"Nawiedzony dom na wzgórzu" [RECENZJA]. Kinowe horrory mogą się schować? Oceniamy nowy serial Netflixa!

"Nawiedzony dom na wzgórzu" to nowy serial Netflixa. Czy serialowy horror sprawi, że powróci ten niesamowity dreszczyk, z jakim jako dziecko oglądało się horrory? Jak pokazują ostatnie produkcje filmowe „Winchester”, czy „Zakonnica” nie wystarczy zbudowanie ciekawej scenografii starego zamczyska czy ponurego domostwa, by widz umierał ze strachu. W „Nawiedzonym..." udało się nie tylko stworzyć rewelacyjne miejsce, ale zbudować klimat i napięcie sięgające zenitu! Sprawdźcie, jak oceniamy "Nawiedzony dom na wzgórzu"!

Multimedia

Muszę przyznać, po obejrzeniu 7 przedpremierowych odcinków (a jest ich wg serwisu imdb 10), że serial Netflixa będący ekranizacja powieści grozy Shirley Jackson „The Haunting Of Hill House”, zdystansował nawet moją ulubioną, klasyczną ekranizację z 1963 roku. A na pewno na głowę pobił „Nawiedzonego…” Jana De Bonta z gwiazdorską wprawdzie obsadą (Liam Neeson, Catherine Zeta-Jones), ale tak przeładowanego efektami i idiotycznymi absurdami, że aż śmiesznego.

Mike Flanagan, twórca serialu, wyciągnął lekcje z pracy poprzedników i z wprawą wypośrodkował swoją produkcję. „Nawiedzony dom na wzgórzu” zrealizowany jest wprawdzie w konwencji kina klasycznego, ale z wysokiej klasy efektami specjalnymi, których jest akurat tyle, ile potrzeba. Mamy klasyczną wprawdzie rodzinę, ale jej członkowie w bardzo nowoczesny sposób podchodzą do spraw… cielesności. Mamy bardzo staranne ujęcia, długie jazdy kamery i zbliżenia, dające widzowi poczucie bliskiego obcowania z bohaterami, ale też nowoczesny montaż przełamujący liniową narrację, w którym sceny z przeszłości płynnie przechodzą w teraźniejszość. W praktyce oznacza to, że w np. scenie gdy widzimy stópki dziecka wyskakującego z łóżka, w następnym ujęciu zobaczymy stopy dorosłego bohatera stawiane na podłodze. Dzięki takiemu zabiegowi mamy wrażenie, że przeszłość cały czas jest obecna w teraźniejszości.

Zobacz pierwsze zdjęcia z serialowej ekranizacji kultowej powieści Shirley Jackson [ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Dobrym posunięciem była też modyfikacja pierwowzoru polegająca na zastąpieniu grupy ochotników konfrontujących się z nawiedzonym domiszczem rodziną, którą w tym domu uległa strasznym doznaniom pozostawiającym po sobie ogromną traumę. Dzięki temu serial będący wszak pełnokrwistym horrorem, zyskał wiarygodną głębię psychologiczną. Każdemu z piątki rodzeństwa poświęcono na tyle dużo czasu, że rozumiemy dlaczego stało się takim człowiekiem, jakim go widzimy obecnie. Powoli odkrywamy ich tajemnice, często nie do końca uświadamiane im samym. Wiemy, czemu Shirley zajmuje się ciałami zmarłych, a Theo leczy psyche żywych, dlaczego Luke nie może poradzić sobie z nałogiem, Steven nie chce mieć dzieci, a Nell cierpi na bezsenność.

Obserwujemy zmagania rodzeństwa z codziennością, w której pojawiają się z początku ledwo wyczuwalne, a potem coraz intensywniejsze znaki będące dowodem na to, że tak w jakiś sposób nigdy nie opuścili przeklętego domu na wzgórzu. To ludzie, którym najzwyczajniej w świecie współczujemy, bo przerasta ich życie w ciągłym lęku. Ich nienajlepsze, pełne pretensji relacje: kłótnie i oskarżenia, zaniechanie i obojętność jakich się dopuścili względem bliskich, też budują prawdę tych postaci. Nie jest to jedynie – jak to często w horrorach bywa – wrzeszcząca w wniebogłosy i uciekająca na oślep zwierzyna łowna dla krwiożerczych upiorów.

