"Pan T." [RECENZJA]. Wielki powrót Pawła Wilczaka do kina w jednym z najlepszych polskich filmów ostatnich lat!

Elegancki, zadbany, perfekcyjnie uczesany, zawsze w ciemnych okularach, oszczędny w słowach i jednocześnie konkretny - proszę państwa, oto Pan T. Kim tak naprawdę jest? Co planuje? Tę postać w swoim nowym filmie przedstawia nam Marcin Krzyształowicz.

Multimedia

"PAN T." - RECENZJA

Film otwiera plansza głosząca iż przedstawiona historia nie została oparta na żadnej biografii. Czy widzowie znajdą podobieństwa do prawdziwych osób bądź wydarzeń? To już zostawmy im, ponieważ Krzyształowicz nawet w trakcie zdjęć do "Pana T." zaznaczał, że nie kręci żadnej biografii, lecz interesuje go coś innego. Widać to od pierwszych ujęć.

Autor głośnej "Obławy" zabiera nas do Warszawy roku 1953, gdzie rzeczywistość jawi się w szarościach oraz czerni. Tytułowy Pan T. (Paweł Wilczak) to uznany pisarz, którego pozbawiono możliwości pracy. Nikt go nie publikuje, nikt go nie wydaje, może pisać jedynie do szuflady, ale przecież z czegoś trzeba żyć, a poza tym mieszkanie w Domu Literata zobowiązuje! Z samego udzielania korepetycji trudno wyżyć, chociaż Pan T. emocje zatrzymuje w sobie. Dokładnie tak samo jak pomysły na nową powieść.

Świat "Pana T." przepełniony jest absurdem podkręconym do tego stopnia, że właściwie wszystko, co spotyka głównego bohatera wydaje się być prawdopodobne. To pocztówka z Warszawy płynącej morzem socjalizmu, gdzie aby nie utonąć trzeba iść na współpracę z bezpieką, donosić na kolegów, wszystko i wszystkich podsłuchiwać, a także uważać na swoje słowa, bo każde z nich może być wykorzystane w zupełnie innym kontekście. Chociaż akcja obsadzona jest w głębokich latach 50. XX wieku, to łatwo uświadomić sobie, że to co widzimy na ekranie właściwie może wydarzyć się w każdej chwili. Nawet teraz.

"Legiony". W końcu dobre polskie kino historyczne? Film lepszy niż "Piłsudski"?Zobacz więcej

"Pan T." to opowieść o sterroryzowanym społeczeństwie, sztucznie podzielonym przez władzę, która pragnie ingerować w każdy aspekt życia. Nie ma miejsca na sprzeciw, więc trzeba grać według z góry ustalonych zasad i zapomnieć o moralności czy honorze. Inni klaszczą, ty musisz robić to samo, w przeciwnym wypadku przestajesz istnieć. Marcin Krzyształowicz portretuje ponure czasy, jednak w przeciwieństwie do wielu filmowców, którzy zapewne podeszli by do tematu z niepotrzebnym patosem, na ukazanie epoki terroru ma kompletnie inną koncepcję. Dlatego też "Pan T." jest satyrą i czarną komedią w jednym, gdzie praktycznie stale śmiejemy się przez łzy. Gatunkowy strzał w dziesiątkę. Jest tutaj świeżość, siła i energia.

Pan T. jest narratorem opowieści, przedstawiającym swoje losy oraz trudny żywot artysty. Chciałbym pisać tak jak ty - pewnym momencie mówi do głównego bohatera jego przyjaciel, na co T. odpowiada kąśliwie tak nisko mierzysz?. W tym jednym zdaniu jest wiele goryczy oraz smutek, co doskonale nakreśla nam tytułowego bohatera, który nie chce walczyć z system, lecz jest skazany na walkę z samym sobą. Zresztą do końca nie wiemy, czy to co widzimy jest prawdą czy wyłącznie tworem wyobraźni "Pana T.". Te niejednoznaczności mocno działają na korzyść fabuły.

Paweł Wilczak został już trochę zapomniany przez polskie kino, ale jego powrót na wielki ekran jest fenomenalny! Wilczak jest oszczędny w środkach aktorskich, więcej o jego postaci mówią gesty czy mimika niż słowa, ale to właśnie pokazuje pomysł i warsztat urodzonego we Wronkach aktora. "Odkurzony" zostaje również Jerzy Bończak, który jako Bolesław Bierut jest fantastyczny. Scena z "zielonym" to majstersztyk. Takimi kreacjami kradnie się widowisko. Świetna jest Maria Sobocińska, a przecież to jedna z pierwszych większych ról w jej karierze. Urodzona w 1994 roku aktorka ujmuje swoim urokiem, uwodzi seksapilem, ale też przepięknie żongluje między niewinnością a grzesznym kuszeniem.

"Pan T." to pokaz wyrafinowanego kina, aktorskiego kunsztu oraz reżyserskiej i scenariuszowej precyzji. Klimatyczne i wizualnie wysmakowane dzieło. Komedia łączy się z dramatem, a wszystko to podszyte jest tonami ironii, sarkazmu oraz inteligentnego humoru. Ten film się chłonie całym sobą, czerpiąc przyjemność z każdej obejrzanej minuty. Krzywe zwierciadło, które jest niezwykle celne. Zdecydowanie jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"PAN T." W KINACH OD 25 GRUDNIA 2019 ROKU

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×