"Tabu", czyli jedna wielka... sinusoida [KOMENTARZ]

Serial "Tabu", który do tej pory był dostępny tylko w usłudze HBO GO, trafi wkrótce do telewizji. Premiera produkcji z Tomem Hardym w roli głównej odbędzie się na antenie HBO już 17 marca. My już widzieliśmy wszystkie odcinki mrocznej produkcji FX i BBC dlatego czas na małe podsumowanie. Będzie trochę spoilerów i kilka gorzkich słów prawdy.

Multimedia

Finałowy epizod "Tabu" ostudził nieco moją rozpaloną głowę, która do samego końca wierzyła, że produkcja z Tomem Hardym w roli głównej, okaże się realizacyjnym majstersztykiem, wypełnionym genialnymi wątkami i zwrotami akcji. Tak się niestety nie stało, nad czym ogromnie ubolewam, ale "Tabu" to wciąż jedna z najlepszych serialowych propozycji 2017 roku dlatego warto poświęcić jej trochę czasu i ocenić raz jeszcze - choć tym razem już chłodnym okiem i bez zbędnych ceregieli. Polubiłam "Tabu" mimo że z każdym kolejnym odcinkiem rozczarowywało mnie coraz bardziej, mimo że główny bohater serialu i jego poczynania pozostawiały wiele do życzenia a wątki, w których uczestniczył nie trzymały się kupy, lub zostały urwane. Dotrwałam do końca głównie ze względu na Toma Hardy'ego - znowu przyjemnie patrzyło się na tego małego człowieczka, który kreuje wielkie postaci.

Od strony fabularnej "Tabu" to nielogiczna kicha i zaledwie kilka spektakularnych momentów. Zacznijmy od śmierci ojca głównego bohatera, która miała być kluczowa dla całej fabuły, a skończyło się jakimś marnym... No właśnie nie bardzo wiem, jak to nazwać, ale wplątanie w zabójstwo poczciwego kamerdynera, to ze strony twórców naprawdę słaby żart. Jeszcze większą (fabularną) kpiną okazał się sposób, w jaki główny bohater serialu przyjął tę sensacyjną informację. Jak już jesteśmy przy morderstwach, to nie sposób nie wspomnieć o śmierci Winter, która również miała mieć duży wpływ na rozwój akcji, a sprowokowała jedynie kilka (niecelnych) strzałów. Największy problem mam jednak z wątkiem Jamesa i Zilphy, który prowadzono zupełnie bez pomysłu, co zresztą pokazuje finał. Ot, żeby mieć kontrowersyjny motyw i na tym koniec. Zero emocji. Zero konsekwencji. Po co więc tak sztucznie i na siłę zapychać fabułę? Komu to było potrzebne? Chyba nie postaci Jamesa - w jego przypadku nawet cieknąca po policzku łza, kiedy zapoznawał się z listem samobójczym ukochanej siostry, nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. W całym tym fabularnym szaleństwie nie ma żadnej metody, może więc być ono dyskretną sugestią dla widzów, że Tom Hardy, jego ojciec Chips oraz sam Ridley Scott i Steven Knight nie gwarantują takiej jakości, jakiej można było się po nich spodziewać.

"Tabu". Tom Hardy robi porządki w XIX wiecznym Londynie, ale czy warto je obejrzeć?Zobacz więcej

Finał "Tabu" ma oczywiście swoje bardzo dobre momenty. Jednym z nich jest bitwa w dokach w 8. odcinku. Dobrze się ją oglądało i przeżywało. W finale nic nie poruszyło mnie bardziej niż postrzelenie Lorny i (prawdopodobna) śmierć Cholmondeley'a, ale nawet tak doskonałe ujęcia, wydają się niczym w porównaniu z łzawym zakończeniem - odpłynięciem załogi Delaney'a na statku w świetle zachodzącego słońca...

