Rambo: Pierwsza krew - film, recenzja, opinie, ocena

Komandos John Rambo Sylvester Stallone) wraca z Wietnamu. Do domu jedzie autostopem.

Multimedia

NASZA OCENA: ZDECYDOWANIE WARTO OBEJRZEĆ

W niewielkim miasteczku gdzieś na prowincji zostaje potraktowany przez szeryfa i jego policjantów jak włóczęga. Sprowokowany i pobity, w końcu sprawia im krwawą łaźnię, a potem ucieka w porośnięte lasem góry. Wielka obława nic nie daje poza kolejnymi ofiarami: Rambo jest mistrzem w partyzanckich działaniach na tyłach wroga…

"Rambo: Pierwsza krew" wszedł na ekrany w drugim roku rządów konserwatywnego Ronalda Reagana. Doskonale wpisywał się w jego politykę rehabilitacji interwencji w Wietnamie. Nic dziwnego, że lewicowi intelektualiści i krytycy na całym świecie natychmiast wzięli na cel produkcję Teda Kotcheffa jako apologię brutalnej eskalacji przemocy i braku prawa oraz symbol rządów Reagana. Swego rodzaju wyznacznikiem postępowości stało się totalne negowanie filmu. W Polsce stanu wojennego te opinie były z lubością przedrukowywane, choć "Rambo" i tak został zatrzymany przez cenzurę.

Po blisko 30 latach po premierze film można wreszcie ocenić bez emocji. I okazuje się, że to dobra produkcja, która pod sensacyjną treścią ukrywa całkiem poważne przemyślenia na temat wojny, tolerancji i odrzucenia przez społeczeństwo ludzi, których jedyną winą było wykonywanie rozkazów.

"Rambo" powstał na podstawie powieści "Pierwsza krew" Davida Morrella. W książce bohater ginie, jednak Stallone nie zgodził się na śmierć Johna Rambo. I wiedział, co robi, choć kolejne części to już wyłącznie widowiskowa sensacja.

Piotr Radecki

Dramat sensacyjny USA 1982, reż. Ted Kotcheff

WRÓĆ DO PROGRAMU TV ====

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×