"Patriota". Dzielny bohater, przemiana wewnętrzna i okrutny przeciwnik [RECENZJA]

Ameryka Północna, koniec XVIII wieku. Po latach walk osadnicy marzą, by żyć i pracować w pokoju. Jednym z nich jest farmer z Karoliny Południowej, Benjamin Martin. Ale spokojne życie nie trwa długo.

Multimedia

NASZA OCENA: 9/10

Roland Emmerich to jeden z najbardziej dochodowych hollywoodzkich reżyserów. Z podziwu godną regularnością – co dwa lata – tworzy film, który zarabia miliony dolarów. „Uniwersalny żołnierz” (1992), „Gwiezdne wrota” (1994), „Dzień niepodległości” (1996), „Godzilla” (1998), „Pojutrze” (2004), „2012” (2009) – to jego produkcje. Wszystkie zręcznie zrobione, barwne i widowiskowe, z gwiazdorska obsadą. I należące do gatunku science fiction.

„Patriota” doskonale wpisuje się w ten schemat – oprócz ostatniego punktu. Bo ten film to historia z przeszłości, z czasów wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Jej bohaterem jest Benjamin Martin, który podczas siedmioletniej wojny z Francuzami i Indianami dokonał wielu bohaterskich, ale i krwawych czynów.

Gdy w 1763 roku nastaje pokój, Martin zakłada rodzinę i zajmuje się zwykłym życiem. Rodzi mu się siedmioro dzieci, a perswazja żony sprawia, że staje się pacyfistą. Jednak w 1776 roku znowu wybucha wojna – z Anglią o niepodległość. Martin próbuje stać z boku, ale to mu się nie udaje: wojna przychodzi po niego pod postacią brutalnego angielskiego oficera. Kiedy jeden syn Martina ginie, a drugi zostaje aresztowany, bohater przypomina sobie kim był kiedyś. Organizuje zbrojny oddział, który staje się przekleństwem Anglików...

Jak we wszystkich swoich filmach, także i tu Emmerich posługuje się wytartymi schematami: dzielny bohater, przemiana wewnętrzna, dzieci, okrutny przeciwnik, itd., itp. I jak zwykle robi to niezwykle efektownie. Początek nie był łatwy: dopiero 18 (!) wersja scenariusza została zaakceptowana, były także problemy z obsadą: Harrison Ford odrzucił główną rolę, bo stwierdził, że film sprowadza wojnę o niepodległość do zwykłej historii o zemście. I, prawdę mówiąc, miał rację. No, ale on jest Amerykaninem a Mel Gibson, który bez wahania rolę przyjął – Australijczykiem. Co nie zmienia faktu, że Emmerichowi po raz kolejny się udało. Nie powtórzył co prawda sukcesu „Dnia Niepodległości”, ale przy budżecie 110 mln dolarów osiągnął blisko 200 mln wpływów. Co udowadnia tezę, że patriotyzm zawsze dobrze się sprzedaje. A już szczególnie – amerykański.

Piotr Radecki

Amer.-niem. dramat kostiumowy 2000, reż. Roland Emmerich

"Patriota" w telewizji - sprawdź datę emisji

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×