"Goldeneye". Pierwsze wcielenie Pierce’a Brosnana jako 007 [RECENZJA]

Przestępcy wykradają z centrum kierowania bronią kosmiczną na Syberii urządzenie służące do detonowania bomb nuklearnych krążących na satelitach. Bond udaje się do Rosji, by udaremnić ich zamiary.

Multimedia

NASZA OCENA: 10/10

Jest rok 1989. 13 czerwca do kin wchodzi „Licencja na zabijanie” – 16. film o Jamesie Bondzie. I drugi, w którym główną rolę zagrał Timothy Dalton. Aktor, który nadał bohaterowi bardziej ludzkie rysy. Jego 007 jest zwyczajniejszy od poprzedników, ale nadzwyczaj poważnie traktuje swoją pracę, w ogóle jest poważny, by nie powiedzieć – ponury.

Polityczna sytuacja też mu nie sprzyja: komunizm się chwieje, więc zaczyna brakować naturalnego przeciwnika. Oczywiście pozostaje wielu milionerów-psychopatów marzących o władzy nad światem, ale bez ZSRR i jej agentów to już nie to samo. Pechowy jest też termin premiery. Bo kto mógł przewidzieć, że 9 dni wcześniej w Polsce komuniści stracą władzę, a chińskie czołgi rozjadą strajkujących studentów na placu Tiananmen. Wkrótce runie mur berliński, a pod koniec roku dojdzie do krwawej rewolucji w Rumunii. Rzeczywistość okazała się ciekawsza od kina, trudno więc się dziwić, że „Licencja na zabijanie” nie okazała się oszałamiającym sukcesem. Koszt produkcji wyniósł 32 mln dolarów, a zyski trochę ponad 156 mln. Choć 99 proc. producentów filmowych marzy o osiągnięciu takiego wyniku, twórcy Bonda nie byli zadowoleni. To był kolejny wyraźny spadek obserwowany od połowy lat 70. Pojawiły się pogłoski, że 007 się skończył.

Dlatego James Bond na pewien czas poszedł w odstawkę. Widzowie musieli od niego odpocząć, scenarzyści i producenci – zastanowić się nad nowym wizerunkiem agenta. To miał być bohater nowych czasów, mieć klasę, ale i wewnętrzą siłę i gotowość do stawienia czoła przeciwnikom rodem z komiksu, takim jak Batman i Spider-Man. Wreszcie nadszedł czas nowego Bonda, czas „GoldenEye”. Od poprzedniej premiery minęło aż sześć lat. To najdłuższa przerwa w historii serii. Ale producenci doskonale zdawali sobie sprawę, że mają tylko jedną szansę powrotu. Dlatego tak dokładnie pilnowali wszystkiego. Najważniejszy był wybór nowego 007. Właściwie od początku głównym kandydatem był Pierce Brosnan, choć pojawiały się też inne, chwilami dość egzotyczne propozycje: np. Hugh Grant. Brosnan dostał propozycję już w 1986 roku, po zakończeniu kariery przez Rogera Moore’a. Bardzo chciał ją przyjąć, ale nie mógł, bo był związany kontraktem na realizację serialu „Remington Steel”. Osiem lat później szansa znów się pojawiła. Tym razem Brosnan nie miał żadnych zobowiązań i bez wahania ją wykorzystał.

Także szefowie Bonda musieli się zmienić, by nadążyć za duchem czasów. M stał się kobietą. I to niezbyt przychylną swojemu najlepszemu agentowi, którego uważa za seksistę i mizogina. Tę rolę gra Judi Dench, pierwsza zdobywczyni Oscara, która przyjęła rolę w filmie o 007 (Sean Connery też dostał statuetkę, ale już po zakończeniu kariery Bonda).

Dochodzi do ataku na tajną rosyjską stację radarową na Syberii. Napastnicy kradną stamtąd GoldenEye – sterownik satelitarnej broni laserowej. Jedyną osobą, która przeżyła napad jest młoda programistka Natalia. To ona pomaga Bondowi poruszać się w rzeczywistości postradzieckiej Rosji i przyczynia się do odzyskania sterownika z rąk Janusa, szefa rosyjskiej mafii. Ku zaskoczeniu Bonda, tajemniczym Janusem okazuje się jego dawny kolega, agent 006.

Dla naszej dumy narodowej ważnym elementem jest udział Izabelli Scorupco, która zagrała Natalię. Aktorsko sprawiła się na poziomie – nie można zapominać, że w tamtych czasach rolą towarzyszki Bonda było przede wszystkim dobrze wyglądać. Dopiero od „Świat to za mało” się to zmieniło. Scorupco została natychmiast ochrzczona „pierwszą dziewczyną Bonda zza żelaznej kurtyny”, co nie do końca jest prawdą. Aktorka urodziła się w Polsce, ale jako dziecko wraz z rodzicami wyjechała do Szwecji. Mówi po polsku, przyznaje się do swoich korzeni, jednak związana jest z zachodnim przemysłem filmowym. Śmiem twierdzić, że gdyby startowała do tej roli z Polski, nigdy by do „GoldenEye” nie trafiła.

Jaki jest Bond Pierce’a Brosnana? Lokuje się gdzieś pomiędzy Connerym a Moore’em. Bywa drapieżny jak pierwszy z nich, ale też lubi zabawić się jak ten drugi. Swobodną elegancją też im dorównuje, choć nie ma w nim nonszalancji cechującej Moore’a. – To była znakomita zabawa – powiedział Brosnan po zakończeniu kariery najsłynniejszego agenta świata. – Zagrać Bonda, to przecież marzenie każdego chłopaka – dodał ze śmiechem.

Ten 007 miał wielu przeciwników, którzy zarzucali mu właśnie bezpłciowość i niezdecydowanie. Jednak o tym, że wybór był słuszny, świadczą wyniki finansowe filmu. „GoldenEye” kosztował 58 mln dol., zarobił 351,5 mln. Nieźle, jak na reanimację po prawie śmiertelnym kryzysie. Tym bardziej, że film jest obecnie na 136. miejscu listy najlepiej zarabiających przebojów kinowych.

Piotr Radecki

Amer.-ang. film sensacyjny 1995, reż. Martin Campbell

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×