Rinke Rooyens: Chyba udało mi się zerwać z wizerunkiem "Pana od rozrywki" [WYWIAD]

Kiedy w 2003 r. Rinke Rooyens założył firmę Rochstar nikt nie przypuszczał, że w telewizji zajdzie rewolucja. Holenderskie myślenie na polskim rynku okazało się strzałem w dziesiątkę i to właśnie dzięki niemu mogliśmy oglądać takie hity jak m.in. "Mamy Cię" czy "Jak oni śpiewają". Teraz Rooyens maksymalnie angażuje się w "Rinke za kratami". Dlaczego? Co takiego jest w tym projekcie?

Multimedia

Rinke Rooyens pochodzi z Holandii, ale to z Polską związał swoje życie prywatne i zawodowe. Jest producentem, reżyserem i scenarzystą programów telewizyjnych, właścicielem firmy mediowej Rochstar. Na swoim koncie ma takie produkcje jak m.in. "Mamy Cię!", "Gwiazdy tańczą na lodzie", "Jak oni śpiewają?", "Celebrity Splash!", "The Voice of Poland" i "Dancing with the stars. Taniec z gwiazdami". Od 2015 roku w Telewizji Polsat można oglądać jego serial dokumentalny "Rinke za kratami". Rinke Rooyens odwiedza w nim zakłady karne i podejmuje trudne rozmowy z osadzonymi. Co powiedział nam o programie i swoich dalszych zawodowych planach?

CZYTAJ TAKŻE:

"RINKE ZA KRATAMI". SPEKTAKL DLA DZIECI I ROZMOWY O OJCOSTWIE [WIDEO+ZDJĘCIA]
"RINKE ZA KRATAMI". RINKE ROOYENS ORĘDOWNIKIEM MIŁOŚCI [WIDEO+ZDJĘCIA]

Telemagazyn.pl: "Rinke za kratami" to nie jest program, z którym zwykle kojarzyliśmy Rinke Rooyensa. Nie ma tu ani ludzi marzących o wielkiej karierze w show biznesie, ani tych, którzy już są celebrytami. Wydawało się, że to tylko nowy kaprys wielkiego producenta telewizyjnego, a tu proszę – drugi sezon. Co takiego jest w tym projekcie, że realizujesz go z takim zaangażowaniem?
Rinke Rooyens: Tworząc program chciałem, by wzbudził w ludziach emocje. Zawsze interesowały mnie tematy społeczne. Po wielu latach tworzenia programów rozrywkowych odważyłem się poruszyć też zupełnie inne, bardzo poważne kwestie. Chyba udało mi się zerwać z wizerunkiem "Pana od rozrywki". "Rinke za kratami” to mój autorski projekt, który porusza nie tylko emocje, ale też skłania do refleksji. Dla mnie to bardzo ważny program, ponieważ pierwszy raz zadebiutowałem jako prowadzący.

Spotkania i rozmowy z osadzonymi nie są łatwe. Zapewne przygotowywałeś się do nich wcześniej, ale nie wszystko można przewidzieć. Co najbardziej Cię zaskoczyło?
W tym sezonie pierwszy raz miałem styczność z osadzonymi, którzy odbywają kary za najcięższe przestępstwa. Wielu z nich spędzi za kratami całe swoje życie. Do takich rozmów trudno się przygotować. Każdego z osadzonych spotkał inny los. Opowiadają historie, które nam, ludziom na wolności, trudno sobie wyobrazić. Zdarza się, że po rozmowach potrzebowałem spotkać się z więziennym psychologiem, aby wyjaśnił mi tok rozumowania skazanych. Co zaskakujące okazało się, że część z nich buduje w swoich głowach nierealny świat na zewnątrz, często wyidealizowany, jednak taki, na który warto czekać.

