"Pavarotti" [RECENZJA]. Rockandrollowiec w przebraniu tenora, czyli Luciano Pavarotti nadal wzrusza oraz zadziwia!

„Pavarotti” z Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi wyjechał z nagrodą publiczności i kompletnie taki werdykt mnie nie dziwi, ponieważ film Rona Howarda wręcz jest skrojony pod widzów. To wada czy zaleta „Pavarottiego”?

Multimedia

"PAVAROTTI" - RECENZJA

Luciano Pavarotti to jedna z tych postaci, o której słyszał zapewne niemalże każdy, ale już niekoniecznie każdy znał szczegóły biografii włoskiego tenora. Film Rona Howarda próbuje to zmienić, chociaż oczywiście prawie dwugodzinny dystans produkcji pozwala przywołać tylko niektóre fakty z życia śpiewaka. Ale to wystarczy, aby z Pavarottim się polubić i zobaczyć w nim „swojskiego chłopa”, z którym można pogadać zarówno o operze, jak i po prostu napić się wódeczki.

Jest w tym wszystkim jakaś magia. Luciano Pavarotti miał olbrzymią moc przyciągania ludzi. Nawet była żona, której przecież – tak po ludzku mówiąc – wyrządził świństwo, wspomina go dość ciepło i serdecznie. A to nie jedyny przypadek, jaki zobaczymy na ekranie.

Z filmu Dana Howarda wyłania się nam nietuzinkowy oraz fascynujący bohater, który chociaż zmarł w 2007 roku, to w sercach fanów będzie żyć wiecznie. Wielki artysta, ówczesny celebryta oraz przemytnik kultury wysokiej do popkultury. Dzisiaj trudno wyobrazić sobie gwiazdę takiego formatu, która zajmowałaby się operą a nie popem, rapem czy rockiem. Zresztą Pavarotti tak naprawdę był rockandrollowcem w przebraniu tenora. Skandale z jego udziałem już wtedy rozgrzewały prasę do tego stopnia, że niektórzy współcześni skandaliści zapewne patrzyliby na niego z zazdrością.

"Na zawsze razem". Najbardziej pozytywny film o stracie? Emocjonalna petarda!Zobacz więcej

Pod tym wszystkim jednak krył się zwykły człowiek, co filmowy „Pavarotti” bardzo ładnie ukazuje. W obrazie Rona Howarda brakuje bardziej wyeksponowanego ciemnego oblicza Włocha, ale z drugiej strony i tak otrzymujemy portret prawdziwego człowieka z krwi i kości, z jego wadami oraz zaletami, grzechami i sukcesami, a nie pustą i bezwartościową laurkę, jaką z łatwością można by popełnić w tym przypadku.

Patrząc na „Pavarottiego” widzę też pocztówkę z szalonych lat 90. XX wieku, gdzie operowy tenor był celebrytą, a świat wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. To miłe wspomnienie, a dla wielu widzów zapewne będzie to wycieczka do świata, który ich ukształtował oraz zahartował. Przypomnienie sobie o trasie koncertowej Trzech Tenorów (Pavarotti, Carreras, Domingo) wywołało ogromny uśmiech na mojej twarzy!

„Pavarotti” to filmowy koncert o życiu jednego z największych artystów XX wieku. Spleciony z archiwalnych nagrań, wywiadów, fragmentów koncertów oraz wypowiedzi najbliższych daje nam pełen emocji obraz Luciano Pavarottiego, który chyba nikogo nie pozostawi obojętnym po wyjściu z kina. Jedni się zirytują romansami tenora, innych wzruszy jego historia – miły powrót do przeszłości!

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×