, że na Twoich koncertach możemy usłyszeć zarówno muzykę klasyczną, jaki i utwory Michaela Jacksona, Coldplay, a nawet Eminema. Dlaczego zdecydowałeś się na taką różnorodność?
Tak jest zabawniej…

Dla Ciebie czy dla publiczności?
Dla obu stron. Kiedy kochasz muzykę, trudno jest wybrać jeden styl. Kochasz świetną piosenkę, kochasz świetnego wykonawcę. Będąc instrumentalistą, chciałbym grać jak najwięcej. Być odkrywcą w muzycznej przygodzie. Dla mnie to naturalne, że gram nie tylko muzykę klasyczną, ale próbuję wszystkiego, co trafia do mojego serca.

Grasz utwory m.in. Mozarta i Paganiniego, a mówiąc o Paganinim musimy też wspomnieć o filmie. Zagrałeś główną rolę – Niccolo Paganiniego – w „Paganini: Uczeń diabła”. Jak wspominasz tę przygodę z aktorstwem?
Pierwsza rzecz, która przychodzi mi teraz o głowy to fakt, że było bardzo… ciepło. Nagrywaliśmy latem, w studio, w którym było wiele koni. W związku z tym, wyczuwalny był specyficzny zapach. Nie było klimatyzacji, a ja byłem ubrany w obcisły strój z dawnych czasów. Ciągle byłem spocony i w dwa miesiące straciłem na wadze więcej niż jakbym codziennie ćwiczył (Śmiech). Mówiąc poważnie - to było wspaniałe doświadczenie. Wielki zaszczyt wcielać się w taką ikonę. Do tego napisałem i wyprodukowałem muzykę razem z moim przyjacielem Franckiem Van der Heijdenem - to był główny powód, dla którego początkowo zaangażowałem się w ten projekt. Film muzyczny to coś, o czym zawsze marzyłem.

Grałeś skrzypka, a więc wszyscy mogą sądzić, że to było dla Ciebie łatwe…
Jeśli jesteś aktorem, świetnie znasz swoje kwestie i doskonale grasz mimiką twarzy, ale kiedy przychodzi czas żeby coś zagrać… Trudno jest nauczyć się dobrze grać na skrzypcach w pół roku. Nawet jeśli jesteś Johnnym Deppem czy innym znakomitym aktorem, to fizycznie niemożliwe, żeby tak zagrać. Mnie to zajęło 32 lata.

To faktycznie sporo czasu. Ale to nie była Twoja biografia. Nie grałeś siebie…
Nie, oczywiście. Czerpaliśmy z historii i z życia Paganiniego. Szczególnie z jego ostatnich lat. Ale mogę identyfikować się z nim w wielu kwestiach. W filmie o skrzypku jest wiele podobieństw. Musisz zacząć grać będąc bardzo młodym, trzymać się dyscypliny - to bardzo ważne. Dużo ćwiczyć, poświęcić swoje dzieciństwo. Zaczyna się bardzo wcześnie. Wiedziałem jakie było jego życie, bo moje wygląda tak samo. Dużo podróżuję… To bardzo bliskie każdemu muzykowi, a więc mogłem się z nim utożsamić.

Spodobało Ci się aktorstwo samo w sobie? Myślisz o zagraniu w jakimś innym filmie w przyszłości?
Nigdy nie mów nigdy… Ale tak jak już wspomniałem, dla mnie w tym projekcie najważniejsze było pisanie muzyki do filmu. Miałem taką szansę i chętnie zrobiłbym to jeszcze raz. Co do samego aktorstwa, nie jestem do końca przekonany. Zobaczymy.

Czyli jednak bardziej muzyka niż aktorstwo.
Zdecydowanie. W jednej z tych rzeczy jestem bardzo dobry – w muzyce. W drugiej – musiałbym się pouczyć.

