Konkurs "Wilk z Wall Street". Wygraj słuchawki Kruger&Matz!

W związku z premierą kinową filmu "Wilk z Wall Street" przygotowaliśmy dla Was specjalny konkurs, w którym do wygrania są słuchawki Kruger&Matz.

Multimedia

3 stycznia do kin wchodzi film "Wilk z Wall Street" (opis i zwiastun filmu znajdziecie tutaj) i w związku z tym przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym do wygrania są słuchawki Kruger&Matz.

Co zrobić żeby wygrać?

Wystarczy zarejestrować się ==== w naszym serwisie i w komentarzu pod tym tekstem odpowiedzieć na proste pytanie konkursowe:

"Jak zainwestowałbyś pieniądze zarobione na Wall Street? Uzasadnij krótko swoją odpowiedź." ====

Na odpowiedzi czekamy od 30 grudnia 2013 r. od godziny 17.30 do 12 stycznia 2014 r. do godziny 23:59:59. Odpowiedzi osób niezarejestrowanych w serwisie nie będą brały udziału w konkursie.

Autorzy trzech najciekawszych odpowiedzi otrzymają słuchawki Kruger&Matz.

Miejsce: I - słuchawki Kruger&Matz KM0660 Miejsca II, III - słuchawki Kruger&Matz KM0108

Szczegółowy regulamin konkursu znajduje się tutaj.

Powodzenia!

Komentarze

Skomentuj
  • gatta2@...

    Znalazłam wyniki jakby ktoś szukał ;) http://www.telemagazyn.pl/aktualnosci/plotki/19315,konkurs-wilk-z-wall-street-rozwiazany-sprawdz-wyniki,id,t.html

    03.02.2014 03:10
  • Weronika (gość)

    Świetne słuchawki:) Chciałabym takie mieć. Super wyglądają. Kiedy kolejny konkurs:):):)

    27.01.2014 20:12
  • gruzzzli

    Kiedy będą wyniki ogłoszone bo nie mogę znaleść ...

    16.01.2014 09:23
  • 07jerzyk@...

    Połączyłbym to, co mnie fascynuje z tym, co uważam za piękne i ponadczasowe - zainwestowałbym w film! W tworzenie nowych produkcji, inwestowanie w niezależnych twórców, wyszukiwanie genialnych książek, z których powstawałyby równie genialne opowieści z dużego i małego ekranu. Zacząłbym jednak od podstaw - od tworzenia teatralnych ognisk dla dzieciaków i kółek dla kinomaniaków. Wszystko po to, by rozgonić nieco tą zapyziałą chmurkę próżności, wyłowić prawdziwe perły i nimi się zająć. Dlaczego nie sport? Proste - na sporcie się nie znam, a film uwielbiam :-)

    12.01.2014 23:11
  • jolalaa@...

    Ponieważ zima w kraju robi się coraz cieplejsza pieniądze zainwestowałabym w MASZYNY DO PRODUKCJI SZTUCZNEGO ŚNIEGU. Wreszcie Polacy co roku cieszyliby się atmosferą BIAŁYCH świąt bez konieczności skrobania szyb i noszenia grubych kurtek!

    12.01.2014 23:10
  • tomaszcomasz

    Zabrałbym siostrę na koniec świata, tak jak śpiewano w popularnej dziecięcej piosence; nie wiem czy inwestowanie w podróże z rodzinną mieści się w klasycznym ujęciu pojęcia inwestowanie ale skoro rodzina jest najważniejsza to i inwestować w nią warto.

    12.01.2014 23:00
  • gatta2@...

    Myślałam ostatnio o tym, że chciałabym zwiedzić Świat. Wiadomo prawie każdy o tym marzy ;) ale chciałam spakować plecak, zabrać syna pod pachę i wyruszyć w taką podróż po krajach i kontynentach. Plan całkiem realny do wykonania, gdybym tylko miała "trochę" nadprogramowej kasy na koncie. Jakiś czas temu zrezygnowałam z pracy, mając dosyć pracy od świtu do nocy, gdy zdajemy sobie sprawę po latach, że świata nie ratujemy a wszyscy się spinają tak jakby od kolejnego projektu zależało życie. Tak więc 10 lat pracy w agencjach reklamowych odcisnęło poważne piętno na mojej duszy ;) może kiedyś mi przejdzie, ale póki co jestem tym zmęczona. Którego dnia siedząc na kanapie ;) pomyślałam, że przydałby mi się ten milion wygranej w lotto, można to oczywiście zastąpić zarobkiem z Wall Street :D I co bym zrobiła? Wzięłabym syna, póki jeszcze nie obejmuje go obowiązek szkolny, ma 6 lat, migiem zrobiła prawo jazdy, wyrwałabym sobie kilka włosów zastanawiając się jak spakować nasz dobytek w logiczny sposób w 20litrowym plecaku no i wyruszylibyśmy w podróż. W podróż w trakcie której spotkalibyśmy ciekawych ludzi, nauczyli się języków i być może odnaleźlibyśmy nowe, lepsze miejsce na tym Świecie do życia :)

    12.01.2014 22:51
  • damvoc@...

