"Geniusz". Geofrey Rush: Einstein był niesamowicie otwarty, towarzyski i w pewien sposób dziecinny [WYWIAD]

Geofrey Rush wciela się w Alberta Einsteina w nowym serialu National Geographic, "Geniusz". Aktor opowiedział o pracy na planie, czego dowiedział się o swoim bohaterze i co go zaskoczyło w tej produkcji.

Multimedia

Międzynarodowa premiera nowej, 10-odcinkowej antologii filmowej National Geographic pt. „GENIUSZ”, przedstawia sylwetkę i osiągnięcia naukowe późniejszego noblisty, a także ukazuje jego ludzkie oblicze i skomplikowane, pełne namiętności związki. W rolę naukowca we wczesnej młodości wcielił się Johnny Flynn, zaś dojrzałego Einsteina zagrał zdobywca Nagrody Akademii Filmowej Geoffrey Rush. Emisja serialu w każdą niedzielę o godz. 21:30 na National Geographic.

Ile wiedziałeś na temat Einsteina zanim zacząłeś pracę na planie serialu „Geniusz”?

Geoffrey Rush (GR): W chwili jego śmierci miałem zaledwie cztery lata, a więc trochę rozminęliśmy się w czasie. Wszystko, co o nim wiem jest tak naprawdę częścią jego legendy, bo był prawdziwą ikoną XX wieku. W czasach przedcelebryckich był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci, podobnie jak Charlie Chaplin. Wszyscy znali Chaplina jako niesamowitego aktora, reżysera i komika. Einstein był natomiast uważany za wybitnego teoretyka fizyki i twórcę teorii, która przekreśliła wiedzę gromadzoną przez nas przez około 300 lat. Jego teoria względności, którą mało kto rozumie, podważyła wszystkie wcześniejsze dokonania i naukę, której podwaliny stworzyli Kopernik i Galileusz.

Czy dowiedziałeś się czegoś o Einsteinie, co Cię bardzo zaskoczyło?

GR: Kilka rzeczy. Był sławny, bo był znanym naukowcem. Wszyscy znają jego charakterystyczną fryzurę - takich włosów nie miał nikt inny ani przed nim ani po nim. Podejrzewam, że zaczął się tak nosić pracując na Pruskiej Akademii Nauk, gdzie wielu naukowców miało potargane czupryny. Istnieje wiele zdjęć ze spotkań Einsteina z innymi sławnymi ludźmi, m.in. Marilyn Monroe, ale najbardziej znane jest to, na którym przewrotnie pokazuje nam język. Bardzo cieszę się, że w naszym serialu pokazujemy okres jego młodości. Akcja nie biegnie chronologicznie, ale po raz pierwszy widzimy go w wieku pięciu lat, kiedy ojciec wręcza mu w prezencie kompas. Młody Albert zaczyna zastanawiać się, jakie siły fizyki oddziałują na niego, dlaczego igła zawsze wskazuje tylko jeden kierunek. W kolejnych odcinkach śledzimy kolejne etapy jego życia aż do śmierci w wieku 76 lat. Jesteśmy świadkami jego dorastania i dojrzewania, poznajemy kulisy jego życia domowego i kolejnych związków. Jest wiele rzeczy, których nie wiemy o Einsteinie.

"Geniusz". Znakomita, świetnie zrobiona i zagrana produkcja o niepokornym geniuszu Zobacz więcej

Opisując serial, Brian Gazer powiedział „To produkcja, która pokazuje porażkę Einsteina”? Jak należy to rozumieć?

GR: Myślę, że chodziło mu o jego dorobek naukowy. Einstein stworzył ogólną teorię względności i zdobył sławę, ale nie poszły za tym kolejne osiągnięcia i odkrycia. Nie wierzył, że wszechświat został stworzony przez Boga. Będąc młodym naukowcem zgłębiał mechanikę kwantową i strukturę atomu, pomimo, iż miał pełną świadomość, że w rozwikłaniu tych zagadek może przeszkodzić mu zbyt duża liczba zmiennych. Chciał opracować doskonały wzór, który w matematyczny sposób wyjaśniałby wszystkie prawa fizyki. Nie udało mu się jednak tego dokonać. A na czysto ludzkim poziomie pewnie sam przyznałby się do porażki, bo nie udało mu się zbudować dobrych relacji ze swoją rodziną i dziećmi. Wiem, że czuł się z tego powodu nieszczęśliwy.