A te ostatnie owszem pojawiają się często, acz nienachalnie i straszą tak jak powinny, czyli wg najlepszych wzorców rodem z filmów Hitchcocka. Czasem więc możemy przewidzieć co się stanie (gdy napięcie narasta), ale czasem ich „wejścia” są tak nagłe, że podskakujemy i tak – i to pomimo wieloletniego obycia z tego typu scenami. Poza tym, te zjawy w doskonały sposób wpisują się w filmową rzeczywistość sprawiając wrażenie jakby zawsze ten świat zamieszkiwały, a tylko my ludzie ich nie widzimy. Ich obecność też jest oryginalnie sygnalizowana. Kiedy człowiek z laską zbliża się do Luke’a, my go widzimy, ale on tylko czuje; kiedy kobieta z wygiętą szyją nawiedza Nell, to widzimy tylko jej przerażone oczy, wyobrażając sobie szczegóły których nie widać. Twórcy zresztą celowo nie dopowiadają pewnych rzeczy do końca, wystawiając wprawdzie naszą cierpliwość na próbę, ale uzyskując znakomity rezultat, bo nasza wyobraźnia podbija dodatkowo zaplanowany efekt.

Mogło się tak zadziać, bo też kosztem szybkiej akcji zbudowano specyficzną, lekko oniryczną atmosferę, równie sugestywną w przestronnych pokojach domu, jak na ulicach Nowego Jorku. Ów klimat jak z sennego koszmaru wyzwala sam dom, kryjacy w sobie tyle ukrytych zakamarków i ustronnych schowków (z „Czerwonym Pokojem” na czele), tajemnic i sekretów, które dzierżą jego niewidzialni (a czasem) widzialni domownicy, że właściwie wystarczy skrzypnięcie, by wywołać ciarki. To upiorne, ale i niezwykle piękne miejsce, zbudowane jest z pietyzmem, a filmowane z wyczuciem i uwagą poświęconą najmniejszym detalom (gdy kamera skupia się na przekręcających się klamki w kształcie lwich głów wydaje się jakby zaraz ożyły). Domiszcze eksplorujemy i poznajemy oczami dzieci, więc tym większe robi na nas wrażenie jego przytłaczający ogrom, który wydaje się pochłaniać małe osóbki i nadal rozsiewać Zło niszczące życie już dorosłym.

Nie byłoby tak dobrego odbioru serialu gdyby nie świetne role zarówno dziecięcych, jak i dorosłych. Spisały się genialnie maluszki grające bliźniaki, podobnie jak ich dorosłe odpowiedniki: Victoria Pedretti i Oliver Jackson-Cohen. Ich matkę hipnotyzująco zagrała Carla Gugino, za to Henry Thomas nie przekonał mnie w roli ojca. Bardziej uwierzyłam jego dojrzalszemu wcieleniu w postaci Timothy’ego Huttona, którym dotrzymują kroku dorosłe córki grane przez Elizabeth Reaser („Saga Zmierzch”) i Kate Siegel, prywatnie żonę reżysera.

Joanna Kulig i Joel Kinnaman w nowym serialu Amazona! Historia dzieje się w Polsce! [ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Jako, że nie wolno nam zdradzać zbyt wielu szczegółów, a też po części dlatego, że sami nie znamy finału, nie będziemy za bardzo spoilerować, podobnie jak twórcy pozostawiając widzów w niepewności. Tak czy inaczej „Nawiedzony dom na wzgórzu” z jego suspensem i narastającym – wygrywanym do końca napiętych nerwów – suspensem, wart jest na pewno zarwanej nocy!

NASZA OCENA 9/10

Beata Cielecka

Tekst pierwotnie opublikowany: 2018-10-08 11:45:21*

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×