    Nim przejdę do właściwej odpowiedzi na zadane pytanie, muszę najpierw zauważyć, że pieniądze zarobione na Wall Street, to pieniądze zarobione dzięki inwestycjom. Także skoro raz udałoby mi się dobrze tam zainwestować, należałoby rozważyć czy warto zainwestować tam ponownie, tym razem większe pieniądze, by zarobić jeszcze większe. Pokusa niewątpliwie byłaby kusząca, jednakże podobnie, jak niektórzy hazardziści, wyznaję zasadę "nigdy nie stawiaj dwa razy na tego samego konia", toteż nie kusiłbym losu i udałbym się w inne, dotąd niesprawdzone, przynajmniej pozornie bardziej bezpieczne grunty. Ponieważ masa wszelakich programów telewizyjnych rzecze, że branża kulinarna jest aktualnie wędką, za pomocą której łowi się złote rybki, poszedłbym w tymże właśnie kierunku i zainwestował w gastronomię. Niewielka, przytulna restauracja - na początek. Przede wszystkim jakość! Ilość przyjdzie z czasem. Za jakością zawsze idzie ilość! Moja restauracja byłaby dla każdego - dla biednego, dla bogatego, dla samotnika, dla otwartego na innych. Byłyby w niej dwie małe, kilkuosobowe salki (co by grupki przyjaciół mogły odizolować się w nich od reszty otoczenia w celu swobodnego, niekrępującego spędzania czasu), trzy salki dla par (w restauracjach bardzo brakuje miejsc intymnych), standardową salę główną dla osób ceniących sobie obecność oraz integrację z nieznajomymi, a także kilka wydzielonych kącików dla 'samotnych wędrowców'. Podobnie z menu - ubogo lecz bogato... ale o tym za chwilę. Najpierw kilka słów o wystroju. Otóż ten byłby bardzo subtelny, a zarazem ekonomiczny. Jasnoniebieskie ściany oświetlane przez jasne światło, którego poziom w każdej poszczególnej salce, klienci regulowaliby sobie według własnych upodobań. Do tego urocze kwiaty na parapetach, a w oknach żaluzje... i czyste firany, rzecz jasna. Tak jak pisałem wcześniej - ubogo lecz bogato. Teraz czas na kilka słów o menu - proste, tradycyjne. Frytki, schabowy z ziemniakami i surówką, kebab, gołąbki, bigos, hamburger, domowe kanapki, ciepła herbata, kawa, kompot, piwo (dla pełnoletnich), itp. oraz na podstawie mojej autorskiej super receptury, którą w końcu udało mi się odtworzyć - PASZTET! Pisałem o nim ostatnio, żaląc się, że zatraciłem go na zawsze. Jednak dziś znów jest ze mną i pomoże mi zarobić nie miliony, a miliardy! Świecie, przygotuj się! Niedługo PASZTET stworzony z majonezu, ziemniaków, parówek... i innych podobnych, stanie się Twym ulubionym daniem!

    http://imagizer.imageshack.us/v2/800x600q90/19/0y6h.jpg - foto PASZTETU :)

    Tak widzę inwestycje pieniędzy zarobionych na Wall Street... ale niestety, na Wall Street nie zarobiłem, a PASZTETU, tak naprawdę, "wskrzesić" nie potrafię. Ale dopóki potrafię udać się wgłąb swego umysłu, gdzie kryje się świat mych marzeń, dopóty marzenia te pozostają realne. :)

    12.01.2014 22:14
  • studencik@...