Można odnieść wrażenie, że ten cały misterny plan tkano przez siedem odcinków tylko po to, by doprowadzić nas do wybuchowego zakończenia w akompaniamencie strzelb. Co z tego wyszło? Przegadany, przewątkowany i rozbity fabularnie serial, który ostatecznie rozczarowuje. Jeśli miałabym wskazać jeszcze jakieś dobre momenty finału „Tabu” to byłoby to wysadzenie w powietrze śliskiego gnojka Strange'a (Jonathan Pryce) oraz teatralne rozprawienie się z działającym na dwa fronty doktorkiem.

To wszystko utwierdza mnie jednak tylko w przekonaniu, że "Tabu" to jeden z bardziej nierównych seriali, jaki miałam okazję ostatnio obejrzeć - pełen błędów i nieścisłości, które odbierają prawdziwą przyjemność z oglądania. Zagubienie twórców w scenariuszowych zawiłościach jest dość mocno odczuwalne i nawet bardzo dobra realizacja od strony technicznej, niczego widzom nie rekompensuje.

Z czym zostawił mnie finał "Tabu"? Ze stertą martwych ciał i nadzieją na lepsze jutro. Pierwszy sezon "Tabu" to prawdziwa sinusoida, z którą jednak warto się zmierzyć. Choć oficjalnie nie podjęto jeszcze żadnej decyzji, w sprawie kolejnej serii, to Tom Hardy i Steven Knight przebąkują już na temat kontynuacji, a ja nie mam nic przeciwko! Fenomen "Tabu" polega chyba na tym, że mimo całej masy błędów, chce się to dalej oglądać i być na bieżąco z historię niepokornego Jamesa Delaney'a. Oby tylko twórcy wysłuchali opinii i wyciągnęli wnioski.

Adriana Słowik
adriana.slowik@polskapress.pl

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Wiedz (gość)

    Nie zauwazylem nigdze pourywanych watkow, wrecz przeciwnie kazda scena wnosi cos do nakreslenia historii. Film nie pokazuje przemiany bohatera tylko odkrywa powoli motywy jakimi sie kieruje od poczatku. Pierszy sezon pozostawil nadal wiele do wyjasnienia, w zasadzie nie wiadomo po co to wszystko robil, wyjasnienia pochodza z domyslow innych. Jego umiejetnosci powoduja ze wlasciwie nie wiadomo co glowny bohater juz wie i czy jego dzialania sa po to aby sie cos dowiedziec czy po to aby manipulowac innymi. Wszystko to powoduje ze ogladamy wciagajaca historie w ktorej bohater znajduje proste rozwiazania z najbardziej beznadziejnych sytuacji.

    28.04.2018 12:45
  • Niebieski (gość)

    Wielkie G prawdy. Mi się bardzo podobał i już nie mogę doczekać się drugiego sezonu.

    19.01.2018 20:05
  • londoner (gość)

    Obejrzalem caly serial Na dvd I jest super niepotrafilem przestac jak to mialo miejsce w TWD. Teraz czekam Na season 2

    29.09.2017 23:49
  • Jurek (gość)

    Mi serial bardzo się podobał, ale to prawda że niektóre wątki były poprowadzone w niesatysfakcjonujący sposób, niektóre rzeczy można było zrobić lepiej, co nie zmienia faktu, że serial jest w moim odczuciu świetny :)

    06.03.2017 22:49
  • zawiedziona (gość)

    pod względem fabularnym tabu to troche takie orange is the new black, niby wiesz, że już nic się w tym serialu nie dzieje, że to nudne, że tylko dorzucają kolejne wątki i postacie, ale dalej oglądasz...

    06.03.2017 21:01
  • hardy (gość)

    Wladek jak juz piszesz komentarz postaraj sie wpierw przeczytać tekst i uszanować odmienne zdanie innych, tabu nie jest idealne,a jesli twierdzisz inaczej to chyba nie udało ci sie rozgryzć tego serialu wystarczająco. Idz obejrzyj jeszcze raz, dobrze ci to zrobi!

