"Królewicz Olch" [RECENZJA]. Wołanie o normalność

Po projekcji „Królewicza Olch” można powiedzieć jedno – Kuba Czekaj nie czeka, tylko idzie po swoje. Jego drugi (chociaż chronologicznie i duchem pierwszy) film pokazuje, że autor „Baby Bump” to jeden z najciekawszych polskich reżyserów młodego pokolenia, posiadający własną wizję, styl oraz pomysł na twórczość. Oryginał, którego nie będziemy musieli wstydzić się za granicą i tam też pewnie zostanie bardziej doceniony, wszak trudno być prorokiem we własnym kraju.

Multimedia

„Królewicz Olch” tworzy nieformalny dyptyk wraz z „Baby Bump” (które powstało poniekąd jako projekt poboczny, zrealizowany w przerwie podczas okresów zdjęciowych) i jeden film wywodzi się z drugiego. Na dobrą sprawę można by zaryzykować stwierdzenie, że otrzymujemy niemal tych samych bohaterów, tylko umieszczonych w innym miejscu, czasie oraz sytuacji. Inne także są naświetlane przez Czekaja problemy, chociaż motywem przewodnim jest wciąż dojrzewanie. O ile w „Baby Bump” obserwowaliśmy fascynację ciałem oraz szok związany ze zmieniającą się cielesnością, tak tutaj pierwsze skrzypce grają emocje, duchowość i próba zdefiniowania samego siebie.

Głównym bohaterem jest 14-letni chłopiec (świetny Stanisław Cywka), będącym geniuszem w dziedzinie fizyki. Co prawda zdarza mu się chodzić do szkoły z rówieśnikami, ale w wolnym czasie zamiast jeździć na rolkach – czego zresztą bardzo pragnie – pracuje nad teorią światów równoległych. O tym, że do pracy musi przyłożyć się jeszcze bardziej, dba jego autorytarna matka (Agnieszka Podsiadlik), bo telefon z banku w sprawie zadłużenia dzwoni coraz częściej, a dziesięć tysięcy euro, jakie w konkursie może wygrać chłopak, piechotą nie chodzi. Jakby tego było mało, w życiu bohatera pojawia się też nigdy niewidziany ojciec (Sebastian Łach)...

"Baby Bump". Nieprzyjemny, nieznośny, ale prawdziwy obraz dojrzewaniaZobacz więcej

„Królewicz Olch” jest jednym wielkim wołaniem o normalność. Reżyser przedstawia widzom niesamowicie utalentowanego chłopca, w którym jednak zapał do rozwijania swojego geniuszu jest mordowany przez matkę, widzącą w synu jedynie inwestycję na przyszłość, a nie nastolatka, pragnącego utrzymywać relacje z rówieśnikami, jeździć na rolach, chodzić na imprezy, podrywać dziewczyny, śmiać się i bawić. Jest wobec niego niczym wilk rozszarpujący padlinę.

To również obraz konfliktu międzypokoleniowego, rodzącego się buntu i niemożności znalezienia wspólnego języka. Symboliczna jest scena, gdy matka próbuje mówić po angielsku, ale syn musi wszystko jej tłumaczyć – właśnie tak wygląda ich komunikacja. Autor portretuje dysfunkcyjną rodzinę, gdzie chłopcu brak autorytetu, szczególnie męskiego. Dlatego jednocześnie z nienawiścią, ale i podziwem patrzy na ojca, który w jego życiu pojawia się niczym grom z jasnego nieba. Tyle, że straconych lat nie da się nadrobić w jednej chwili.

W „Królewiczu Olch” powraca też, uwypuklony już w „Baby Bump”, wątek seksualności. Główny bohater stara się na wszelkie sposoby opanować swoje hormony, lecz od skrytych spojrzeń na nogi, pośladki lub fantazji erotycznych – jakkolwiek dziwne by nie były – nie ucieknie. Tłamszona seksualność musi w końcu wybuchnąć.

„Królewicz Olch” jest świetnie nakręcony oraz zagrany. Kuba Czekaj w pełni zrealizował swoją wizję i dopieścił film stylistycznie oraz muzycznie. Widać, że w tę produkcję włożono więcej pracy niż w „Baby Bump”, gdyż jest dojrzalej, bardziej spójnie i wyraziście. Całość jest czytelniejsza i bardziej przystępna dla widza, a do tego ogromnie fascynuje i nie daje o sobie zapomnieć po projekcji. Jeżeli teraz publiczność nie „kupi” tego dzieła, to coś mi podpowiada, że za kilka lat będziemy mówić, iż „Królewicz Olch” wyprzedził swoją epokę.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 23 września 2016 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Mioduszka (gość)

