„Wormwood”. Współczesny Hamlet kontra CIA, Netflix na tropie zbrodni Amerykańskiej Agencji Rządowej [RECENZJA]

„Wormwood” widniejące w tytule serialu oznacza piołun, zioło, którego gorzki smak długo pozostaje na języku. Do tego odczucia odnosi się ostatnia kwestia padająca z ust Erica Olsona, syna tragicznie zmarłego Franka Olsona, mówiącego, co czuje odkrywszy wreszcie prawdę (a przynajmniej tak sądzi) po trwających całe życie poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie jak naprawdę zginął jego ojciec.

Multimedia

A była to śmierć niezwykle zagadkowa. Dr Frank Olson amerykański naukowiec, bakteriolog pracujący dla wojska i współpracujący przy tajnych projektach z CIA, 29 listopada 1953 r. po drugiej nad ranem wypadł z okna pokoju na trzynastym piętrze hotelu Statler. Zginął na miejscu. Przez 20 lat utrzymywano, że samobójstwo spowodowane było długotrwałą depresją i załamaniem nerwowym. Dopiero w 1975 roku w wyniku działań Komisji Rockefellera ujawniono, że śmierci Olsona, winne było CIA. Kilka dni przed feralną nocą Olsonowi podobnie jak kilku jego współpracownikom, podano wmieszane do likieru Cointreau, LSD. Nieświadomym niczego mężczyznom powiedziano o tym dopiero 20 minut po zażyciu przez nich specyfiku. Na narkotyk, używany w tajnym programie MK Ultra każdy człowiek reaguje inaczej – jednych cieszą abstrakcyjne halucynacje, inni wpadają w paranoję. Olson, jako jedyny bardzo źle zareagował na podany specyfik, a stan przygnębienia utrzymywał się jeszcze po powrocie do domu, co stwierdziła jego żona Alice. LSD mogło być odpowiedzialne za przerażające wizje jakich doświadczał Frank, mówiąc o potworach w które zmieniają się tramwaje. Za udział CIA w tej sprawie prezydent Gerald Ford publicznie przeprosił rodzinę Olsonów, żonę i trójkę jej dzieci i przyznał im rekompensatę w wysokości 750.000 dolarów.

I tu mogłaby się skończyć sprawa jak i serial, gdyby nie upór Erica, który wciąż nie wierzył w wersję samobójczego skoku ojca. W 1994 roku podczas ekshumacji ciała Franka w celu złożenia jego szczątków obok żony przeprowadzono drugą autopsję. Jej wyniki zaprzeczały autopsji z 1953 roku. Nad jego okiem patolodzy znaleźli sporych rozmiarów krwiak, który nie mógł powstać w wyniku upadku. Nieprzytomny Olson w chwili tragedii nie był więc w stanie wyskoczyć z okna...

"Taśmy winy". Krytyczne spojrzenie na amerykański system prawnyZobacz więcej

Tyle pobieżnego streszczenia, ale to nie koniec tego zawiłego, wielowątkowego rodzinnego śledztwa, które pochłonęło lata życia najstarszego syna Franka, Erica. To Erik jest właściwie bohaterem tego serialu, on i jego obsesja wyjaśnienia śmierci ojca. To on nieustannie zadaje pytania, na które szuka odpowiedzi, czasem je odnajdując, a czasem nie, jak w przypadków dokumentu odnalezionego przez informatora w najskrytszych archiwach CIA. To on pyta, czemu CIA zabrało Franka do alergologa a nie psychiatry skoro miał skłonności samobójcze. To on pyta, dlaczego śpiący w pokoju Franka kolega niczego nie słyszał i czemu pierwszym jego odruchem było wykonanie telefonu do agencji, a nie wezwanie policji. To także on docieka, dlaczego dla CIA, Frank krytykujący użycie broni biologicznej w Korei i przesłuchania agentów z użyciem LSD w Europie Wschodniej był tak groźny, by należało się go pozbyć. To także on odkrywa, że w podręczniku zabijania dla agentów CIA wydanym w roku jego śmierci, podano przepis na zatuszowanie zbrodni, któremu odpowiadają okoliczności śmierci Olsona…

Na każdym etapie zajmowania się tą sprawą wychodzą nowe fakty, a im głębiej się kopie tym jest ich więcej. Oprócz fascynującego śledztwa w sprawie zagadkowej śmierci Olsona, drugim fascynującym wątkiem serialu jest pokazanie innej ofiary tejże sprawy, Erica, na którego życiu śmierć ojca odcisnęła tak bolesne piętno. Widz oglądający Erica na przestrzeni tych ponad 60 lat – bo jego działania są dość dobrze udokumentowane – powoli przekonuje się, że jego życie wypełnia jedynie sprawa ojca. Poza nią, nie ma dla niego innej rzeczywistości. Co więcej, właściwie wszystko, co się dzieje w jego życiu, ma tendencję uważać za powiązane w jakiś sposób z tą sprawą. Zmierza to już niebezpiecznie ku spiskowej teorii dziejów, Eric może przesadza w kilku momentach, ale generalnie raczej się nie myli. Poza tym w serialu zabierają głos i inne osoby, dziennikarze i prokuratorzy okręgowi, powiązani ze śledztwem, którzy przyznają mu rację. Inna stroną medalu jest to, że na pewnym etapie i tak nie są w stanie spełnić wysokich wymagań Erica, który oczekiwałby – tak jak od siebie - całkowitego poświecenia się sprawie.