Historia którego z bohaterów poruszyła Cię najbardziej?
Zanim przekroczyłem mury siedleckiego Zakładu Karnego miałem silne postanowienie, by tym razem nie angażować się tak w życie osadzonych, jak to było w przypadku skazanych w Krzywańcu, w pierwszej serii programu. Jednak nie do końca udało mi się wytrwać w tym postanowieniu. Bardzo poruszyła mnie historia Rafała, młodego, bardzo wrażliwego, inteligentnego i plastycznie uzdolnionego mężczyzny, którego słabość do alkoholu sprowadziła na złą drogę. Tęsknota za córką sprawia, że często wpada w zły stan psychiczny i potrzebują pomocy farmakologicznej. Bardzo starałem się mu pomóc, wyznaczyć cel, do którego dążenie pomoże mu znieść trudne chwile. Dlatego zorganizowałem spotkanie z matką i córką oraz zachęciłem do stworzenia muralu, który widzi z okien swojej celi. Może to pozwoli zrozumieć mu, że jest coś wart.

Jak myślisz, co sprawiło, że ci więźniowie potrafili i chcieli otworzyć się przed Tobą?
W tym przypadku bardzo pomocny był pierwszy sezon programu. Większość osadzonych śledziła odcinki, które powstały w Krzywańcu. Dlatego można powiedzieć, że w Zakładzie Karnym w Siedlcach byłem już na zupełnie innej pozycji. Nie było strachu i dystansu, szybko pojawili się pierwsi chętni do rozmów. Skazani wiedzieli czego mogą spodziewać się po rozmowach ze mną. Nie obawiali się, że będę ich oceniał, że będzie mnie interesować jedynie zbrodnia, którą popełnili, a nie cała historia, którą przeszli. Przede wszystkim ja z nimi rozmawiam, to jest dialog, a nie monolog. Czasem rozmowy są tak szczere, że ja też bardzo się otwieram i mówię o swoich słabościach.

W 2. sezonie – oprócz historii osadzonych, poznajemy też bliżej funkcjonariuszy pracujących w zakładzie karnym. Czy praca, którą wykonują wpływa na ich życie prywatne?
Nie ma wątpliwości, że praca w Służbie Więziennej, to zajęcie stresujące, wymagające też pewnych predyspozycji. Z pewnością ciężko żyć pod presją, co pokazują także statystyki dotyczące na przykład dużej liczby rozwodów wśród funkcjonariuszy. Codzienny stres powoduje, że pracę zabiera się do domu i trudno oddzielić ją od życia prywatnego. Jednak pracownicy Zakładu Karnego w Siedlcach pokazali nam, jak radzić sobie z tym problem. Poznałem między innymi Tomasza Jakubińskiego, oddziałowego z wieloletnim stażem, który ma ogromną pasję do konnej jazdy czy historii. Sam jednak przyznał, że ma pewne nawyki z pracy, które przenosi do domu. Podobno zawsze dwa razy sprawdza czy zamknął drzwi, a gdy idzie ze znajomymi do restauracji, to siada plecami do ściany tak, by widzieć całą salę. Myślę jednak, że to dosyć zabawne i nieszkodliwe przyzwyczajenia.

W jednym z odcinków towarzyszył Ci Mariusz Pudzianowski. Dlaczego zaprosiłeś go do współpracy? Jak osadzeni zachowywali się w jego obecności?
Okazało się, że zaproszenie Mariusza Pudzianowskiego to był strzał w dziesiątkę. Wpadłem na ten pomysł podczas wizyty na siłowni, gdzie wszędzie wisiały plakaty z jego wizerunkiem. Zrozumiałem wtedy, że dla osadzonych to wzór do naśladowania. Miałem rację, dla skazanych rozmowa z idolem, to wielkie przeżycie. Mogli z nim nie tylko zwyczajnie pogadać, ale także poćwiczyć. Pudzian dla osadzonych to autentyczny przykład osoby, która mimo życiowych zawirowań, wyszła na prostą. To dla nich ogromna motywacja. Mariusz dał im kilka cennych rad i siłę do tego, by walczyć o siebie i lepsze życie.

