Otchłań - film, recenzja, opinie, ocena

Ludzkość od zarania swej historii patrzyła w gwiazdy i marzyła, by tam dotrzeć.

Multimedia

NASZA OCENA: ZDECYDOWANIE WARTO OBEJRZEĆ

O tym, że te marzenia są wciąż żywe świadczą chińskie przygotowania do lotu na Księżyc i amerykańskie plany załogowej misji na Marsa. Jest jednak paradoks w tym, że sięgamy w kosmos, gdy nasza rodzima planeta nie została do końca zbadana i wciąż nas zaskakuje.

Ponad 70 % Ziemi pokrywają morza i oceany. O ile stały ląd jest właściwie poznany (poza niewielkimi rejonami Amazonii i Papui Nowej Gwinei), tereny zalane słoną wodą stanowią dla ludzi prawdziwą terra incognita. Tym bardziej, że zdecydowana większość leży na głębokości dwa lub więcej kilometrów. Warto też sobie uświadomić, że najgłębsze miejsce na Ziemi znajduje się w Rowie Mariańskim na głębokości blisko 11 km (dokładnie: 10911 m), co oznacza, że gdyby zatopić tam Mount Everest, do powierzchni wody pozostałoby jeszcze dwa kilometry! Dotychczas były tam tylko dwie osoby w amerykańskim batyskafie Trieste i to blisko pół wieku temu (23.01.1960). Od tej pory nikt tego wyczynu nie powtórzył.

Z powodu panujących w wodzie ciemności (od 500 jest właściwie ciemno), rosnącego ciśnienia (1 atmosfera na każde 10 m głębokości), eksploracja oceanów i dna jest szczególnie trudna. Choć co pewien czas pojawiają się mniej lub bardziej fantastyczne pomysły stworzenia np. podwodnego miasta. Na razie zakończyło się na bodaj dwu niewielkich hotelikach i to na płyciznach.

Aż dziw, że filmowcy tak mało interesują się tym rejonem. Być może ważnym powodem są koszty: trudno kręcić film podwodny bez wody. A to kosztuje, i to dużo: baseny, specjalne kamery, specjalistyczna obsługa, kaskaderzy i oczywiście zaplecze, bo aktorzy gdzieś muszą się wysuszyć i zmienić strój. Inaczej mogą się przeziębić albo, nie daj Pan Bóg, zachorować, co oznacza wstrzymanie zdjęć i jeszcze większe koszty. To naprawdę nie są żarty - to po prostu zwykła arytmetyka.

Tym bardziej warto docenić determinację i siłę przebicia Jamesa Camerona, który blisko pięć lat zbierał siły i fundusze potrzebne do realizacji "Otchłani". Nie miał łatwego zadania, mimo dwóch wielkich hitów w dorobku: "Terminatora" (1984) i "Obcy - decydujące starcie" (1986). Ostatecznie realizacja pochłonęła 70 mln dolarów, co pod koniec lat 80. było gigantyczną sumą. Warto też pamiętać, że Camerona zawsze ciągnęło do wody - jego debiutem fabularnym był horror "Pirania II: latający mordercy", największym osiągnięciem "Titanic", w obu najważniejszym żywiołem była woda. Należy wspomnieć również o dokumencie "Ekspedycja Bismarck" (2002) o ekspedycji mającej zbadać wrak hitlerowskiego pancernika. Nawet w "Prawdziwych kłamstwach" w pierwszej scenie Arnold Schwarzenegger na miejsce akcji przybywa pod wodą…

"Otchłań" zaczyna się od sceny, gdy załoga amerykańskiej łodzi podwodnej obserwuje niezwykły obiekt poruszający się z zadziwiającą szybkością. Pościg kończy się katastrofą, a łódź zostaje uwięziona na dnie. Załoga ma świadomość, że spotkała się z czymś absolutnie niewytłumaczalnym, ale wojskowi na powierzchni podejrzewają, że w całej sprawie palce maczali Rosjanie. Tymczasem najszybciej pomoc może nadejść ze strony naukowców pracujących na niezbyt odległej podwodnej platformie. Równocześnie wojsko wysyła oddział szybkiego reagowania Navy Seals. Szybko okazuje się, że niezwykły obiekt to prawdopodobnie podwodne UFO. Oczywiście błyskawicznie dochodzi do konfliktu, bo to, co dla naukowców jest oczywiste, dla wojskowych - nie. Wciąż są przekonani, że za wszystkim stoją Sowieci, a ich pomysł jest prosty: przejąć kontrolę nad obiektem, albo wszystko zniszczyć za pomocą bomby atomowej. Rozpoczyna się walka…

O problemach technicznych wspominałem już wcześniej. Że nie jest to bujda może świadczyć fakt, że cała ekipa filmowa łącznie z aktorami jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć przeszła forsowny, dwutygodniowy trening podwodny, zakończony uzyskaniem licencji na nurkowanie. Oczywiście bardzo trudną rzeczą było nakręcenie scen podwodnych - wykorzystano do tego zbiorniki wodne niewykończonej elektrowni atomowej. Były one wypełnione wodą do głębokości 12 metrów. Mimo to, pod wodą wciąż było zbyt jasno. Dlatego też na powierzchni unosił się wielki brezent, który miał zablokować dostęp światła. Kiedy brezent został zniszczony, sceny trzeba było kręcić nocą.

"Otchłań" to film science fiction, ale wykorzystujący także prawdziwe nowinki techniczne: płyn do oddychania istnieje naprawdę, a wszystkie szczury, który wzięły udział w scenie, gdzie zostało zaprezentowane jego działanie - przeżyły. Ale tej sceny nie można było pokazać w Anglii, bo protestowało stowarzyszenie Rogal Vegetarian (!). A sam Cameron musiał przekonywać, że szczury podczas kręcenia tej sceny nie cierpiały.

W filmie bohater grany przez Michaela Biehna zostaje zraniony w rękę. Aktor grał jeszcze w dwóch filmach Camerona ("Terminator" i "Obcy - decydujące starcie") i we wszystkich przydarza mu się to samo. Reżyser powtarza także nazwę fikcyjnej firmy Bethnic Petroleum, która pojawia się również w filmie "Terminator 2: Dzień sądu", oraz została wykorzystana przez Jana De Bonta w "Twisterze".

Wersja reżyserska filmu jest dłuższa o 28 minut i zawiera 36 dodatkowych scen. Na początku pojawia się także motto - cytat z Nietzchego "...when you look long into an abyss, the abyss also looks into you" (kiedy spoglądasz w głębię, ona spogląda w ciebie), które zostało wycięte z wersji normalnej, gdyż zostało już wykorzystane w filmie "Prawo i sprawiedliwość" (1988).

Piotr Radecki

Thriller s.f. USA 1989, reż. James Cameron

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×