Czy dowiedziałeś się czegoś o Einsteinie, co Cię bardzo zaskoczyło?

GR: Był człowiekiem o niezwykłym umyśle, a jednocześnie był niesamowicie otwarty, towarzyski i w pewien sposób dziecinny. Wiem, że próbowano zaszufladkować go jako autystyka, ale nie sądzę, żeby była to prawda, bo uwielbiał żeglarstwo i poważne, intelektualne rozmowy. Urodził się w Niemczech, gdzie w XX wieku żyła prężna społeczność żydowska. Za młodu często spotykał się z przyjaciółmi i wspólnie z nimi muzykował. Nie wiem, czy grał dobrze, bo nie znalazłem żadnych informacji na ten temat. Poza tym uwielbiał podróże i miał bardzo bogatą osobowość. Widziałem materiały filmowe nakręcone podczas jego wizyty w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, gdzie witał się z dziennikarzami jak komik Groucho Marx. Umiał rozśmieszać ludzi i wygłupiać się jak dziecko. Krążyły plotki, że był dość gapowatym chłopcem i miał problemy z nauką, ale ja podejrzewam, że po prostu bujał w obłokach, co koniec końców stało się jego atutem.

Co zrobiłeś wspólnie z Johnnym Flynnem (gra młodego Alberta), aby zachować spójność granej przez Was postaci? Czy mieliście wspólne próby?

GR: W bardzo podobny sposób pracowałem kiedyś na planie dramatu „Blask”. Młodego, dwudziestokilkuletniego bohatera grał inny aktor, a ja wcielałem się w tę samą postać, ale w późniejszych latach jej życia. Kiedy tylko dostałem scenariusz, zacząłem rozmawiać z Johnnym na Skype. Johhny grał kilkunastoletniego i trzydziestoletniego Einsteina, a po wybuchu I Wojny Światowej pałeczkę przejmuję ja i gram go w późniejszych latach życia - mniej więcej od 40 roku życia aż do jego śmierci. Wiedzieliśmy jak chcemy go zagrać, wspólnie analizowaliśmy jego zachowanie i gesty przed i po zdobyciu międzynarodowej sławy. Zachowało się wiele zdjęć młodego Einsteina, ale z tego okresu jego życia nie ma żadnych materiałów filmowych. Udało mi się dotrzeć do nagrania, na którym widzimy go w stacji radiowej NBC, gdzie udziela wywiadu. Znalazłem też fantastyczne kolorowe filmy nagrane kamerą domową w jego domu w Princeton. Na jednym z nich Einstein po prostu zakłada okulary, ale te ujęcia doskonale pokazują jego charakterystyczną mimikę i gesty. Wszystkie te materiały pozwoliły mi lepiej go poznać i wiarygodnie zagrać przed kamerą.

Potem Johnny i ja spotkaliśmy się w Londynie. Johnny zaproponował mi udział w warsztatach prowadzonych przez jego dawnego wykładowcę ze szkoły teatralnej, a ja stwierdziłem, że jest to bardzo dobry pomysł. Podczas naszych zajęć ćwiczyliśmy chód, postawę ciała, określaliśmy jakie ruchy powinniśmy wykonywać. Einstein był szczupłym i atrakcyjnym młodzieńcem. Na wadze przybrał dopiero kiedy był w średnim wieku. Podczas warsztatów wymienialiśmy się pomysłami, prowadziliśmy ze sobą długie rozmowy - starszy Einstein mówił do swojego młodszego „ja” albo na odwrót. To było dla nas ciekawe doświadczenie, podczas którego próbowaliśmy modulować nasz głos, aby mówić jak nasz bohater. Słuchałem nagrań z jego wystąpieniami radiowymi, oglądałem stare taśmy z kronikami filmowymi. Zauważyłem, że zawsze rozkwitał podczas wystąpień publicznych. Jaki był prywatnie? Tego nie wiem i sam musiałem to wymyśleć.

