"Wieża. Jasny dzień" [RECENZJA]. Jeden wielki metafizyczny trip. Oceniamy debiut Jagody Szelc!

Z debiutem Jagody Szelc mierzyłem się dwa razy; po raz pierwszy na festiwalu filmowym w Gdyni w 2017 roku, gdzie wyszedłem z sali kinowej lekko zdezorientowany, lecz kilka miesięcy później poczułem potrzebę powrotu do tego obrazu. Muszę przyznać, że uwielbiam ten moment, gdy wjeżdżają napisy końcowe, a niemal cała sala kinowa, włącznie ze mną, ma w głowie jedno wielkie O CO CHODZI? Sprawdźcie naszą recenzję filmu „Wieża. Jasny dzień”.

Multimedia

"WIEŻA. JASNY DZIEŃ" - RECENZJA

Już dawno w polskim kinie nie było tak niepokojącego filmu i to w dodatku zrealizowanego z taką premedytacją. Mam wrażenie, że Jagoda Szelc nie pozwoliła sobie na żaden fałszywy ruch i wszystko tutaj jest zaplanowane od początku do końca. Całość zaczyna się jak jakiś paradokument, po czym przechodzi w coś, co udaje typowy polski dramat rodzinny, aż w końcu staje się thrillerem pełną gębą, aby w finale ewoluować w horror. Co więcej, ta gatunkowa żonglerka jest wykonana z taką dokładnością, że nie sposób jej nie docenić.

„Wieża. Jasny dzień” to także film mocno skąpany w polskości, w naszym małym tu i teraz, chociaż przecież akcja oparta jest o „przyszłe wydarzenia”. Szczególnie widać to w praktycznie dokumentalnych scenach ukazujących pierwszą komunię świętą, a następnie taniec z obrazem Matki Boskiej. I chociaż wówczas na sali wybucha rechot, to Szelc nie szydzi, a wyłącznie przygląda się lokalnym obrzędom, traktując je jako coś zupełnie zwyczajnego. Jest tylko obserwatorką tej historii, w pełni oddaje pole do popisu swoim bohaterom.

Na pierwszy rzut oka „Wieża. Jasny dzień” sprawia wrażenie obrazu o siostrzanej rywalizacji, gdzie Mula i Kaja (doskonałe Anna Krotoska i Małgorzata Szczerbowska) walczą o dziecko, ale tak naprawdę to jedynie pretekst, aby przedstawić film skupiający się na walce porządku z nieporządkiem oraz cywilizacji z naturą, gdzie z tą ostatnią nie da się wygrać. Wszyscy są skazani na porażkę. Warto zwrócić uwagę na postać małej Niny (Laila Hennessy), pełniącej niejako funkcję symboliczną; to w niej kumulują się wszelkie lęki, niepokoje, ale też ciekawość. Jest kuszona z dwóch stron i finalnie będzie musiała dokonać wyboru, pytanie, czy wybierze właściwą opcję. A może żadne z rozwiązań nie jest dobre?

Gwiazda "Rodzinki.pl" i "M jak miłość" w rosyjskim serialu! Kogo zagra? [ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Urodzona w 1984 roku reżyser przedstawiła nam misternie przygotowaną produkcję, gdzie wszystko działa w stu procentach, włącznie z drugim planem, gdzie błyszczą Rafał Kwietniewski i Rafał Cieluch (przy okazji dość ciekawie portretują współczesnych mężczyzn), po zdjęcia, gdzie malownicze kadry uwodzą widzów. Na uwagę zasługuje też stopniowa metamorfoza „Wieży” zmieniającej się w „Jasny dzień”, gdzie dokonuje się nie tylko gatunkowy przeskok, ale przede wszystkim zmienia się perspektywa, wymowa oraz główna bohaterka.

Jagoda Szelc miała ogromne szczęście, że trafiła na Mariusza Grzegorzka, a decyzja o reaktywacji Studia Filmowego Indeks okazała się strzałem w dziesiątkę. Autor „Królowej aniołów” sprzedał pani reżyser pewną, bardzo cenną, radę: Rób film tak jak to czujesz, w końcu i tak obejrzy go z 55 osób. To przełożyło się na ekran, przez co dostaliśmy wyrazisty i odważny debiut, ale też zwyczajnie kawał osobistego, autorskiego kina, nieoglądającego się na trendy oraz koniunkturę. Właśnie tak powinno robić się kino, bo przez to jest prawdziwe, nawet jeżeli komuś to będzie zawadzać lub nie będzie tego rozumieć.

Chciałbym w prosty sposób sklasyfikować „Wieżę. Jasny dzień”, jednak jeszcze nie potrafię. Film o kryzysie wiary? Film o kryzysie rodziny? O zbliżającym się końcu świata bądź zwiastujący zwycięstwo zła nad dobrem? A może o sile natury? Wiele pytań, mało odpowiedzi – i za to cenię ten film. Jeden wielki metafizyczny trip. Nie oczekujcie, że Jagoda Szelc wyłoży wam kawę na ławę, sami wyciągnijcie z całości co chcecie. Aż chciałoby się powiedzieć: bierzcie z tego wszyscy.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"WIEŻA. JASNY DZIEŃ" W KINACH

„Wieża. Jasny dzień.”, thriller psychologiczny, objawienie Festiwalu Filmowego w Gdyni, to debiut reżyserski Jagody Szelc, tegorocznej laureatki Paszportu „Polityki”. Film został zakwalifikowany do prestiżowej sekcji Forum 68. Berlinale.

Na parę dni przed uroczystością Komunii Świętej – małżeństwo Mulę (Anna Krotoska) i Michała (Rafał Cieluch) z kilkuletnim dzieckiem Niną odwiedza niecodzienny gość: niewidziana przez rodzinę od lat młodsza siostra Muli - Kaja (Małgorzata Szczerbowska), która jest biologiczną matką dziewczynki. Czy Kaja będzie starał się odzyskać dziecko? Rodzinie jej zachowanie wydaje się co raz bardziej dziwne. Wokół także dochodzi do wydarzeń, które trudno wyjaśnić. Kościelna uroczystość się zbliża, a atmosfera między siostrami gęstnieje. Wkrótce ma się okazać, że istnieje inny ważniejszy powód, dla którego Kaja wróciła.

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 26 marca 2018 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×