Martyna Wojciechowska: Moim celem jest uwrażliwianie ludzi na świat [WYWIAD]

Martyna Wojciechowska wróciła na kraniec świata. Mimo problemów zdrowotnych udało jej się nakręcić kilka nowych odcinków "Kobiety na krańcu świata" - programu, który możemy oglądać na antenie TVN od 2009 roku. Martyna odwiedza swoje bohaterki w różnych częściach świata i pokazuje ich historie - nierzadko bardzo wzruszające i przejmujące. Dokąd udała się w tym sezonie? Kto towarzyszył jej w podróżach? Która z bohaterek jest najbliższa jej sercu?

Multimedia

Ósmy sezon "Kobiety na krańcu świata" miał pojawić się we wrześniu. Niedawno zapowiedziałaś jednak, że ze względu na Twoje problemy zdrowotne, nie jesteś w stanie skończyć tej serii, dlatego program nie zostanie wyemitowany, a tutaj – proszę – niespodzianka. Nowe odcinki już w TVN. Skąd ta zmiana?
Martyna Wojciechowska: Dla mnie samej ta informacja była zaskoczeniem, ale i wielkim szczęściem oraz spełnieniem marzeń. Po to jeżdżę na krańce świata, po to nagrywam te odcinki i razem z moją ekipą wkładamy w to tyle serca, żeby one były emitowane i pokazywane ludziom. Oczywiście warunkiem wyemitowania sezonu programu jest to, że musi on być kompletny, pełny – na to umawiam się z widzami. Rzeczywiście zdarzyło się tak, że nie byłam w stanie dokończyć zdjęć do tego sezonu – pierwszy raz w moim 20-letnim życiu zawodowym - musiałam powiedzieć "słuchajcie, nie dam rady. Przepraszam". Ku mojemu zaskoczeniu – chyba w prezencie urodzinowym, bo 28 września miałam urodziny i właśnie tego dnia dostałam wiadomość, że stacja TVN i dyrektor programowy, Edward Miszczak postanowili, że program jednak będzie emitowany, mimo że niepełny. Stwierdzili, że widzowie czekają na nowe odcinki, a to, co udało nam się zrobić do tej pory warte jest tego, aby z małym opóźnieniem, ale jednak pokazać.

Co zatem czeka nas w nowym sezonie "Kobiety na krańcu świata"?
Ze względu na moje ograniczenia fizyczne, możliwości zdrowotne – bo rzeczywiście zmagam się od jakiegoś czasu z licznymi problemami – niestety, w tym sezonie wybieraliśmy tematy może bliższe i nie tak egzotyczne jak w poprzednich sezonach, ale za to bardzo zaskakujące. Jak to jest możliwe, że w Unii Europejskiej, w Rumunii – kraju tak dostępnym, można powiedzieć, na wyciągnięcie ręki, dzieją się takie rzeczy, jak handel żywym towarem? Nastolatki, a nawet 9-letnie dziewczynki – dzieci, są sprzedawane do usług w seks biznesie. Nie wyobrażałam sobie skali tego zjawiska, dopóki nie pojechałam do Bukaresztu, dopóki nie poznałam Iany Matei, która prowadzi fundację pomagającą tym dziewczynom i poświęciła całe życie, żeby wyrwać je z zaklętego kręgu. To było bardzo poruszające spotkanie i powstał bardzo mocny i trudny odcinek. Dla nas Europejczyków to taka konieczność zmierzenia się z tym, że na własnym podwórku naprawdę mamy dużo do zrobienia. Polecam. Nie obiecuję, że to będą miłe, lekkie, łatwe i przyjemne tematy, ale naprawdę warto.

CZYTAJ TAKŻE:

"KOBIETA NA KRAŃCU ŚWIATA". MARTYNA WOJCIECHOWSKA W RUMUNII O HANDLU LUDŹMI [WIDEO+ZDJĘCIA]
"KOBIETA NA KRAŃCU ŚWIATA" - 8. SEZON OD 16 PAŹDZIERNIKA W TVN! JAKIE KRAJE ODWIEDZIŁA MARTYNA? [WIDEO+ZDJĘCIA]