Za nami już ponad połowa 2. sezonu. Co jeszcze czeka nas w "Rinke za kratami"? Dlaczego Polacy powinni oglądać ten program?
Myślę, że warto oglądać ten program przede wszystkim ku przestrodze. Prezentujemy świat, z którym widz nie ma na co dzień styczności. Zależy mi na tym, by pokazać, jak w głównej mierze uzależnienia, zwłaszcza alkohol, potrafi wpłynąć na nasze życie. Jeśli choć jedna osoba, po obejrzeniu programu nie sięgnie po kieliszek lub narkotyki albo nie wsiądzie nietrzeźwa do auta, to już będzie mój sukces. W ostatnich odcinkach tej serii będą ukazane dalsze losy osadzonych, których widzowie już poznali. Między innymi dojdzie do spotkania Rafała z córką, a swoją premierę będzie miało przedstawienie, z takim oddaniem przygotowywane przez skazanych dla ich dzieci.

Czego nauczyłeś się będąc wśród osadzonych?
Przede wszystkim, po blisko miesięcznym pobycie za kratami, nauczyłem się doceniać wolność. Na co dzień jej nie doceniamy. Teraz dużo bardziej cieczą mnie małe rzeczy, nawet takie, jak zakupy. Dla nas pójście do sklepu i kupno na przykład nowej kanapy jest bardzo proste i dostępne, dla skazanych to niemożliwe. My planujemy wakacje, wycieczkę za miasto, a dla nich to często nie pozostaje nawet w sferze marzeń. Nauczyłem się też nie oceniać ludzi pochopnie, zawsze szukam w sobie najpierw zrozumienia dla ich historii, bo w drugiej osobie trzeba dostrzec człowieka, nawet w bandycie.

Oprócz "Rinke za kratami", w telewizji możemy oglądać kilka innych formatów, które wychodzą spod skrzydeł Rochstar – "The Voice of Poland" i "Dancing with the stars" to niezmiennie wielkie hity, a co ze "Świat się kręci"? Będzie próba reaktywacji w innej stacji?
Przyznaję, że format infotainment jest mi bliski i bardzo dobrze pracowało mi się przy tym programie. Wydaję mi się, że przypadł on do gustu także widzom. Z pewnością to była pewna nowość w polskiej telewizji. W tym momencie nie będę jeszcze zdradzał, jak potoczą się jego dalsze losy.

Masz w planach jakiś nowy program? Czego brakuje w polskiej telewizji? Pamiętam, że wspominałeś kiedyś o takim, w którym gwiazdy skaczą na nartach…
Ja mam zawsze głowę pełną pomysłów. "Rinke za kratami" to projekt, w który angażuje się bardzo mocno, całym sobą. Dlatego zanim zacznę działać przy zupełnie nowym formacie, doprowadzę go do końca. W polskiej telewizji można zrobić jeszcze wiele ciekawych programów, które zaskoczą widzów.

Mówiłeś też, że chcesz zrobić musical. To marzenie wciąż jest aktualne? O czym miałby być?
Tyle co pomysłów, mam i marzeń, co nie znaczy, że wszystkie kiedyś spełnię, coś trzeba sobie zostawić w tej sferze. Po tylu latach pracy przy produkcjach telewizyjnych już wiem, że najlepiej sprawdzają się podstawowe tematy. W końcu najlepsze piosenki też są zawsze o miłości.

Będzie 3. sezon "Rinke za kratami"?
Na ten moment nie mam takich planów. Jednak na pewno nie porzucę tematów społecznych, bo tego brakuje w telewizji. To nie jest tak, że jak o problemie się nie mówi to on nie istnieje. Nie można robić z tego tabu. Trzeba głośno mówić o uzależnieniach i ich przykrych konsekwencjach, bo to też jest sposób na walkę z nimi i uświadamianie społeczeństwa. Na poruszenie tych trudnych kwestii w telewizji też mam już kilka pomysłów.

Kamila Glińska
kamila.glinska@polskapress.pl

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×