Eric zdaje sobie w pełni sprawę, że ma obsesję na tym punkcie jak sam mówi w ostatnim odcinku całkowicie przepadł w swym zaangażowaniu, nie będąc w stanie założyć rodziny ani skierować uwagi w stronę kariery zawodowej. „Na pierwszym miejscu była wciąż poświęcenie, równie niezmierzone jak miłość do ojca, który znikł z mojego życia” - mówi. Nie bez przyczyny przez cały film przewija się motyw Hamleta uwikłanego w ujawnienie światu prawdy o śmierci ojca, co ów bohater Szekspirowskiego dramatu przypłaca paranoją, izolacją od świata i śmiercią drogich mu ludzi. Eric, podobnie jak Hamlet zadaje sobie pytania czy lepsza była niewiedza czy poznanie prawdy, bo wszystko to jest tak samo gorzkie. Śledztwo w sprawie Olsona toczy się jedynie dzięki uporowi i determinacji Erica, ale przypadek Olsona jest w historii pewnym ewenementem. Żadna z rodzin osób, które straciły życie w tak podejrzanych okolicznościach jak Olson nie zaszła w swym śledztwie tak daleko. Wyjątkiem jest przypadek męża Candy Jones, eksmodelki wykorzystywanej przez CIA, jako szpieg, przygotowywanej do swej misji za pomocą eksperymentów z hipnozą i narkotykami, który opisał te nadużycia w książce „Control Of Candy Jones”, sadząc i słusznie, że w ten sposób najdotkliwiej ukarze Agencję.

Przy okazji sprawy Olsona usłyszymy w filmie o pewnych „ciekawostkach” ujawniających specyfikę roli CIA w polityce USA. Jedną z nich jest fakt, że Departament Sprawiedliwości podpisał porozumienie z CIA o niekaraniu sprawców przestępstw, jeśli dotyczą one bezpieczeństwa narodowego. Nie trzeba mówić do jak ogromnych nadużyć otwiera to pole. Druga z nich dotyczy casusu według którego pozwać rząd USA można jedynie za zaniedbanie, nie zaś za celowe działanie na szkodę innych. W praktyce oznacza to, że jeśli obywatel USA zostanie celowo zabity w wyniku działań rządu nie należy mu się żadne odszykowanie, tylko jeśli zdarzy się tak przypadkiem.

Coś więcej niż nowe "Making a Murderer" [KOMENTARZ]Zobacz więcej

Serial dokumentalny to z reguły sporo gadających głów, jednak akurat w tym przypadku zastosowano pewne metody, które sprawiły że nie czuje się znużenia. Nie bez przyczyny jego reżysera określa się mianem mistrza dokumentu. Morris zastosował dwie atrakcyjne rzeczy. Po pierwsze wplótł w dokument fabułę, ilustrującą wydarzenia i komentarze świadków. Sporo w tej warstwie artyzmu – zdjęcia są ponure, klimat przygnębiający, wizje Franka przerażające, wielokrotnie filmowany lot Franka w kaskadzie stłuczonego okiennego szkła jest przewodnim leit motivem (choć tego akurat moim zdaniem się nadużywa). Aż się prosi by powstał kiedyś pełnometrażowy film fabularny pokazujący wszystkie możliwe wersje wydarzeń, a przede wszystkim pokazujący zmiany, jakie miały miejsce w sposobie myślenia Franka, który z wesołego skłonnego do żartów, oddanego sprawie broni biologicznej młodego naukowca przekształca się powoli w sceptycznego, prześladowanego przez własne demony, przegranego człowieka.

Drugą atrakcją filmu jest fakt, iż jego narracja jest inspirowana kolażami, w jakich specjalizuje się Eric. Obraz bywa podzielony na kadry, poszatkowany i wewnętrznie skomponowany, dokumentalne zdjęcia sąsiadują z fabułą, a ich tłem bywają nagłówki gazet. Motyw spadającego mężczyzny przeplata się z obrazem zegara, którego wskazówki zatrzymały się na godzinie śmierci Franka Olsona. Słowem zrobiono wszystko, by dokument ożywić i nasycić napięciem, charakterystycznym dla fabuł. Sześcioodcinkowy fabularyzowany serial dokumentalny opowiadający o kulisach śmierci dr Franka Olsona uderza mocno w amerykańską agencja rządową, w latach 50 opętaną ideą rywalizacji z komunistami i skłonną poświęcić na ten cel nie tylko setki milionów dolarów, ale i ludzkie istnienia. A w imię dobra ogółu poświęcano zarówno tych oddanych, czyniąc z nich obiekty eksperymentów jak i tych, którzy stali temu na drodze. Dla mnie osobiście nie do zaakceptowania jest jednak fakt, że zamiast przyznać się do takich działań, które już i tak przestają być tajemnicą, wciąż kryje się te przewinienia, a dowody niszczy lub ukrywa. Prawda nas wyzwoli? Tylko kiedy? Drugim znaczeniem słowa wormwood jest gorycz, uczucie które pozostaje bliskim ofiar, takim jak Eric…

Nasza ocena: 8/10

Beata Cielecka

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×