"November Man", czyli mistrz kontra uczeń [RECENZJA]

Film sensacyjny zalicza się do rasowych, gdy potrząsa nami jak trzęsienie ziemi, straszy jak Hitchcock, by na końcu pozostawić nas z pytaniem „Jak to?” na ustach…

Multimedia

NASZA OCENA: 8/10

Pierce Brosnan w „November Man” niejako wrócił do roli Jamesa Bonda – ten sam szyk, gadżety, profesja. Z tym że jego Peter Devereaux pracuje dla CIA, a nie dla wywiadu brytyjskiego, i w latach jest od 007 bardziej posunięty. Ta ostatnia cecha jest w filmie najważniejsza. Oglądamy krótkie migawki z czasów, gdy Peter był w superformie i szkolił Davida Masona, swego następcę, potem już na ekranie rozgrywa się pojedynek między emerytowanym agentem, który musiał wrócić do zawodu i jego byłym pupilem, który stanął po drugiej stronie barykady. W tle piękna agentka i zdradziecki rosyjski prezydent-elekt, walka wywiadów, płatni zabójcy, uczucie i śliczne plenery (Czarnogóra). I sporo mocno naciąganych rozwiązań, które jednak wprowadzają do filmu zarówno humor, jak i tempo – po prostu trzeba zapomnieć o logice i wtedy zabawa będzie przednia…

„November Man”, ekranizacja powieści „There Are No Spies” Billa Grangera z 1987 roku, sprawdza się jako kino akcji z wątkiem szpiegowskim, świetnie spisuje się w roli głównej Pierce Brosnan (role agenta po prostu znakomicie mu wychodzą), sytuacja polityczna w Rosji dopisała zaś do produkcji Rogera Donaldsona nieoczekiwanie drugie dno…

Beata Cielecka

"November Man" w tv - sprawdź datę emisji.

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Fanka PB (gość)

    Zawsze pozytywnie o moim idolu!!

    04.04.2019 14:38

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×