    06.03.2017 20:30
  • ad. (gość)

    Bardzo akuratna recenzja - miałem podobne wrażenia.

    06.03.2017 19:51
  • Wladek (gość)

    Jak juz piszesz recenzje postaraj sie bardziej rozgrysc fabule, niektore twoje wypowiedzi sa zenujace

    06.03.2017 18:32
  • Adriana Słowik

    Moi Drodzy, zacznijmy od początku - to nie recenzja, a krótki komentarz po finale 1. sezonu "Tabu". Link do mojej recenzji znajdziecie w tekście powyżej i z tego, co pamiętam jest ona bardzo pozytywna :) W komentarzu absolutnie nie twierdzę, że "Tabu" to zły serial - rozczarował mnie, ale również nigdzie nie odradzam oglądania go - twierdzę przecież, że mimo wad, to wciąż jedna z najlepszych serialowych propozycji 2017 roku. Polemizuje natomiast z rozwiązaniami scenarzystów i "czepiam się" tego, co mi się nie podobało. Polecam czytanie ze zrozumieniem i podejście do tematu serialu w sposób bardziej obiektywny i na chłodno, tak jak ja to zrobiłam :)

    06.03.2017 15:06
  • makkumba (gość)

    Akurat fakt że jego wierny sługa podtruwał ojca jest dobrze wymyślony. Każdy stawiał na kompanie a tu bogobojny staruszek który tak sie bał o zbawienie swego Pana że postanowił go otruć i skończyć jego cierpienia w w odmętach umysłu. Zaskoczyło mnie to. Serial może ma niedociągnięcia ale jest całkiem ok. Jak są jakieś niedociągnięcia to nie denerwują jak w niektórych serialach pseudo historycznych. Np. w Reign jedzą i piją rzeczy które zostały odkryte w następnej epoce. To się nazywa niedociągnięcie.

    06.03.2017 13:31
  • Asik (gość)

    Dla mnie ta recenzja to masło maślane. Pełno zarzutów a żadnych konkretów. Widać że osoba która to pisała ogląda seriale na niskim poziomie skoro nie potrafi rzetelnie ocenić Tabu. Jest to serial zrobiony typowo w brytyjskim stylu. Akcja rozkręca się powoli po to by na koniec było "wielkie pierdolnięcie". Poza tym trzeba trochę liznąć historii żeby się wczuć w klimat epoki i rywalizacji korony i EIC. Fakt niektóre wątki są niepotrzebne i słabo zakończone jak np. temat kazirodztwa. Wydaje mi się że Hardy chciał stworzyć bohatera tak pokręconego że, bał się że, sama gra aktorska nie wystarczy. Jak dla mnie serial zasługuje na dobry+. Oczywiście + za wykonanie. Jak ktoś się interesuje historią wie że Londyn został odwzorowany niemal identycznie. Klatki w porcie i dok zrobiony dokłądnie tak jak na rycinach z początku epoki.

    06.03.2017 13:25
  • Jarek (gość)

    Żenujące recenzja......

    06.03.2017 12:34
  • Juz widziałem (gość)

    Żenująca recenzja .... Pani redaktor zachwycona scena strzelaniny .... rzeczywiście moment na który wszyscy czekają oglądając serial??? Proponuję oglądnąć serial i wyrobi sobie zdanie, bo warto. Twórcy polskiego "hitu" Bellepoque tak mocno reklamowanego mogliby by się sporo nauczyć. ...

    06.03.2017 06:22
  • ...ten który już oglądał.. (gość)

    ... dla mnie ten film to totalny odjazd,jeden z najlepszych seriali ostatnich lat ,Pani SŁowik tak zrecenzowala Tabu pewnie po obejrzeniu naszej super produkcji pt.Bellepok ( zapewne według Pani bije na łeb Tabu) gdzież by tam takie Tabu miało by się równać rozmachem ,grą aktorską i klimatem do ... właśnie czego?

    ...recenzja totalnie do....

    05.03.2017 23:16

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×