    Film Kuby Czekaja jest swobodnym nawiązaniem do ballady Goethego, która, napisana w roku 1782 stała się wówczas sztandarowym dziełem romantyków. Tytułowy król Olch pełnił w niej rolę wyimaginowanej postaci, wyobrażeniem pogrążonego w gorączce dziecka, zaprzeczeniem „szkiełka i oka”. I tak jak w romantycznej balladzie, tak i w filmie akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: na jawie i w sferze wyobrażeń i imaginacji głównego bohatera. A jest nim wybitnie uzdolniony 14latek, który przebywa pod opieką autorytarnej matki, chłopiec, który wnikliwie obserwuje swoje otoczenie i interpretuje je na swój własny, charakterystyczny sposób. W jego głowie jest tak dużo fantazmatów i wyobrażeń (ziemia dosłownie pęka mu pod stopami, a ze szczelin pomiędzy szafkami wyziera się oślepiający krzyż, na którym zawisa figura Jezusa), że sami w końcu gubimy się w porządku wydarzeń i nie wiemy, która jest właściwa. Romantyczna Ballada może być kluczem do odczytania ukrytych znaczeń. Goethe pisząd swój utwór zaczerpnął z wierzeń ludowych- bagniste tereny porośnięte dzikimi olchami miały zamieszkiwać duchy, które mamiły i pętały ludzi swoją zgubną mocą. Motyw drzewa olchowego pojawiał się często w przesądach - jego drewno po zcięciu czerwienieje - mawiano, że dokładnie tak jakby krwawiło. Krwistoczerwona olcha jest tłem dla wielu scen w tym filmie, a w końcowych, tych, które zapadają szczególnie w pamięć - pojawia się również w podwodnym świecie. Utalentowany chłopiec pracuje nad teorią światów równoległych, a bohaterowie mówią w paru różnych językach, więc swoisty dwugłos jest obecny dosłownie w każdej warstwie filmu. Docenić należy tu pracę operatora, bo znakomicie udało mu się uchwycić sugestywne przejścia pomiędzy alternatywnymi światami właśnie przy pomocy barwy, ruchu kamery i światła. Mamy ujęcia ze skalnych labiryntów (sceny nagrywano w plenerach Gór Stołowych, tzw. Błędnych Skałach, które są prawdziwymi krzyżówkami wąskich szczelin i zaułków), ciemnego lasu, sporo też zdjęć podwodnych. Dzięki temu film zyskuje oniryczny klimat, z końcem staje się coraz bardziej gorączkowy i psychodeliczny. Jeśli mielibyśmy trzymać się ziemi i obrać za wspólną oś dla wydarzeń punkty zwrotne ballady - wszystko się trzyma kupy. O bohatera walczą przeróżne siły, w filmie uosabiane przez matkę, ojca, naukowca - profesora, a na koniec filmu samochód, którym jedzie nasz bohater wpada do wody. Widzimy mocno zarysowane w scenach pragnienie bycia zaakceptowanym przez rówieśników zaraz obok poczucia bycia odmiennym, marzenie o swobodzie i beztrosce (rolki) obok przymusu bycia najlepszym - całe wymieszanie tych pokładów emocji spowoduje prawdziwy wybuch. Cała feeria barw (zwłaszcza gra świateł i promieni), soczyste i realne sceny nacechowane mocnymi znaczeniami o odnośnikami, a wszystko to w odpowiednim tempie. Wizje bohatera pokazującego nam jego wnętrze mimo rozmachu i wizualnego przesytu wcale nie są męczące.

    09.08.2017 20:39
  • Mioduszka (gość)

    Film Kuby Czekaja jest swobodnym nawiązaniem do ballady Goethego, która, napisana w roku 1782 stała się wówczas sztandarowym dziełem romantyków. Tytułowy król Olch pełnił w niej rolę wyimaginowanej postaci, wyobrażeniem pogrążonego w gorączce dziecka, zaprzeczeniem „szkiełka i oka”. I tak jak w romantycznej balladzie, tak i w filmie akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: na jawie i w sferze wyobrażeń i imaginacji głównego bohatera. A jest nim wybitnie uzdolniony 14latek, który przebywa pod opieką autorytarnej matki, chłopiec, który wnikliwie obserwuje swoje otoczenie i interpretuje je na swój własny, charakterystyczny sposób. W jego głowie jest tak dużo fantazmatów i wyobrażeń (ziemia dosłownie pęka mu pod stopami, a ze szczelin pomiędzy szafkami wyziera się oślepiający krzyż, na którym zawisa figura Jezusa), że sami w końcu gubimy się w porządku wydarzeń i nie wiemy, która jest właściwa.

    pacia1984@gmail.com

    07.08.2017 23:20

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×