Zaczynałeś mając 4 lata. Zastanawiam się, czy w ogóle wyobrażasz sobie, że mógłbyś zająć się czymś innym niż gra na skrzypcach. Co robisz w wolnym czasie, jeśli go w ogóle masz?
Uwielbiam architekturę i instrumenty muzyczne. Mój tata ma w Niemczech dom aukcyjny ze sprzętem muzycznym. Mam sporą wiedzę na temat starych basów czy skrzypiec. To mnie ekscytuje. Francuskie, włoskie, niemieckie instrumenty. To coś, czym chciałbym się zajmować. Interesuję się też prawem. Mój brat jest prawnikiem. Problem w tym, że skrzypce pochłaniają cały mój czas. Gdyby zniknęły, spojrzałbym dalej…

David Garrett – prawnik.
Niee, może jednak nie. Zobaczymy.

Mówiąc o instrumentach – masz ze sobą swojego 18-wiecznego Stradivariusa. Jak ważny jest instrument dla muzyka? Dla skrzypka?
Musisz mieć wyobrażenie o tym, jak chcesz brzmieć. Nie chodzi tylko o interpretację, ale o to, jaką chcesz mieć jakość dźwięku. Oczywiście będąc skrzypkiem możesz stworzyć swój własny dźwięk, ale podstawa dźwięku wychodzi stąd. Na przykład jeśli masz Maggini – włoskie skrzypce z Brescii – jeśli masz taki instrument, jego dźwięk jest bardzo ciemny. Nie możesz go rozświetlić. Zmienić palety barw. Wielu ludziom to może odpowiadać, bo to jest to, co lubią. Dla mnie – to nie było to. Musisz mieć instrument, który da ci paletę barw, które lubisz używać i wybierać z nich swój własny dźwięk.

Czyli musisz wszystkiego spróbować, żeby wiedzieć czego chcesz?
Z pewnością po kilku nutach mogę stwierdzić, czy ten instrument mi się podoba. Czy to odpowiada mojemu wyobrażeniu, czy też nie. Dla przykład – ten instrument ma bardzo wąski, ale jasny dźwięk. Nawet na najniższych smyczkach. Podoba mi się takie skupienie. Dla mnie to jest perfekcyjny dźwięk. Miałem szczęście znaleźć bardzo dobrze brzmiącego Stradivariusa. Do tego w dobry stanie. To mój muzyczny partner od 8 lat.

W październiku wracasz do Polski z trzema koncertami, a więc będziemy mogli usłyszeć Twojego Stradivariusa na żywo.
Tak. Jestem tym bardzo podekscytowany.

Czego możemy się spodziewać?
Po tym jak zagram kilka klasycznych koncertów w Niemczech, wrócę tu ze swoim zespołem z koncertami łączącymi różne style. Zagramy wiele utworów z ostatniej płyty "Explosive". To będzie mikstura składająca się z kilku klasycznych utworów, ale głównie będzie sporo rock’n’rolla, r&b, muzyki elektronicznej. Bardzo popularne dźwięki oraz te napisane także przeze mnie. To będzie bardzo radosne, rodzinne show. Będzie można spędzić miło czas, usłyszeć świetną muzykę. Nie trzeba się jakoś wyjątkowo stroić. Po prostu przyjść i cieszyć się muzyką.

Rozmawiała: Kamila Glińska
kamila.glinska@polskapress.pl

Komentarze

Skomentuj
  • Heniek (gość)

    To on chce być odkrywcą błąd, każdy amator burdelu jest odkrywcą,on chce być kreatorem...

    08.10.2019 11:22
  • Heniek (gość)

    Ależ te skrzypce są już zrujnowane ,zgryzione przez korniki, i nie usłyszymy za całe 200 lat większych kiksów niż teraz.

    08.10.2019 11:21
  • Basia (gość)

    Jestem fanką Davida. Podziwiam Go. Jest Paganinim XXI. wieku.

    20.09.2019 19:50

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×