"Nieprawi". Czy aborcja jest jedynym wyjściem? [RECENZJA]

Chociaż film „Nieprawi” Adriana Sitaru jest polską koprodukcją, to przez nasze kina przechodzi niemal bez echa. Gdyby dokładnie taki sam obraz nakręcił polski reżyser, poruszając identyczne tematy, prawdopodobnie mielibyśmy medialną pyskówkę oraz skandal. Szkoda, że dobre kino nie zawsze zostaje zauważone.

Multimedia

Zastawiony stół, dookoła domownicy, a głowa rodziny, owdowiały ginekolog Victor Anghelescu (Adrian Titieni, którego ostatnio mogliśmy oglądać również w świetnym „Egzaminie” Cristiana Mungiu), wygłasza swoją tyradę na temat filozofii. Ot, typowa impreza rodzinna, jakich wiele. Od słowa do słowa, temat jednak się zmienia i dzieci w końcu będą zmuszone zadać ojcu niewygodne pytanie: czy w czasach dyktatury Ceaușescu donosił na kobiety, które chciały przerwać ciążę?

Ojciec potwierdza i od razu dodaje, że to jest zgodne z jego przekonaniami, a poza tym, takie wówczas było prawo. Awantura gotowa, zaczynają się pretensje, wyzwiska, w ruch idą pięści. Największe pretensje mają najmłodsi, bliźnięta Sasha (Alina Grigore) i Romeo (Robi Urs). W gniewie Victor rzuca, że gdyby nie on, to matka zdecydowałaby się na aborcję. Te słowa nie pozostaną bez echa. Tylko, czy Sasha i Romeo mają prawo mieć jakiekolwiek pretensje odnośnie do moralności swojego ojca, skoro sami nie są krystalicznie czyści? Nikt nie wie, że 20-parolatkowie darzą się czymś więcej niż miłością rodzinną, a owocem ich grzechu będzie dziecko.

Brzmi abstrakcyjnie i banalnie, jakby był to scenariusz kiczowatego paradokumentu? Być może, ale na szczęście Adrian Sitaru nie szuka w przedstawianej przez siebie opowieści sensacji. Nie tabloidyzuje historii, lecz stawia na realizm. Wszak kazirodcze związki istnieją, tylko najczęściej są zamiatane pod dywan. Nic dziwnego, nikt nie chce być odszczepieńcem, a o ile z ostracyzmem społecznym można jeszcze jakoś sobie dać radę, to już wykluczenie z rodziny przez najbliższych może być stać się nie do zniesienia. Jak wówczas spojrzeć bliskim w oczy? Jak się z nimi zmierzyć? Czy aborcja jest jedynym wyjściem?

Rumuński twórca właśnie przed tymi pytaniami stawia swoich bohaterów. Nie obchodzi go, czy postępowaniem Sashy i Romea rządziła dewiacja czy prawdziwe uczucie, nie ocenia, jedynie przedstawia ich sytuację i każe widzowi zastanowić się, jak zachowałby się na ich miejscu. Czy ciąża z kazirodczego związku powinna zostać bezsprzecznie usunięta? Niestety w tym momencie Sitaru trochę zaczyna manipulować odbiorcą, gdyż praktycznie pomija zdrowotny aspekt dziecka zrodzonego z kazirodczej relacji. O możliwych powikłaniach zdrowotnych i upośledzeniach wspomina zaledwie w jednym zdaniu, dalej skupiając się tylko na społecznym wymiarze kazirodztwa.

Zobaczcie zwiastun nowego filmu Adriana Sitaru [WIDEO]Zobacz więcej

Zapewne to celowy zabieg, pokazujący mentalności współczesnej Rumunii, gdzie ważne jest wyłącznie to, co inni ludzie pomyślą oraz powiedzą, a nie to, co faktycznie powinno być na pierwszym miejscu. Sitaru jest bardzo krytyczny wobec swojego kraju, co najpełniej wyraża się poprzez rodzinę Anghelescu, która mieszka w jednym domu. To Rumunia w pigułce, gdzie pierwsze wolne pokolenia są wciąż wiecznymi dziećmi, niebędącymi w stanie się usamodzielnić i odciąć pępowinę. Bez doświadczonego ojca rodzina zaczyna się rozpadać.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Adrian Sitaru zawarł w swoich filmie ogromną dawkę groteski. Już pomijając wszelkie sceny i dialogi, które mogą rozśmieszyć, bardzo wymowny wydaje się być początek oraz zakończenie „Nieprawych”. Obydwa monologi ojca trzeba wziąć w duży nawias, celowo są bardzo sztampowe, gdyż głowa rodziny tak naprawdę niezbyt wiele ma do powiedzenia. Swoją drogą, ostatnia scena jest wyborna i polecam jej uważną obserwację, bo nie wszystko może okazać się takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka.

Niestety „Nieprawi” cierpią na zbytnią skrótowość. Film mógłby tylko zyskać, gdyby był dłuższy, przez co niektóre wątki zostałby lepiej wyeksponowane, a tak zostały potraktowane nieco po macoszemu. To zaburza realistyczny obraz, jaki chciał wykreować autor, bo wprowadza pewnego rodzaju umowność, która przestaje być wiarygodna.

„Nieprawi” to frapujący i zostający w człowieku film. Adrian Sitaru zaliczył kilka potknięć, ale finalnie udało mu się stworzyć poruszające dzieło. Wierzę, że podobna historia mogłaby się rozegrać w Polsce, w równie na pozór dobrej i normalnej rodzinie. „Nieprawym” może daleko do genialności „Sieranevady” i nie trzymają w napięciu tak mocno jak „Egzamin”, ale to wciąż ciekawe i godne uwagi kino.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 15 stycznia 2017 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×