"Małżeńskie porachunki". Brak seksu może być morderczy… [RECENZJA]

„Małżeńskie porachunki” to film, który powinni obejrzeć wszyscy polscy autorzy aspirujący do tworzenia komedii. Ole Bornedal stworzył obraz wręcz wzorcowy, gdzie wszystko jest na swoim miejscu, sprawnie działa i śmieszy.

Multimedia

Ib (Nicolas Bro) i Edward (Ulrich Thomsen) są przyjaciółmi i jednocześnie wspólnikami prowadzącymi firmę budowlaną, chociaż za bardzo nie lubią zajmować się pracą, cały czas odkładając obowiązki na później (no chyba, że ktoś „pod stołem” posypie kasą, która nigdy oficjalnie nie zostanie zaksięgowana), a ich ulubionym miejscem jest bar, gdzie niestety coraz częściej się upijają i wpadają na głupie pomysły.

Jednym z nich jest… wynajęcie płatnego mordercy z Rosji, Igora (Marcin Dorociński), który ma zlikwidować ich żony, co byłoby dla panów rozwiązaniem finansowo korzystniejszym niż kosztowny rozwód. I pomyśleć, że wszystko przez to, iż Gritt (Mia Lyhne) oraz Ingrid (Lene Maria Christensen) przestały sypiać ze swoimi mężami. Brak seksu naprawdę może być morderczy…

Twórca „I zbaw nas ode złego” bardzo dobrze radzi sobie z czarną komedią, widać, że czuje oraz rozumie zasady tego gatunku i jednocześnie dokonuje czegoś, z czym wielu innych twórców miałoby ogromny problem. „Małżeńskie porachunki” to film złożony z dokładnie takich samych elementów fabularnych co inne komedie pomyłek, silnie opierający się na stereotypach (tutaj mamy żarty z muzułmanów, Polaków, Rosjan oraz naturalnie samych Duńczyków), ale finalnie jest to tak dobrze ze sobą zespolone, że całość robi wrażenie, ma przysłowiowe „ręce i nogi”, a także świetnie się ogląda.

Chociaż mamy tutaj humor sytuacyjny i czasami możemy zapytać o moralność w przedstawianych nam scenach (warto zauważyć, że do „piachu” idą wyłącznie bohaterowie, których nie polubiliśmy, jak np. zwolennik ISIS), to twórca w żadnym momencie nie przekracza granicy dobrego smaku, żarty śmieszą, a na ekranie nie oglądamy kloacznego humoru. To przemyślana oraz inteligentna produkcja, sprawiająca, że widzowie wychodzą z kina zadowoleni i szczęśliwi. Przecież wiadomo, jak kończą ci, którzy mają nieszczęśliwe życie. Tak jak pan Igor powiedział.

O duńskiej obsadzie nie można złego słowa powiedzieć, ale jednak prawdziwą gwiazdą jest Marcin Dorociński. Jego interpretacja wieczne pijanego, kochającego piękne kobiety, rosyjskiego płatnego mordercy to festiwal szalonej szarży i jazdy bez trzymanki. Coś pięknego i pokazującego, że w Dorocińskim jest ogromny potencjał komediowy, którego niestety polscy twórcy albo nie potrafią, albo boją się wykorzystać. Urodzony w 1973 roku aktor bawi się tą rolą, może się wyszaleć i pewnie to też po części zasługa scenariusza, ale tworzy najbardziej wyrazistego oraz ciekawego bohatera w całym filmie.

„Małżeńskie porachunki” są świetnie skrojoną czarną komedią, pokazującą, że nawet z ogranego materiału, da się zrobić coś zabawnego oraz mądrego. Bo to w gruncie rzeczy film o miłości, krzyczący „hej, ludzie, kochajcie się!”. Jasny i klarowny przekaz, także kochajcie się, uprawiajcie seks, tańczcie salsę i nie bądźcie nieszczęśliwi, bo w przeciwnym razie odwiedzi Was pan Igor z Murmańska. A tego byście nie chcieli.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"MAŁŻEŃSKIE PORACHUNKI" W KINACH OD 7 KWIETNIA

Zobacz galerię

Almodóvar w tv, filmy z Amy Adams oraz hip-hop w Netfliksie. Sprawdź, co jest DO ZOBACZENIA! [WIDEO]Zobacz więcej

Komentarze

Skomentuj
  • gówno (gość)

    niestety pomyje i sto kilo mułu

    08.04.2017 19:13

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×