"Jak zostać gwiazdą" [RECENZJA]. "Ostra" Katarzyna Sawczuk wygra muzyczny talent show? Film według scenariusza Julii Kamińskiej już w kinach!

Przeróżne talent show od lat podbijają Polskę i sprawiają, że wykonawcy biorący udział w tych programach, stają się prawdziwymi gwiazdami. Aż dziw bierze, że wcześniej polskie kino nie skusiło się, aby zgarnąć swój kawałek tortu i opowiedzieć o zasadach, jakimi rządzą się muzyczne programy rozrywkowe. Teraz na ekrany kin wchodzi film "Jak zostać gwiazdą", który próbuje liznąć ten temat.

Multimedia

"JAK ZOSTAĆ GWIAZDĄ" - RECENZJA

"Jak zostać gwiazdą... i pozostać sobą" - no cóż, ten tytuł chyba już nie mógł być gorszy. Początkowo drugi fabularny film Anny Wieczur-Bluszcz był zatytułowany "Ostra" i definitywnie lepiej opisywał to, co widzimy na ekranie. Niestety, finalnie film wchodzi do kin z tytułem, przez który część widzów skreśli go na starcie. "Ostra" nie wzięło się znikąd, bowiem taką ksywkę ma główna bohaterka produkcji, Ola (Katarzyna Sawczuk). Dziewczyna, razem z matką (Anita Sokołowska) i babcią (Maria Pakulnis), mieszka w Rozalinie, gdzie chodzi do liceum. Nie należy do najpopularniejszych dziewczyn w szkole, a "dziwaczka" to jedno z grzeczniejszych określeń, jakie padają w jej stronę. To wszystko zmienia się w momencie, gdy dziewczyna - trochę przypadkiem - dołącza do muzycznego talent show "Music Race", gdzie chce coś udowodnić starzejącemu się autorowi jednego przeboju (Maciej Zakościelny). Olo jest dla niej najgorszym śmieciem, bo dawniej mający ambicję muzyk jest jej ojcem, który 18 lat wcześniej uciekł od odpowiedzialności i postanowił zrobić karierę. To żaden spojler, wszystko jest w zwiastunie.

Fabuła "Jak zostać gwiazdą" w zasadzie prowadzi widzów jak po sznurku, a scenariusz, który wspólnie napisali Piotr Jasek, Julia Kamińska i Wojciech Nerkowski, wolny jest od zaskoczeń. Miało być prosto, łatwo i przyjemnie, co udało się osiągnąć. O ile początek filmu, ze szczególnym naciskiem na dialogi, jest strasznie koślawy, a kolejne konwersacje filmowej młodzieży nie brzmią autentycznie i naturalnie, tak wszystko zmienia się, gdy do gry wkracza duet Tomasz Karolak i Barbara Wypych. Oboje grają na granicy, przerysowują swoich bohaterów jak tylko mogą i to właśnie oni sprawiają, że sceny komediowe rzeczywiście śmieszą.

"Jak zostać gwiazdą" nie daje się jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo. Tomasz Karolak przekonuje, że mamy do czynienia z tragikomedią i rzeczywiście coś w tym jest, bo film Wieczur-Bluszcz zahacza zarówno o komedię obyczajową, dramat, jak i oczywiście komedię romantyczną. To trochę sprawia, że poszczególni bohaterowie grają na różnych nutach, bo o ile Karolak, Wypych czy Pakulnis są skonstruowani komediowo, tak już postać grana przez Sawczuk jest w stu procentach poważna, co niestety nie do końca się sprawdza. Kasia Sawczuk doskonale śpiewa, a słuchając jej interpretacji piosenek autentycznie miałem ciarki na ciele, aczkolwiek mam pewien problem z jej bohaterką. Zupełnie nie wierzę w metamorfozę Oli, która następuje jakby na pstryknięcie palcami. Ta ekspresowa przemiana sugeruje, że z finalnej wersji filmu wypadło kilka ważnych scen. Przez to wszystko nie kupuję tej postaci, która - gdy nie śpiewa - męczy i nudzi, a całe moje zainteresowanie jest przelewane na pozostałych bohaterów, którzy chociaż próbują być jacyś.

Nie podoba mi się to, w jaki sposób twórcy utrwalają stereotyp WIELKIEGO ŚWIATA SHOWBIZNESU. Dorzućmy do tego krzywdzący portret ludzi pochodzących z małych miast, którzy na widok kilku biurowców i wieżowców niemal dostają orgazmu, a Warszawa staje się dla nich ziemią obiecaną. Z drugiej jednak strony twórcy filmu robią coś, czego inni autorzy się boją i oddają na ekranie głos kobietom. To właśnie panie rządzą w tym filmie, pokazując swoją siłę oraz zaradność. Czy w "Jak zostać gwiazdą" jest prawda o polskim showbiznesie? Być może, aczkolwiek finalnie brakuje tutaj najważniejszego, czyli głębszej analizy talent show i przyjrzenia się uczestnikom. Zamiast tego otrzymujemy garść schematów, które owinięto w bardzo ładne opakowanie (sceny "telewizyjne" i ich montaż wyglądają zacnie). Szkoda, że pokazując rywalizację w "Music Race" właściwie skupiono się wyłącznie na jednej bohaterce, szczególnie, że w obsadzie - w bardzo małej rólce - znalazła się aktorska petarda z warszawskiej Akademii Teatralnej, która przy okazji świetnie śpiewa, Aleksandra Boroń.

"Jak zostać gwiazdą" to film pełen sprzeczności i nierówności. Z jednej strony sporo tutaj komediowego złota, szczególnie podczas napisów i w scenie po napisach, ale na drugim biegunie mamy przewidywalność (ten finał!), żonglerkę schematami oraz scenariuszowe skróty. Nie wszystko działa jak trzeba, ale seans potrafi dostarczyć rozrywki oraz uśmiechu na twarzy.

Ocena: 5/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 4 października 2020 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Baaardzo (gość)

    Bardziej niż film ,podobały mi się wnętrza domu w którym mieszkała min. Ostra. To był dom ? Czy studio? Ktoś wie?

    07.05.2021 18:50
  • ABC (gość)

    ,,Zupełnie nie wierzę w metamorfozę Oli, która następuje jakby na pstryknięcie palcami. (...)" Oli czy Marty?

    14.02.2021 22:30

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×