"Powrót Bena" [RECENZJA]. Przepełniony emocjami dramat o narkomanii! Najlepsza rola Julii Roberts od lat!

Styczeń 2019 roku w polskich kinach stoi uzależnieniami. Dopiero co Kinga Dębska opowiadała nam o alkoholiczkach w filmie "Zabawa zabawa", a Felix Van Groeningen przyglądał się wychowywaniu młodocianego narkomana. W podobnym świecie obracają się bohaterowie "Powrotu Bena", gdyż Peter Hedges również osadza akcję wśród reprezentantów klasy średniej, którzy odkrywają, ze narkomania może dotknąć każdego.

Multimedia

"POWRÓT BENA" - RECENZJA

Święta Bożego Narodzenia, czyli czas cudów. I taki właśnie cud spotyka Holly Burns (Julia Roberts), która przed drzwiami swojego domu spotyka dawno niewidzianego syna, Bena (Lucas Hedges). Łzy radości, uściski - widać, że matka kocha pierworodnego nieograniczoną miłością. Mniej powodów do radości ma młodsza siostra chłopaka, Ivy (Kathryn Newton), która natychmiast chwyta telefon i dzwoni do ojczyma, bo wie, co oznacza powrót Bena... Powrót narkomana, czarnej owcy w rodzinie, człowieka, którego przynajmniej pół miasta chce pobić albo opluć. Kolejne nerwowe święta. Nie będzie szczęśliwego zakończenia.

"Powrót Bena" to właściwie nic innego, jak lekko zmodyfikowana i dostosowana do współczesności przypowieść o synu marnotrawnym, który po latach zrozumiał swoje występki. Wie, że dawnych grzechów nie da się naprawić, ale jednocześnie liczy, że otrzyma od innych szansę na nowy start. Potrzebuje wsparcia i akceptacji bardziej niż dawniej heroiny w żyłach. Jednak łatwo nie będzie. Przeszłość wróci szybciej niż wszyscy się spodziewają, a brak zaufania ze strony najbliższych będzie najbardziej przytłaczający. Spojrzenie na strych - tutaj Ben chował prochy, dom na pewnej ulicy - tam wciągnął w ćpanie swoją ówczesną dziewczynę, jeszcze inna chata - kiedyś zrobił na nią skok, aby znowu mieć za co dać sobie po kablach. Kolejne odwyki oraz rozmowy ze sponsorem kontra wspomnienie radości, jaką dawały narkotyki. Wojna Bena z samym sobą nie będzie łatwą przeprawą. Pokusa będzie niemal na każdym kroku.

O ile "Mój piękny syn" jest filmem zimnym i bardzo stonowanym, tak "Powrót Bena" to kino tryskające emocjami, składające się z nerwów, niepewności, nieprzespanych nocy oraz życia w ciągłym strachu. Oczywiście nie zamierzam teraz wskazywać, który z tych obrazów jest lepszy, jedynie zwracam uwagę na różnice w sposobie podejścia do tematu. To tylko pokazuje, iż w sumie bliźniacze historie można opowiedzieć w odmienny sposób.

"Underdog". Eryk Lubos i Mamed Khalidov mierzą się w klatce! Oceniamy pierwszy polski film o MMA!Zobacz więcej

Skarbem "Powrotu Bena" jest tytułowy bohater, w którego brawurowo wciela się Lucas Hedges. To materiał na wielkiego aktora, co zresztą zwiastowały już "Manchester by the Sea" czy "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri". Jako Ben jest autentyczny, zupełnie tak, jakby ekranowa historia rzeczywiście była jego opowieścią. Co najlepsze, nie musimy oglądać drastycznych scen, aby uwierzyć, że właśnie tak wygląda życie narkomana wędrującego prostą drogą na dno. Każda minuta na ekranie jest odpowiednio zagospodarowana, lecz przy okazji cały czas patrzymy na głównego bohatera i czujemy ogromną niepewność. Chcemy wierzyć w jego przemianę, ale wiemy czy faktycznie powinniśmy.

Jeszcze lepsza jest Julia Roberts. To jej wielka rola, zdecydowanie najlepsza kreacja od lat. W roli zrozpaczonej i zatroskanej matki jest prawdziwa od początku do końca. Bezbłędna, zachwycająca, sprawiająca, że akcja trzyma widza za gardło i do ostatnich chwil nie puszcza. Jedyny zgrzyt pojawia się pod koniec filmu, gdy lekko zmienia się jego specyfika. Poruszający dramat trochę niepotrzebnie idzie w stronę kryminału. Wdaje się tam banał oraz utarte schematy, ale na szczęście w żaden sposób nie wpływa to na końcowy odbiór filmu.

"Powrót Bena" to przepełniony emocjami dramat, który wciąga, uwiera i zostaje w widzu na dłużej. To przede wszystkim obraz o bezgranicznej miłości matki do syna. Miłości pięknej, trudnej, ale też na swój sposób oczyszczającej. Bo gdy jest się rodzicem, to zawsze da się swojemu dziecku drugą szansę. A potem trzecią, czwartą, piątą... I to chyba najbardziej przerażające, ale też podnoszące na duchu zarazem.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"POWRÓT BENA" W KINACH

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×