    Jak zainwestowałbym pieniądze zarobione na Wall Street? Zmienić samochód na nowszy, kupić mieszkanie, a może nawet luksusowy apartament lub dom? Podróż dookoła świata? Ustawić finansowo dzieci? Operacja plastyczna dla teściowej? Założyć własny sklep? Rozdać biednym? Zainwestować? no chyba warto, tylko w co? Obligacje! Akcje! Lokata bankowa! Fundusze inwestycyjne! Polisy ubezpieczeniowe! Nieruchomości! I ja właśnie w sprawie tej ostatniej z wyżej wymienionych opcji. Za całość kwoty kupiłbym mieszkania na wynajem. W kilku różnych dużych miastach Polski. Wyobraźmy sobie że udałoby mi się kupić około 200 kawalerek na wynajem, z czego miałbym około PLN 140,000 przychodów … co miesiąc. Miesiąc w miesiąc. Co dawałoby ponad 1,5 mln złotych rocznie... Do końca mojego życia. A przecież nawet po mojej śmierci te kawalerki nadal przynosiłyby przychody z najmu. Mógłbym je zostawić swoim spadkobiercom, lub choćby częściowo przeznaczyć na dobroczynność. Może założyć fundację dla edukacji finansowej dziewczynek z domów dziecka lub na instytut naukowy wspierający innowację czy walkę z rakiem...

    12.01.2014 21:52
  • anulawawrzyniak@...

    Ja nie muszę być wilkiem... wystarczyłby mi 1000 złotych? To nie bagatelka!

    A jak się jest kobietą orkiestrą, to nie jest to żaden kłopot inwestycyjny - mam sprecyzowany plan. :D Jestem polonistką, grafikiem komputerowym, kubkomalarką (dowód w załączniku), specjalistką od promocji i PR, radzę sobie z księgowością (w końcu mam dyplom technika ekonomisty), rachunkowością i organizacją pracy.

    Ten brakujący mi do szczęścia tysiak zainwestowałabym nie w materiały, nie w programy, nie w sprzęt, tylko...w promocję. Wierzę bowiem, że w XXI wieku bez promocji nie da się sprzedać ludziom nawet najgenialniejszego wynalazku.

    Maluję kubki, jak już zdążyliście zauważyć. Robię to w ramach hobby, czasami prezentując tym lub owym znajomym jakiś okaz. Robię to, bo to kocham. Robię to, bo to moja pasja.

    I chciałabym tę pasję przekształcić w coś bardziej dochodowego. Do tego potrzebne mi są jednak narzędzia. Nie malarskie, bo tych mam aż nadto (maluję za pomocą patyków do szaszłyków). Nie farby, bo zużycie jest minimalne i mam ich zapas na najbliższe 2 lata. ;) Nie. Chodzi o narzędzia promocyjne - stronę www ze sklepikiem i kilka newsów w Internecie tu i tam. Sporo da się zrobić za darmo - tajniki FB i Tweetera mam opanowane. :D Ale do tego dochodzą Google AdWords, reklamy w sieci (nie tak drogie, jak mogłoby się wydawać) itd. Mądrze zainwestowana kasa zwróciłaby się prędko, a za co nie dałabym rady zapłacić gotówką, mogłabym zapłacić barterowo.

    Po roku może nie miałabym tych 100 000 zł, ale na pewno udałoby mi się zalać kraj ręcznie malowaną porcelaną i zwielokrotnić ów tysiączek tak, by myśleć o dalszym rozwoju Nulkowych Malowanek. Biznes jak malowanie! :)

    A tutaj graficzny dowód: https://imagizer.imageshack.us/v2/551x639q90/513/vz0h.jpg

    12.01.2014 21:39
  • Tomasz vasio.tw@gmail.com (gość)

    Jak zainwestowałbyś pieniądze zarobione na Wall Street? Strategicznie, część funduszy w lokaty, a resztę w kluby sportowe dla młodzieży.

    12.01.2014 19:48
  • r.helt@... emerycia

    Jak to dobrze gdybym miała wielkie pieniądze. Zawsze mi się marzyło aby móc pomagać potrzebującym, więc na pewno połowę zarobionych pieniędzy rozdałabym. Resztę przeznaczyłabym na zabezpieczenie bytu swoich dzieci i siebie. Nie ma nic piękniejszego jak dzielic się z potrzebującymi i widzieć ich szczęśliwe twarze.

    12.01.2014 19:11
  • studencik@...

