"Uprowadzona Alice Creed". Jak w czasie czwartkowej kobry… 3 aktorów i 100% suspensu [RECENZJA]

Takie filmy jak ten łatwo przegapić – mały budżet, żadnego znanego nazwiska. I po to właśnie są recenzenci… by pokazać, że TO WARTO OBEJRZEĆ!

Multimedia

NASZA OCENA: 8/10

Prosty, krótki, nakręcony skromnymi środkami, precyzyjny – wszystkie te słowa składają się na opis filmu J. Blakesona. Jego pełnometrażowy debiut przedstawia losy dwójki porywaczy – starszego, doświadczonego Vica i nierozważnego Danny’ego – którzy uprowadzają tytułową córkę milionera, Alice Creed. Plan mają dopracowany do perfekcji, ale, jak to zwykle bywa, coś się sypie – Danny ujawnia przed porwaną swą tożsamość (jak się okaże, świetnie się znają). Naiwniak jest pewien, że dziewczyna będzie współpracować, a oni odpalą jej działkę z otrzymanych dwóch milionów. Alice współpracować nie zamierza, kradnie telefon komórkowy i… Finału nie zdradzę, ale podpowiem, że trupy będą.

Scenariusz co chwila zaskakuje (w finale tych zwrotów jest kilka z rzędu), ale jednocześnie nie jest efekciarski – zachowania bohaterów nie są wydumane, to reakcje ludzi postawionych pod ścianą, wściekłych na siebie, czujących, że ich świat sypie się w gruzy. Aktorzy – a gra ich tylko trójka – są świetnie prowadzeni, naturalni, ich postacie wielowymiarowe. Do tego dochodzi solidny montaż, nieustający suspens w klimacie opowieści, klaustrofobiczna scenografia (jej przygotowanie oglądamy w pierwszych scenach filmu, gdy porywacze dostosowują wynajęty pokój na potrzeby niecodziennego „gościa”).

Efekt? Bardzo dobry, trzymający od początku do końca w napięciu dreszczowiec.

Beata Cielecka

"Uprowadzona Alice Creed". Sprawdź datę emisji

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×