Czy miał jakieś dziwactwa?

GR: Na najwcześniejszych jego zdjęciach widać, że był zbuntowanym nastolatkiem, który sprzeciwiał się autorytarnym rządom i niemieckiej doktrynie militarnej. Był bardzo bezpośredni i prostolinijny. Czasem brakowało mu pewności siebie. Zauważyłem to, bo pracując na planie Johhny często oblizywał nerwowo usta, pokazując, że brak mu wiary w siebie i swój autorytet. Podchwyciłem ten gest i często robiłem to samo na planie, kiedy grałem starszego Einsteina. Kolejną rzeczą, którą zauważyłem to zamiłowanie do prostoty. Einstein zawsze mówił bardzo prostym językiem. Johhny i ja jesteśmy takiego samego wzrostu, ale ja chciałem skrócić się optycznie. Garbiłem się, dzięki czemu na ekranie wyglądam na tęższego i grubszego niż jestem w rzeczywistości.

Czy wiedziałeś, że Einstein był bardzo czuły na kobiecy wdzięk?

GR: Nie miałem o tym pojęcia, ale nie trudno to wydedukować. W swoich czasach był przecież celebrytą. Podejrzewam, że miał wiele kochanek, bo za młodu dużo podróżował. Zrzekł się niemieckiego paszportu, często flirtował. Był bardzo inteligentny, co zdaniem wielu kobiet czyniło go jeszcze bardziej atrakcyjnym. Poza tym, miał poczucie humoru. W związkach szukał partnerki i taką osobą była Elsa, którą poślubił po nieudanym i nieszczęśliwym związku z Milevą Marić. W jego życiu było wiele innych kobiet, ale najważniejsze z nich to Mileva i Elsa. Einstein miał świadomość, że jego geniusz będzie rozwijał się tylko wtedy, gdy jego życie prywatne będzie spokojne i uporządkowane. Miał szczęście, że jego żoną była Elsa, która stworzyła mu taki dom. W przeciwieństwie do Milevy, nie dorównywała mu intelektem. Mileva była bardzo inteligentna, a Elsa chętnie weszła w rolę jego menedżerki, matki, organizatorki i rzeczniczki. Spoiwem ich małżeństwa nie była namiętność, ale prawdziwa przyjaźń. Elsa przymykała oczy na jego romanse i pod tym względem oboje byli niesamowicie postępowi.

Po raz kolejny Twoją ekranową żoną będzie Emily Watson.

GR: Tak, to nasze trzecie ekranowe małżeństwo i po raz drugi jesteśmy parą z Niemiec. Znamy się od prawie 20 lat i spędziliśmy razem wiele czasu na planach filmowych i pokazach prasowych. Cieszę się, że mogłem pracować z osobą, z którą mam świetny kontakt. To bardzo ważne, bo pracujemy na planach zdjęciowych bardzo daleko od domu.

Czy kiedykolwiek wcześniej grałeś na skrzypcach?

GR: Nie, ale lubię nowe wyzwania. Kiedyś zagrałem w filmie krawca i musiałem przed kamerą obrysowywać kredą wykrój, żeby uszyć garnitur. Podejrzewam, że nikt nie chciałby go nosić. Przed nakręceniem kolejnej części „Piratów z Karaibów” brałem lekcje szermierki i bardzo mi się to podobało. Chciałem, aby moja postać wypadła na dużym ekranie autentycznie i dlatego bardzo zależało mi na tym, żeby pewnie władać szablą. Do innych ról musiałem nauczyć się grać na fortepianie i akordeonie. A jeśli chodzi o skrzypce - większość ludzi, którzy dobrze na nich grają wzięło je pierwszy raz do ręki w piątym roku życia i spędziło tysiące godzin na wprawkach i ćwiczeniach. Wydobycie ze skrzypiec odpowiednich tonów i dźwięków wymaga niesamowitych umiejętności. Jeśli przesuniesz smyczkiem po strunie pod złym kątem, jeśli smyczek omsknie się o nanomilimetr, zamiast pięknej melodii instrument wyda z siebie przeraźliwy pisk. Na szczęście, wykorzystaliśmy na planie filmowe sztuczki, dzięki czemu gram niemal tak dobrze jak Einstein.

