"Avengers: Wojna bez granic" [RECENZJA]. Rozgrzewka przed decydującym meczem

To było do przewidzenia. „Avengers: Wojna bez granic” jest kinowym hitem, śrubującym kolejne frekwencyjne i finansowe rekordy. Zresztą to zwyczajnie nie mogło się nie udać, bo balonik był pompowany od bardzo dawna i w końcu przyszedł czas na eksplozję. Fani MCU są zachwyceni, ale czy rzeczywiście „Avengers: Wojna bez granic” to najlepszy film ze stajni Marvela?

Multimedia

Już w pierwszych scenach „Avengers: Wojna bez granic” przekonujemy się, kto będzie tutaj rozdawać karty. Panie i panowie, proszę powstać, wchodzi jaśnie pan Thanos (Josh Brolin)! I już wiadomo, kto z kim tańczy. Emocjonująca sekwencja otwarcia, będąca dokończeniem finału „Thor: Ragnarok”, kształtuje nam już cały film. Thanos nie cofnie się przed niczym, aby zdobyć brakujące Kamienie Nieskończoności i dokonać ostatecznej restrukturyzacji wszechświata.

I czy nam się to podoba, czy nie, to właśnie Thanos jest głównym bohaterem „Wojny bez granic”. Ekipa Avengers oraz Strażnicy galaktyki są niemalże bezsilni w walce z kosmicznym tyranem, co okazuje się strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu ruchowi poznajemy bardziej ludzką twarz herosów z poprzednich filmów MCU, którzy tym razem – nawet łącząc siły – stoją na przegranej pozycji. Są nie tylko zaskoczeni takim stanem rzeczy, ale przerażeni. „Trzeba było zostać w autobusie” – rzuci w pewnym momencie Spider-Man.

Swoją drogą, poznajemy również ludzkie oblicze Thanosa. To zdecydowanie najlepiej napisany charakter w filmie braci Russo; nie jest bezmyślnym czarnym charakterem, a istotą, która ma własne rozterki, także moralne! Ogromne zaskoczenie, pozwalające w inny sposób spojrzeć na jego motywację oraz działanie. To naturalnie wciąż za mało, aby zbić z nim pionę i powiedzieć „równy z ciebie gość, Thanos”, jednak trudno zarzucać mu bylejakość. Wręcz przeciwnie.

O ile Thanos otrzymuje tutaj ogromne pole do popisu, to już tego samego nie można powiedzieć o ekipie Avengers, ale właściwie dzięki temu uwypukla się też coś, czego do tej pory można było nie dostrzegać – część składu jest po prostu bezbarwna i ich brak w żaden sposób nie zaszkodzi historii. Tony Stark, Doctor Strange, Thor, Peter Quill czy chociażby Kapitan Ameryka są jacyś, tryskają charyzmą, ale znajdziemy też bohaterów, których zgon raczej pozostawiłby nas obojętnymi.

"Czarna Pantera". Najlepszy film Marvela? Nie żartujmy Zobacz więcej

Patrząc na „Avengers: Wojnę bez granic” aż chce się chwalić stronę techniczną, doskonale się to ogląda, ale z drugiej strony szkoda, że nie idzie za tym wirtuozeria scenariuszowa. Blockbustery rządzą się swoimi prawami, więc jestem świadomy, że nie tylko hajs się musi zgadzać, ale i opowieść musi zostać odpowiednio wyeksponowana, ale mam wrażenie, że w tym przypadku trochę otrzymaliśmy taki przedsmak głównego dania. W zasadzie spełniło się wszystko, czego można było się spodziewać, więc finalnie dostaliśmy dość konserwatywny i na swój sposób przewidywalny film, będący wyłącznie wstępem do finałowej części.

„Avengers: Wojna bez granic” wygląda jedynie jak rozgrzewka przed decydującym meczem. Niby wszyscy zawodnicy się starają, wylewają siódme poty, a na koniec skład jest mocno kontuzjowany, lecz możemy być pewni, że w finale znowu (prawie) wszyscy zameldują się na murawie i zawalczą o sprawiedliwość.

Chociaż… nikt nie odmówi braciom Russo, że zrobili film rewolucyjny w swoim gatunku, sprawnie łączący historię wielu przeróżnych i oderwanych od siebie bohaterów, dając widzom nie tylko dzieło filmowe, lecz popkulturowy fenomen. I to się ceni, bo mimo, że troszkę narzekam, to i tak z niecierpliwością czekam na „Avengers 4”. Taka prawda. Aczkolwiek z określeniem „Wojny bez granic” najlepszym filmem MCU bym się nie zapędzał.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"AVENGERS: WOJNA BEZ GRANIC" W KINACH

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 1 maja 2018 roku.

Źródło: Associated Press/x-news

Komentarze

Skomentuj
  • Kia (gość)

    Zdecydowanie najlepszy film marvela. Koniec niesamowity, 2.5 godziny zlecialo momentalnie

    02.05.2018 13:04
  • AP (gość)

    zakończenie rozczarowuje, po 2.5 h w kinie oczekiwałam czegoś więcej. Niemniej jednak poczekam z osądem, aż zobaczę 2 część, ponieważ rozumiem, że był to tylko wstęp.

    02.05.2018 11:28
  • dana (gość)

    Byłam wczoraj. Film super, tylko czekam na 2 część..... bo zakończenie mnie lekko zirytowało.

    02.05.2018 09:53

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×