Znajdzie się jednak też coś lżejszego. Larysa z Rosji wie, jak poderwać mężczyznę i zrobić z niego milionera…
To było jedno z dziwniejszych doświadczeń w moim życiu. Zjeździłam wiele krańców świata, ale wizyta w Petersburgu okazała się wyjątkowo interesująca… Otóż Larysa prowadzi warsztaty dla kobiet – "jak wyjść za mąż w trzy miesiące", albo "jak zrobić z męża milionera", albo "jak być szczęśliwą" itd. Robi to w niecodzienny sposób i ma na to naukowe dowody. Przyznam, że jadąc tam byłam bardzo sceptyczna, miałam wątpliwości co o tym myśleć. Czy sposoby Larysy działają? No nie wiem, zobaczymy. Jakąś wiedzę zdobyłam i może póki co nie wdrażam jej intensywnie w życie, ale kto wie co będzie kiedyś…

Trzeci odcinek to kolejna bardzo poruszająca, mocna historia…
Tak. Kolejna bohaterka to Maja Kazazić – ofiara wybuchu bomby podczas wojny w byłej Jugosławii… No właśnie – pojawia się jednak pytanie - czy faktycznie ofiara? Maja udowadnia, że to, czy zostajemy ofiarą czy jesteśmy osobą ocaloną, wygraną, zwycięzcą – zależy od nas i od naszych decyzji i tak naprawdę o tym jest ta historia. O absolutnie niezwykłej dziewczynie, która postanowiła, że nie będzie ofiarą, chociaż w wybuchu bomby straciła jedną nogę, a drugą ma mocno poranioną i jest niepełnosprawna. Można powiedzieć, że ma dobre uzasadnienie, aby do końca życia siedzieć na kanapie i narzekać jak jest jej ciężko i jak los ją doświadczył. Maja postanowiła jednak przekuć to w siłę. Jest uśmiechniętą, radosną, inspirującą, fantastyczną dziewczyną, która – jak same określiłyśmy to w niemal tym samym momencie – jest moją duchową siostrą. Po prostu zobaczyłyśmy się i to był błysk. Poczułam, że jesteśmy z tej samej gliny. To bardzo piękna i mądra historia. Właściwie to wszystkie odcinki „Kobiety na krańcu świata” są mądre, tylko każdy jednak opowiada o czymś innym.

Jak widać, w swoim programie pokazujesz różne historie na różnych krańcach świata – tych bliższych i tych dalszych. W poprzednich sezonach także mogliśmy poznać wiele kobiet, które prowadzą bardzo odmienne style życia. Zastanawiam się, jak docierasz do swoich bohaterek i jaki jest klucz ich dobierania.
Bohaterki są wszędzie. Także w Polsce – "Kobiet na krańcu Polski" – kiedyś się tym zajmę. To kwestia otwarcia głowy i bacznego obserwowania świata. Czasami wystarczy jeden news gdzieś w radio, jedno zdjęcie, które staje się inspiracją. Dzisiaj to już jest łańcuszek ludzi dobrej woli i też bardzo dziękuję widzom, którzy piszą do mnie na Facebooku: "Martyna, tu i tu słyszałem o takiej historii. Musisz tam pojechać i zrobić o tym film". To już trochę działa jak wielki ogólnoświatowy research, bo ludzie piszą z różnych zakątków świata. Mamy też fantastyczną małą, ale bardzo prężną redakcję. Żyjemy tym, dzwonimy do siebie – czasami nawet w środku nocy. Okazuje się, że jest na świecie jeszcze tyle do zrobienia, że pewnie nie wystarczy mi życia, aby zrobić wszystkie odcinki "Kobiety na krańcu świata", które chciałabym zrobić.

W tym sezonie odwiedzisz Florydę, ale wcześniej tylko raz byłaś w USA, przy okazji odcinka o kobiecie 5XL z Ohio. Ameryka to wielki i różnorodny kraj, w którym na pewno można spotkać wiele ciekawych kobiet, które mają co opowiedzieć światu. Dlaczego tak rzadko tam jeździsz?
To prawda, ale serce zostawiłam w Afryce i najchętniej wracam właśnie do Afryki. To jest mój drugi dom i to tam najczęściej szukam inspiracji. Ameryka jest szalona, zwariowana, ale jednak bliska nam kulturowo. Moim celem jest uwrażliwianie ludzi na świat. Pokazywanie, jak ten świat wygląda, jak jest niesamowity, jak jesteśmy różni – jak różne są kultury, wierzenia, przekonania. Chciałabym uczyć tolerancji i pokazywać, że mimo wielu przeszkód i wielu różnic, które są między nami, jednak możemy się dogadać. My naprawdę możemy znaleźć płaszczyznę porozumienia. Pewnie dlatego najchętniej wybieram tematy egzotyczne, ale ten sezon jest inny i jest dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. To dla mnie naprawdę niesamowita lekcja.