    Jak zainwestowałbym pieniądze zarobione na Wall Street? Zmienić samochód na nowszy, kupić mieszkanie, a może nawet luksusowy apartament lub dom? Podróż dookoła świata? Ustawić finansowo dzieci? Operacja plastyczna dla teściowej? Założyć własny sklep? Rozdać biednym? Zainwestować? no chyba warto, tylko w co? Obligacje! Akcje! Lokata bankowa! Fundusze inwestycyjne! Polisy ubezpieczeniowe! Nieruchomości! I ja właśnie w sprawie tej ostatniej z wyżej wymienionych opcji. Za całość kwoty kupiłbym mieszkania na wynajem. W kilku różnych dużych miastach Polski. Wyobraźmy sobie że udałoby mi się kupić około 200 kawalerek na wynajem, z czego miałbym około PLN 140,000 przychodów … co miesiąc. Miesiąc w miesiąc. Co dawałoby ponad 1,5 mln złotych rocznie... Do końca mojego życia. A przecież nawet po mojej śmierci te kawalerki nadal przynosiłyby przychody z najmu. Mógłbym je zostawić swoim spadkobiercom, lub choćby częściowo przeznaczyć na dobroczynność. Może założyć fundację dla edukacji finansowej dziewczynek z domów dziecka lub na instytut naukowy wspierający innowację czy walkę z rakiem...

    12.01.2014 19:10
  • Marco (gość)

    Zainwestowałbym w Luuudyy.

    12.01.2014 18:59
  • promykimis3322@...

    Pieniądze które bym miał Z Wall Street? Kupił bym dom, i go wyposażył. Następnie zapewnił bym sobie i bliskim możliwość dalszej edukacji rezygnując z pracy. Otworzył bym w największych Polskich miastach areny ASG z pomieszczeniami podobnymi do tych z znanych gier. Z kierunku który bym wybrał dla siebie w procesie dalszej edukacji zajął bym się Ekologią a ponieważ miał bym już plecy i pieniędzy których nie braknie otworzył bym siedzibę w której zrzeszał bym utalentowanych naukowców i wynalazców, którym udostępniał bym pracownie aby tworzyli i udoskonalali nasz świat pobierając niewielki procent z ich wynalazków w każdej dziedzinie życia. Idąc dalej naukowcy którzy pracują dla mnie dostali by zlecenie aby stworzyć urządzenie które było by filtrowało słoną wodę na słodką, a jednocześnie było opłacalne i nie zużywało się szybko. Część pieniędzy które rosły by ciągle w górę przeznaczył bym na zasiedlenie marsa, chętnie pracował bym nad nowym rodzajem napędu. Imperium które stworzyłem przeznaczył bym moim następcą.

    12.01.2014 17:27
  • agata.17ko@...

    Gdybym milion złotej kasy na Wall Street zarobiła nie długo oj niedługo bym się nią szczyciła, Wszak nie mam w sobie zamiłowania do oszczędności a do wydawania w ramach samych przyjemności! Bez zastanowienia w obniżkach bym się zagłębiła, z oszczędnością bym się nie liczyła, Gdyż do zakupów okazji jest kupa, W końcu na wygodnej kanapie zasiądzie ma pupa, Bo wygoda dla mnie to najwyższa klasa, zakupię również wymarzonego wysokiego obcasa, na głowę kapelusz założę, Zakupami nigdy się nie zmoże, Bratu auto zafunduje, on za kierownicą dobrze się czuje, A ja może zatrudnię szofera, bo dla mnie nastanie nowa era, Era radości i pełnego portfela, Miliooon,miiilioon już słysze ptasie trela!

    12.01.2014 15:58
  • chnum1975@...

    Pieniądze zarobione na Wall Street zainwestowałbym w edukację swoich dzieci. W ten sposób zarobione pieniądze posłużyłyby nie tylko mi, ale i następnemu pokoleniu. Zawsze marzyłem o tym, aby moi synowie studiowali na dobrym zagranicznym uniwersytecie. Mnie nie było na to stać, ale dzięki pieniądzom z giełdy, mógłbym pomóc swoim dzieciakom. Byłby to dla nich wspaniały start w dorosłość, a dla mnie - najlepsze zabezpieczenie na starość.

    12.01.2014 12:34
  • teresa.gniazdowska@...