Jak układała się Twoja współpraca z Ronem Howardem? Czy pracowaliście wcześniej razem?

GR: Nie, to był nasz pierwszy wspólny projekt. Ron dołączył do ekipy w marcu 2016 roku, tuż przed rozpoczęciem produkcji pierwszego odcinka. Pewnego dnia dostałem od niego wiadomość za pośrednictwem mojego agenta, w której podkreślał, że bardzo cieszy się z naszej przyszłej współpracy. Powiedział, że w obsadzie jest Johnny Flynn i chciałby, żeby to on przekazał mi pałeczkę, bo dzięki temu uda się zachować spójność głównej serialowej postaci. Ron był bardzo zapalony do tego projektu, który jest pierwszym serialem fabularnym zrealizowanym dla National Geographic. Większość z nas kojarzy magazyn National Geographic, który słynie z fenomenalnych zdjęć i kanał telewizyjny z programami dokumentalnymi. Ron chciał wykorzystać wszystkie te elementy, aby pokazać życie Einsteina, ale zrobić to inaczej niż w typowej biografii. Nie chciał wyprodukować czegoś, co przypominałoby teatr telewizji. Ron chciał nakręcić serial o teorii życia, którego klamrami byłyby przełomowe odkrycia naukowe, wybuch dwóch wojen światowych i nastanie ery atomowej. To historia pełna dramatycznych zwrotów akcji. Pierwszy odcinek rozpoczyna się po brutalnym zamachu z polityką w tle, a potem kamera przenosi nas do gabinetu Einsteina, gdzie naukowiec wdaje się w kolejny romans.

Jak wspominasz pracę na planie?

GR: Serial został zrealizowany na podstawie świetnie napisanego scenariusza. W scenie, którą przed chwilą opisywałem, Einstein sądzi, że uda mu się przekonać swoją sekretarkę Betty, aby zamieszkała z nim i Elsą, ale Betty odpowiada mu, że jest żonaty i nic z tego nie będzie. Potem pada świetny tekst o geometrii trójkąta, która w wydaniu Einsteina nie jest tak doskonała, jak być powinna.

Dlaczego postanowiłeś przyjąć tę rolę?

GR: Mam sześćdziesiąt kilka lat. Jestem aktorem charakterystycznym, a rola w tym serialu jest jedną z najważniejszych z mojej karierze. Poza tym jest to produkcja zrealizowana z ogromnym rozmachem. Nawet, gdyby nasz bohater był postacią fikcyjną, „Geniusz” nadal byłby serialem o burzliwych wydarzeniach XX wieku i uniwersalnych koncepcjach. Einstein jest uczestnikiem i świadkiem ważnych zmian społecznych i politycznych, a jego genialny umysł pracuje przez cały czas na najwyższych obrotach. To rola, którą można rozpatrywać na czterech, a nie trzech płaszczyznach.

Z czym kojarzy Ci się słowo geniusz?

GR: W dzisiejszych czasach jest to słowo powszechnie nadużywane. Pamiętam, jak pewien australijski komentator sportowy narzekał, że każdego piłkarza określa się dzisiaj mianem geniusza. Mamy samych genialnych graczy, genialne gole i genialne rozgrywki. Sprawdziłem wtedy znaczenie tego słowa w słowniku. Większość ludzi pewnie zgodzi się ze mną kiedy powiem, że geniusz to osoba, która jest w stanie połączyć w całość kilka oczywistych dla laików rzeczy. Połączyć rzeczy pozornie ze sobą niepowiązane. Geniusz to osoba wszechstronnie uzdolniona. Doskonałym tego przykładem jest Charlie Chaplin, który komponował muzykę i był aktorem. Był też wytrwały i długowieczny.

