"Wesele" [RECENZJA]. W jednej stodole mordowano Żydów, w drugiej ratowano. Najgorszy film Wojciecha Smarzowskiego?

To mógł być wielki film. Gdy tylko Wojciech Smarzowski ogłosił, że zabiera się za produkcję, która przybliży stosunki polsko-żydowskie podczas II wojny światowej, chyba wszyscy zacierali ręce i czekali na efekt końcowy. Ten, niestety, jest rozczarowujący. Co jest nie tak z nowym "Weselem" Wojciecha Smarzowskiego? Oceniamy. Film prezentowany jest podczas 47. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Multimedia

"WESELE" - RECENZJA

Rok 2004. Polska kinematografia jest w głębokim kryzysie po przaśnych latach 90. XX wieku. Twórcy szukają swojej drogi, widzowie stawiają na zagraniczne tytuły i nagle pojawia się on - Wojciech Smarzowski, który swoim "Weselem" wyważył drzwi do polskiego kina. Co prawda to nie był jego debiut, ale właśnie "Wesele" sprawiło, że o Smarzowskim zaczęło się mówić. Nic dziwnego, reżyser postawił flachę na stole, włączył discopolowe rytmy i sprzedał widzom kilka prawd o nas samych. Postawił lustro, w którym mogliśmy wyraźnie przypatrzeć się naszym polskim, czerwonym od wódy, mordom. Zastaw się, a postaw się, maluczcy ludzie pragnący być panami na włościach i wszechobecne układy, gdzie wszystko da się załatwić odpowiednimi znajomościami oraz oczywiście grubą kopertą. Taka była Polska początku XXI wieku i niestety wątpię, że film stracił na aktualności.

Nowe "Wesele", poza tytułem, sceną, w której bohaterowie oglądają w telewizji Mariana Dziędziela poszukującego gotówki na weselu córki i jakimiś fabularnymi zarysami, ze starym nie ma wiele wspólnego. Dla Smarzowskiego tym razem ślub najmłodszej (i oczywiście ciężarnej) kobiety w rodzinie (Michalina Łabacz) jest jedynie pretekstem do tournée po wspomnieniach seniora rodu (nieodżałowany Ryszard Ronczewski), który przypomina sobie, że dawniej sam mocno kochał i chciał być kochany. Tyle tylko, że jego ukochana była Żydówką, a większość Żydów z jego miejscowości skończyła spalona przez Polaków w stodole, co w radosny nastrój wpędziło armię niemiecką.

Wojciech Smarzowski stawia na dosłowność. Gdy mowa o Żydach płonących w stodole, to rzeczywiście widzimy to na ekranie. Obserwujemy, jak Niemcy podjudzają polską społeczność, która już wcześniej zresztą nie przepadała za swoimi żydowskimi sąsiadami. Ze wzajemnością; Smarzowski pokazuje, że goje dla Żydów byli głupcami, a żeby zaszkodzić Polakom, byli gotowi nawet współpracować z rosyjską armią. Problem w tym, że to wszystko sprawia wrażenie skrótowca, brakuje tutaj przenikliwości, którą charakteryzował się chociażby świetny "Wołyń", gdzie reżyser starał się wzajemne sąsiedzkie stosunki rozebrać na części pierwsze, a tutaj raczej posługuje się sloganami.

"Stara kobieta wysiaduje". Wszyscy zmierzamy na śmietnik. Oceniamy spektakl Andrzeja Barańskiego w Teatrze Telewizji!Zobacz więcej

Ta sloganowość, przeplatana publicystyką, jest najbardziej odczuwalna w części współczesnej filmu, na którą reżyser miał najmniejszy pomysł. Już pal licho, że miejscami stara się na nowo nakręcić własny film z 2004 roku, ale mamy tutaj przede wszystkim nadmiar wątków, które są wrzucone do fabuły na siłę. Jest tutaj i emigracja zarobkowa, i przemysłowa hodowla świń, i wręcz karykaturalna krytyka Kościoła, jak i scena, której nie powstydziłby się Patryk Vega. Jak obejrzycie, to domyślicie się o co chodzi. Dodajcie do tego masę, często bezimiennych postaci, które snują się po ekranie i w zasadzie kompletnie nie wiedzą, po co i kto zaprosił je na to wesele...

