"Gwiezdne wojny V - Imperium kontratakuje". Jeszcze bardziej wymyślna paleta błyskotliwych efektów specjalnych... [RECENZJA]

Bitwa o galaktykę przybiera na sile. Gdy siły Imperium przeprowadzają atak na sojusz rebeliantów, Han Solo i księżniczka Leia uciekają do Miasta Chmur, gdzie zostają schwytani przez Dartha Vadera.

Multimedia

NASZA OCENA: 10/10

W każdej serii książkowej najważniejsza jest druga część. To sprawdzian, dzięki któremu można się przekonać, czy dobry początek to był tylko fart, jednorazowy wyskok, czy też objawienie prawdziwego talentu. W filmie jest o tyle inaczej, że producent może zmienić reżysera i wtedy trudno już mówić o prawdziwej ciągłości, nawet jeśli pozostali ci sami bohaterowie. Tak też było w „Gwiezdnych wojnach”. Po pierwszej, z lekka westernowej części, George Lucas zwolnił krzesło reżysera, by zająć się przede wszystkim produkcją i efektami specjalnymi. A jego miejsce zajął Irvin Kershner, starszy o pokolenie, który wcześniej nakręcił m.in. western „Powrót człowieka zwanego Koniem” (1976), a później m.in. pozakanonicznego Bonda „Nigdy nie mów nigdy” (1983) oraz „Robocopa 2” (1990).

Zniszczenie Gwiazdy Śmierci tylko osłabiło Imperium. Teraz wojska cesarza dowodzone przez Dartha Vadera atakują bazę rebeliantów na mroźnej planecie Hoth. Jej upadek jest kwestią czasu, więc uciekając, nasi bohaterowie się rozdzielają: Luke wraz z R2-D2 za radą Obi-Wan Kenobiego lecą na bagnistą planetę Dagobah, by tam pobierać nauki u mistrza Yody. Z kolei Leila, Han Solo, Chewie i C-3PO lecą do skrytej w chmurach planety Bespin, kolonii górniczej zarządzanej przez Lando Calrissiana, starego kumpla Hana. Ale Imperium wciąż na nich poluje... W tym wypadku zmiana reżysera wyszła na dobre. Kershner żelazną ręką poprowadził wszystkie wątki, a jest ich niemało. Oczywiście walka z Imperium, ale także niejasne, niepokojące układy w trójkącie Luke-Leila-Han, nauka u Yody, tajemnica związana z tożsamością ojca Luke'a. Szczególnie ta ostatnia kwestia wprowadza metafizyczny prawie niepokój do filmu, całkowicie nieobecny w pierwszej części, podkreślony jeszcze przez dramatyczny, mroczny finał filmu.

Ciemna tonacja w „Imperium kontratakuje” spowodowała, że saga „Gwiezdnych wojen” dojrzała, nabrała głębi i z imponującej chwilami, ale jednak tylko bajeczki zmieniła się w prawdziwe dzieło. Realizacja filmu trwała 170 dni, najdłużej ze wszystkich części. Zdjęcia kręcono na 64 (!) specjalnie zbudowanych planach zdjęciowych, zbudowano też makietę Sokoła Millenium w skali 1:1 (ważył 23 tony!), dla Luke'a przygotowano 16 kostiumów, a budżet przekroczono o 10 mln dolarów.

Realizacji też nie ułatwiali sami artyści: najpierw Mark Hamill miał poważny wypadek samochodowy, w wyniku którego m.in. stracił czubek nosa. By usprawiedliwić różnice w wyglądzie, dodano scenę, gdy Wampa atakuje Luke'a. Carrie Fisher podczas kręcenia wielu scen była – jak sama później przyznała – pod wpływem narkotyków. Z kolei Lucas tak zdenerwował ekipę od efektów specjalnych, marudząc podczas realizacji sceny deszczu asteroidów, że ci postanowili się zemścić. Dlatego, jeśli się dobrze przyjrzeć, można dostrzec, że jedna z asteroid to... but, a chwilę później pojawia się... ziemniak.

Piotr Radecki

Film s.f. USA 1980, reż. Irvin Kershner

"Gwiezdne wojny V - Imperium kontratakuje". Sprawdź datę emisji

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×