    To Ona? Naprawdę to Ona? Tak, tak! To Ona! Wszyscy o niej na naszym osiedlu opowiadają. Dlaczego?-pytasz. Bo mimo że jej zazdroszczą, to w głebi serca ja podziwiają. Była zwyczajną kobietką, jak inne pracowała, wychowywała dzieci, o dom dbała, ale gdy jej pociechy dorosły, Ona zapragnęła czegoś innego. A może tak naprawdę o realizacji tych marzeń nie obawiała sie już myśleć. Może wreszcie spojrzała w lusto śmiało i stwierdziła, że Życie - jej Życie nalezy do niej i czas, by wreszcie to się stalo. Inwestycje na Wall Street stały się sukcesem i nadeszła ta chwila. Spakowała walizkę, Męża wzięła za rękę i już siedzili w samolocie, co leciał do Paryża. Tam piła szampana na szczycie Wiezy Eiffla i uczęszczała na kurs francuskiego, po kilku miesiacach stwierdziła, że czas na coś nowego. Wyruszyła do Rzymu, gdzie freski Michała Anioła podziwiała, proscutto i oliwki z rozkosza zajadała. Potem był lot balonem nad Alpami i skok ze spadochronu- Ona zaczeła cieszyc się zyciem, chwytała je swoimi delikatnymi rekami. Była zachłanna, nienasycona, ale każdym nowym pragnieniem zachwycona. Pływała po Amazonce, a Nigerii przywiozła garść żółtego piasku Wróciła, szczęśliwa, spełniona, ale wciąż nienasycona. Kolejne miejsca ją jak magnez przyciagają, a Ona- realizuje marzenia, co jak grzyby po deszczu w jej głowie wyrastają. Pełna doświadczenia otworzyła Szkołę Przetrwania. Organizuje wyjazdy, wyprawy, pomaga spełniać innym swoje marzenia. Czasem są to spotkania z krainami egzotycznymi, a czasem wędrówki szlakami polkimi.

    12.01.2014 00:37
  • anulka2323@...

    Stwierdzam śmiało, a może i z przekorą, że w tym konkursie nawet nie powinnam brac udziału, bo talentu do inwestowania od Boga nie otrzymałam. A Wy, Drodzy Redaktorzy, o inwestycje pytacie...Mhm...Po chwili zastanowienia rzec pragnę, że dzięki pieniądzom zarobionym na Wall Street spełniłabym swoje marzenia. Zwiedziłabym cały świat, bo o wojażowaniu marzę od lat. Pływałabym po morzach i oceanach, zachwycałabym się mocą Matki Natury. Poznawałabym nieznane lądy, tradycje, zwyczaje i kultury. W tym czasie wszystkie moje wrażenia zapisywałabym w pamiętniku, a wszystkie wspomnienia dokumentowałabym licznymia fotografiami- do tego zaangazowałabym swego Męża, który tak jak ja pasjonuje się podróżami. Po powrocie oddałabym się pisaniu książki, która byłaby próbą podsumowania moich wrażeń i podróżniczych doświadczeń. Pisałabym, pisała...a później spełniłabym swoje kolejne marzenie i moja książka rzeczywistoscia by się stała. Byłaby to opowieść o skromnej dziewczynie z mazurskiego miasteczka, która dzięki inwestycjom na Wall Street spełniła swoje najwieksze, najskrytsze marzenia. Byłby to namacalny dowód tego, że warto mieć pragnienia. Moje podróże może stałyby się inspiracją, może zmotywowałyby innnych do działania...Gdy moja książka sprzedawałaby się jak świeże bułeczki, ja usiadłabym na tarasie, rozkoszowała widokiem mojego ukochanego jeziora i muzyki ze słuchawek Kruger&Matz KM0660 słuchała.

    12.01.2014 00:04
  • karolina2701@...

    Większość część pieniędzy na pewno zainwestowałabym w nieruchomości. Kupiłabym apartamenty i mieszkania, które potem wynajmowałabym innym ludziom. W ten sposób miałabym zabezpieczenie materialne na przyszłość, bo nigdy nic nie wiadomo. Pomyślałabym także o stworzeniu sieci hoteli, coś na wzór np. Hilton, ale połączone z kompleksem SPA i zarazem dyskoteką. Każdy wybiera co chce. Kto chce się odprężyć i zrelaksować wybiera odnowę, kto chce zaszaleć- nocny klub. Moją pasją są podróże, więc na pewno dużo latałabym moim prywatnym samolotem do najdalszych zakątków świata i egzotycznych krajów oraz na zakupy do stolic mody jak Paryż, Nowy Jork, Mediolan itp., kiedy tylko miałabym ochotę. Tam kupowałabym stroje, buty, dodatki itp. od najlepszych projektantów jak Dior, Armani, Calvin Klein, Chanel, szpilki od Manolo Blahnika itp. Niewykluczone, że kupiłabym sobie także wyspę, bym miała gdzie odpoczywać, w końcu byłabym bizneswoman i jacht, którym musiałabym dopłynąć do swojej prywatnej oazy spokoju. Na pewno jakąś część przekazałabym na cele charytatywne. Jest tyle ludzi, którzy potrzebują pomocy i nie mają tyle szczęścia, co ja, by dorobić się fortuny. O tym nie wolno zapominać i trzeba się podzielić tym, co mam.

    12.01.2014 00:03
NowszeStarsze

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×