"I tak cię kocham". Czasem Uber jest lepszy niż Tinder [RECENZJA]

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Wiem, że wielu filmowców już wycierało sobie gębę tym frazesem, ale nawet, gdyby przedstawiona przez Michaela Showaltera opowieść była jedynie literacką fikcją, to nie zmienia faktu, że „I tak cię kocham” to film, w którym można się… zakochać.

Multimedia

Wiele komedii romantycznych, jeżeli nie wszystkie, opiera się na sprawdzonych schemacie różnic pomiędzy bohaterami, najczęściej po prostu musi do fabuły wjechać tryb Kopciuszka: ona biedna, on bogaty, zakochują się, fanfary. „I tak cię kocham” także opiera się na różnicach pomiędzy naszymi zakochańcami, ale nie o zasobność portfela tym razem chodzi, a o pochodzenie i różnice kulturowe.

Emily (urocza Zoe Kazan) to młoda dziewczyna, pragnąca garściami czerpać z życia. Ma zasady: na pierwszej randce tylko raz uprawia seks i ewentualnie na do widzenia dorzuca robótki ręczne. Nic więcej. Kumail (Kumail Nanjiani) to przeciętny stand-uper, który jednak na życie zarabia jako kierowca Ubera; również chce korzystać z życia, dlatego lubi sypiać z białymi dziewczynami, ale później jakoś zapomina im powiedzieć, że raczej nic więcej z tego nie będzie, bo matka z ojcem szukają dla niego idealnej pakistańskiej partnerki. Wszak w ich kulturze małżeństwa się aranżuje, a strach przed wykluczeniem z rodziny jest silniejszy niż własne uczucia. Tak, tak, oczywiście Emily i Kumail się zakochają, ale sielanka kiedyś musi się skończyć – KLASYKA, jakby powiedział Alan z „Kac Vegas”.

Michael Showalter pokazuje, że mając w rękach typowy zestaw klocków pt. „komedia romantyczna”, można z tego stworzyć coś więcej, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Tam, gdzie inni autorzy zapewne postawiliby na hardy dramat, morze łez i szantaż emocjonalny, tak urodzony w 1970 roku reżyser stawia na dystans i ironię. Bo często w sytuacjach dramatycznych tylko śmiech może nas uratować i to doskonała dewiza, jaka płynie z całości.

Najgorsze polskie filmy 2017 roku. Po co to w ogóle oglądać?Zobacz więcej

Skarbem „I tak cię kocham” jest scenariusz, który wspólnie napisali Kumail Nanjiani oraz Emily V. Gordon. Tak, tak, to właśnie ich historia, opowiadają o sobie i dlatego jest to tak wiarygodne oraz wychodzi im tak dobrze. To produkcja oparta na dialogach, wszelkie batalie słowne oraz żarty potrafią wywoływać salwy śmiechu. Często w recenzjach przywoływany jest żart o 9/11; w kinie podczas tego momentu autentycznie dławiłem się ze śmiechu. Tutaj każdy dialog działa, słowa są idealnie dobrane, a dodatkowo włożono je w usta charyzmatycznych bohaterów.

Bo „I tak cię kocham” świetnym aktorstwem stoi. Kumail Nanjiani jest samym sobą, ale to, co wyprawiają Holly Hunter i Ray Romano przechodzi ludzkie pojęcie. Są perfekcyjni i kradną dla siebie większość scen. Aż mi się po seansie filmu wymarzyła kontynuacja właśnie z nimi w roli głównej, bo potencjał jest ogromny. I tylko żałuję, że w tak ograniczonych porcjach otrzymujemy na ekranie piękną Zoe Kazan…

„I tak cię kocham” to szalenie uroczy film. Świetny scenariusz wzbogacono o doskonałą obsadę i przede wszystkim z niczym nie przesadzono, ani z lukrem, ani z dramatem. Film Showaltera to opowieść o dojrzewaniu do uczucia oraz wzięcia odpowiedzialności za drugą osobę. Nie oczekujcie ckliwej historyjki miłosnej, bo tak naprawdę otrzymacie produkcję o tym, że związek to praca, kompromisy oraz wyrzeczenia. Nie zapominamy, że nie da się też poznać drugiej osoby w jedną chwilę, związek to proces, ciągłe poznawanie się i przełamywanie bariery wstydu, jak chociażby w genialnej scenie z nocnym „wyjściem na kawę”. No i pamiętajcie: czasem Uber jest lepszy niż Tinder.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"I TAK CIĘ KOCHAM" W KINACH

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 7 stycznia 2018 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×