Niemiecki filozof Schopenhauer powiedział kiedyś: „Talent pozwala trafić w cel, do którego inni nie trafiają. Geniusz trafia w cel, którego inni nie widzą”. Myślę, że to trafnie opisuje Einsteina, który przeprowadzał eksperymenty myślowe. Często pogrążał się w rozważaniach. Już od wczesnych lat rozważał różne rozwiązania i stawiał niecodzienne tezy, takie jak na przykład: „Gdybym mógł poruszać się szybciej od światła, jak wyglądałoby światło?” To wiele mówi nam o jego osobowości.

A co widzowie wyniosą z tego serialu?

GR: Mogą być zdziwieni, że podobnie jak w dzisiejszych czasach, kiedy sytuacja polityczna ulega diametralnym zmianom, wiele lat wcześniej światem także targały niepokoje. W pierwszych dekadach XX wielu, w których rozgrywa się akcja serialu, toczono debaty na temat wartości i znaczenia nauki dla ludzkości oraz naszego dobra. Widzowie dowiedzą się także, co działo się podczas I wojny światowej kiedy Fritz Haber uświadomił sobie, że Niemcom grozi głód. Odkrycie przez niego metody syntezy amoniaku z azotu zażegnuje to niebezpieczeństwo. Haber wynalazł także gaz bojowy na bazie chloru, bo wierzył, że dzięki jego użyciu wojna będzie trwać krócej i pochłonie mniej ofiar. Historia nauki to historia dylematów etycznych. Pokazujemy ją na tle wydarzeń z życia prywatnego Einsteina. „Geniusz” to epicka opowieść, której rozmach można porównać do „Wojny i pokoju”. Jedyna różnica polega na tym, że jej bohaterem jest niezwykła postać i w tym kontekście dziesięć odcinków to naprawdę niedużo.

Jaka była Twoja reakcja kiedy zobaczyłeś siebie w roli Einsteina?

GR: To było podczas próbnych zdjęć. Oglądałem wtedy siebie pod kątem ewentualnych zmian i poprawek, jakie muszę wprowadzić. Wyglądałem jak Einstein, którego wszyscy dobrze znamy. Kiedy zaproponowano mi tę rolę, tak właśnie wyobrażałem siebie samego na planie. Mam oficjalny fotos, na którym jestem ucharakteryzowany na Einsteina. Moja córka zrobiła mi bardzo podobne zdjęcie, a ja zapytałem się swojego kolegi: „Czy uda Ci się przerobić 80 procent mnie na 20 procent Einsteina? Zobaczmy co wyjdzie z tej kompilacji!” Kolega przyjrzał się zdjęciu i stwierdził, że trzeba zmienić moją fryzurę. Dorysował szopę rozwianych włosów i charakterystyczne brwi. Pokazałem to zdjęcie Ronowi i spytałem się, jak się mu podoba. Stwierdził, że jest fantastyczne. To były chałupnicze przeróbki, a ja na zdjęciu miałem minę jakbym chciał sam przekonać się, czy powinienem zagrać Einsteina w szkolnym przedstawieniu.

Czy dobrze bawiłeś się grając Einsteina?

GR: O tak! To było fantastyczne doświadczenie! Grałem geniusza, a z drugiej strony przed kamerą pokazywałem jego codzienność, trywialne chwile z jego życia lub niespodzianki, jakie płatał mu los. W jednym z ostatnich odcinków Einstein poznaje swoją sąsiadkę Alice i bardzo chce jej pomóc. Pomaga jej w odrabianiu lekcji, wprowadza ją w tajemniczy świat matematyki i wyjaśnia wszystko zupełnie inaczej niż jej nauczyciele - jego lekcje są ciekawe i rozpalają jej wyobraźnię. Przeczytałem gdzieś, że student Einsteina napisał o nim, że „był wielkodusznym człowiekiem”. Dziś nie ma już takich ludzi. Mamy przerośnięte ego, jesteśmy wiecznie zajęci, a Einstein był szczerze zainteresowany lepszą stroną ludzkiej natury.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×