"Zieja" [RECENZJA]. Filmowa biografia wybitnego kapłana, który całe życie walczył o niepodległość Polski. Spełnione kino?

"Zieja", nowy film w reżyserii Roberta Glińskiego, swoją premierę miał mieć w marcu, jednak stał się jedną z pierwszych filmowych ofiar pandemii COVID-19 i premiera musiała zostać przesunięta. Ze stratą dla widzów? Niekoniecznie, bo "Zieja" spokojnie mógłby zostać wyemitowany jako film telewizyjny.

Multimedia

"ZIEJA" - RECENZJA

Robert Gliński od kilku lat przymierzał się do realizacji filmowej biografii księdza Jana Ziei; nie ma co się dziwić, taki życiorys wymagał dogłębnej dokumentacji. W końcu ksiądz Zieja - chociaż dzisiaj jest postacią zapomnianą - tak naprawdę uczestniczył we wszystkich wydarzeniach, które miały znaczenie dla niepodległości Polski, począwszy od wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku, przez II wojnę światową i Powstanie Warszawskie, aż po późniejszą działalność w antykomunistycznym podziemiu.

Robi wrażenie, prawda? Dlatego szkoda, że "Zieja" wyłącznie prześlizguje się po kolejnych etapach życia księdza, który niewątpliwie interesującą postacią był, ale z ekranu nie może się to przebić w żaden sposób. Mimo, iż czasami nie brakuje akcji, a na ekranie pojawią się sceny batalistyczne (nigdy nie zrozumiem sensu inwestowania w takie sekwencje w tanich, kameralnych produkcjach), to brakuje najważniejszego - emocji.

"Zieja", jako dzieło filmowe, jest zwyczajnie nudny, a tytułowy bohater jest najciekawszy, gdy oglądamy go za młodu i ma twarz Mateusza Więcławka. Wówczas rzeczywiście jest ciekawie, a rozterki moralne pod postacią konfrontacji V przykazania z rzeczywistością wojenną, gdzie trzeba zabijać, aby przeżyć, naprawdę potrafią uderzyć i trafić do serca. To uczucie znika, gdy Zieja ma twarz Andrzeja Seweryna, ponieważ urodzony w 1946 roku aktor zwyczajnie nie ma czego grać. Starszy Jan Zieja został napisany w sposób przewidywalny, wręcz modelowy, a najciekawsze wątki, jak chociażby konflikt z hierarchami kościelnymi, którzy nie zgadzają się na niekonwencjonalne metody księdza, są tylko naszkicowane i szybko porzucane. Szkoda, bo był w tym potencjał na prawdziwe spojrzenie na polski Kościół.

Paradoksalnie najciekawszą postacią w filmie "Zieja" nie jest główny bohater, a funkcjonariusz bezpieki, który ma za zadanie skompromitować księdza i znaleźć na niego wszelakie haki. Agent Służby Bezpieczeństwa Adam Grosicki w wykonaniu Zbigniewa Zamachowskiego jest scenariuszowo przerysowany i budowany na wyraźnej kontrze do protagonisty, ale w pewnym momencie Zamachowski zaczyna bawić się tą rolą i jechać po bandzie. Jego bohater, niczym Mefisto, stara się udobruchać Zieję, stać się jego sprzymierzeńcem, aby finalnie go docisnąć i zniszczyć. I to jest tutaj najciekawsze, a osobiste problemy uzależnionego od wódki ubeka, który coraz częściej zaczyna pokazywać ludzką twarz a nie czerwoną mordę, potrafią zaintrygować mnie jako widza.

"Zieja" to film, który powstał z dobrych intencji, ale to za mało, aby stworzyć dobry film. Zabrakło tutaj emocji, dynamiki i lepszego pomysłu na przedstawienie tytułowej postaci, o której w roku 2020 pamiętają nieliczni. Czy ten film to zmieni? Wątpię. Przez swoją czytankowość "Zieja" mógłby sprawdzić się jako produkcja telewizyjna i uzupełnienie lekcji historii, ale jako film kinowy niekoniecznie się broni.

Ocena: 5/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 28 sierpnia 2020 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Mateusz (gość)

    Może jest czasami trochę nudnawy jednak jak najbardziej film warty obejrzenia. Polecam każdemu zdecydowanie, daje do myślenia. Żałuję tylko że nie mogę iść do kina z przyczyn osobistych ale jakby ktoś szukał w internecie to polecam poszukać na serwisie vod-box tam oglądałem i na pewno znajdziecie.

    12.10.2020 19:04
  • DeQu (gość)

    Obejżałem do końca, łącznie ze wszystkimi napisami końcowymi. Sama Scena z rerekolekcji dla biskupów warta każdego czasu, nawet 30 minut reklam poprzedzających seans.

    06.09.2020 20:03
  • Krystyna (gość)

    Dla mnie to kino , o jakim marzę. To Boży (nie boski) film o Bożym księdzu. Jest w nim wszystko najważniejsze dla każdego starającego się być przyzwoitym człowiekiem w odpowiednich proporcjach. Moje niepowstrzymane łzy w Kaplicy Sykstyńskiej, były konieczne aby obniżyć próg zachwytu bezkompromisowością tej postaci. Muszę obejrzeć jeszcze raz. OSCAR

    06.09.2020 17:03
  • marek_zegarek (gość)

    Trudno nie zgodzić się z autorem recenzji. Wieje nudą. Jeśli chodzi o oglądanie tego filmu w TV - przełączył bym po 15 minutach. W kinie ledwo wytrzymałem do końca. Po seansie nie miałem rozterek - wróciłem do rzeczywistości bez żadnej refleksji nad filmem. Moja ocena to 4 minus.

    30.08.2020 10:17

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×