Chciałam zapytać o to, która z Twoich dotychczasowych bohaterek jest Ci najbliższa, ale skoro mówisz o tym, że serce zostawiłaś w Afryce to podejrzewam, że jest nią Kabula z Tanzanii. Zgadza się?
Wszystkie są dla mnie bardzo ważne. Z większością jestem w kontakcie, a przynajmniej wiem, co u nich słychać. Z niektórymi siłą rzeczy nie mogę, bo nie mają ani skrzynki mailowej, ani Facebooka, ani telefonu, ani nawet gołąb pocztowy by do nich nie dotarł. A Kabula… bohaterka filmu dokumentalnego "Ludzie duchy", dziewczynka chora na albinizm, która w wyniku brutalnego ataku straciła rękę, bo w Tanzanii niektórzy wierzą, że z części ciała albinosów można produkować magiczne eliksiry i amulety, oczywiście jest najbliższa mojemu sercu. Kocham tę dziewczynę. Ma to coś, co sprawia, że wiedziałam, że kiedy da się jej szansę, ona na pewno dobrze ją wykorzysta. Mogę zdradzić najświeższe informacje od Kabuli. Ostatnio widziałam się z nią, jest w prywatnej szkole w Muanzie (Mozambik) i radzi sobie fenomenalnie. Szkoła jest bezpieczna, na bardzo wysokim poziomie, a Kabula jest najlepsza na roku, mimo że uczy się z dziećmi pełnosprawnymi, a sama ma poważną wadę wzroku i musi nadgonić zaległości, które miała. Przecież ona nie miała szansy wcześniej się uczyć i teraz musi pracować więcej niż inni. Nawet w środku nocy potrafi wstać, żeby się uczyć. Jest liderką, która jest akceptowana, uwielbiana i dzięki niej wiem, że warto robić to, co robię.

Można powiedzieć, że Kabula jest taką Twoją drugą córką…
To jest moja córka. Mam 17-letnią córkę z Tanzanii, nieco zbuntowaną – jak to w tym wieku.

Natomiast Twoja pierwsza córka, Marysia, teraz także wyruszyła z Tobą na krańce świata. Podobało jej się?
Tak, choć powiedziała, że jednak mogłybyśmy trochę więcej zwiedzać, odpoczywać i pływać w basenie. Wiadomo, że to było trudne wyzwanie dla 9-latki, ale Marysia na planie programu "Kobieta na krańcu świata" została asystentem kierownika planu i moim bardzo dobrym doradcą. Zresztą w ogóle radzę się jej w wielu rzeczach i to właśnie z Marysią oglądam wszystkie odcinki, zanim zostaną wyemitowane w telewizji. To mój główny konsultant. Podobało jej się bardzo i deklaruje, że sama chce jeździć na krańce świata, być podróżnikiem i robić filmy dokumentalne. Jak znam życie, to się jeszcze zmieni, ale cieszę się, że rozumie moją pracę i wierzy w to, co robię. Zapytałam ją nawet: "Maryśka, a może ty byś chciała żebym robiła coś innego?", na co ona odpowiedziała: "Nie, mamo! Ty musisz zwiedzać świat i robić o tym filmy", więc mam od niej przyzwolenie i dalej będę jeździć.

Każdy wyobraża sobie, że Martyna Wojciechowska była już wszędzie na świecie, ale pewnie są jeszcze miejsca, których nie odwiedziłaś, a chciałabyś zobaczyć je szczególnie.
No pewnie! Jest tyle tych miejsc, że pewnie życia mi nie wystarczy… ale często powtarzam też, że nie jeżdżę do miejsc, tylko do historii, a ich jest 7 miliardów na świecie – tyle, ilu nas jest. Pewnie teraz już nawet więcej. Nie ma takiej możliwości, żebym dotarła do wszystkich tych miejsc, do których bym chciała. Wiem to i to jest poważne ograniczenie wynikające z czasu, możliwości finansowych itd., ale to co mogę, to robię. Kilka takich podróży przede mną… np. Madagaskar – czuję, że tam czeka na mnie jakaś ciekawa bohaterka. Nie byłam nigdy w Nowej Zelandii, ale – uwaga – nie byłam też nigdy w Rzymie, w Berlinie… Nigdy nie zwiedziłam południa Francji, Włoch – takich miejsc, do których moi znajomi jeżdżą co drugi weekend, bo mówią, że tam tanie bilety i świetnie można spędzić czas. Ja kompletnie nie znam Europy. Polskę tak, ale Europy – nie. A zatem, naprawdę przede mną jeszcze wiele rzeczy do zrobienia.

Rozmawiała: Kamila Glińska
kamila.glinska@polskapress.pl

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×