Wojciech Smarzowski w jednym z wywiadów przed premierą "Wesela" powiedział, że jego film będzie zakazany w Polsce. Ta forma promocji wygląda tak, jakby była wyjętą niczym z mema z rowerzystą, który sam sobie wkłada kij w szprychy i wywala na glebę. No cóż... Nowe "Wesele" nie odkrywa niczego przełomowego, w większości przepisuje to, co kilka lat temu na ekranie pokazali, z dużo lepszym skutkiem, inni twórcy. Zrobił to chociażby Marcin Wrona w głośnym "Demonie" czy przede wszystkim Władysław Pasikowski w "Pokłosiu", który mimo dość subtelnego podejścia do tak trudnego tematu, potrafił wywołać w widzach ogromne poruszenie. To był film, przy którego seansie na ciele miało się ciarki, to była mocna opowieść o nienawiści do odmienności i tym, że trzeba spłacić grzechy naszych ojców bądź dziadków. Przy nowym "Weselu" przekaz ten jest rozmazywany przez część współczesną, gdzie patrzy się na ekran, chociażby na taką scenę ze świnią bądź Piłsudskim i zadaje sobie wewnętrznie pytanie - PO CO? Mniej znaczy więcej, a tutaj zdecydowanie jest przesyt. Szkoda, tym bardziej, że przecież nie brakuje w całym filmie mocnych momentów, gdy serducho wędruje w stronę gardła, a takie cytaty, jak parafraza Szewacha Weissa, o dwóch stodołach, gdzie w jednej Polacy mordowali Żydów, a w drugiej ich ratowali, mogą zostać z widzami na długo.

Wojciech Smarzowski już "Klerem" pokazał, że trochę się zapętlił w cytowaniu samego siebie i tutaj jest to bardzo widoczne. Tak na dobrą sprawę, tytułowe "Wesele" jest najbardziej zbędnym wątkiem całego filmu, a większość bohaterów, w tym matka alkoholiczka czy szemrany polityk znajomek, widzów kompletnie nie interesują, bo są wyłącznie pustymi figurami. I szkoda w tym wszystkim Mateusza Więcławka oraz Agaty Turkot, bo oni na ekranie zaprezentowali się perfekcyjnie i ich bohaterowie byli jacyś. Byli prawdziwymi ludźmi, z autentycznymi emocjami. Szkoda, że nie poświęcono im jeszcze więcej czasu na ekranie.

Ocena: 5/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została opublikowana 8 października 2021 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Marcin Lewandowski (gość)

    Być może filmowa wersja filmu „Wesele” z 2021 roku będzie wkrótce w formie miniserialu, który będzie emitowany na antenę TV Toruń albo w Polsacie.

    07.08.2022 17:08
  • ion (gość)

    Smarzowski przez 2 lata zbierał dokumenty do filmu i, biedny, nie dotarł do Raportu Koli, który wskazywał na łuski z niemieckiego mausera, odnalezione w stodole w Jedwabnem. Nie słyszał o zablokowanej ekshumacji i nie znał wywiadu z profesor Grupą, która po 20 latach milczenia zdecydowała sie opowiedziec o cyrku, jakim była ta ekshumacja pod nadzorem rabina Schudricha. Ekshumację przerwano po znalezieniu tychże łusek w dodatku przy ciałach meżczyzn, którzy według "naocznego świadka" z ksiazki Grossa, mieli być zabici i pogrzebani na kirkucie. Znaleziono ich w płytko przysypanym grobie w stodole, a kości nosiły ślady wierzchniego przypalenia, co znaczyło, że mężczyzn zastrzelono i pogrzebano a dopiero później wpedzono kobiety, dzieci , starców i podpalono. Chłopi z Jedwabnego raczej nie dysponowali nową niemiecka bronią w fazie testów. Oczywiście Smarzowski tego wszystkiego nie wiedział, dlatego postanowił podeprzeć walącą sie w gruzy wersję Grossa. Zaryzykował własnym nazwiskiem ale na pewno mu sie opłaciło. Moze jakaś miła emeryturka na kalifornijskim wybrzeżu albo, kto wie, holywoodzka kariera.

    17.10.2021 14:28
  • prawda o niemieckiej zbrodni w Jedwabnem (gość)

    kto i dlaczego boi sie ekshumacji w Jedwabnem? dlaczego przerwano ekshumacje w Jedwabnem w 2001 roku, po znalezieniu na miejscu zbrodni lusek po niemieckiej broni?

    17.10.2021 14:19
  • niemcy zastrzelili zydow w jedwabnem (gość)

    Rzekomy brak Niemców i ich roli sprawczej w Jedwabnem. Kto nieco się interesuje w histori, wie, chociażby zrozkazów Heydricha i Himmlera z 1941 roku, ze zalecali oni organizowanie tzw akcji"samooczyszczających"-Selbstreinigung actionen. Polegały one na celowym stymulowaniu przez Niemców niechęci do żydów, zachęcaniu do wystąpien antyżydowskich, organizowaniu ich i wciąganiu elementu lokalnego. Natomiast w relacjach propagandowych z tych zajsć na użytek zewnetrzny, zalecano przedstawianie ich jak spontanicznych, oddolnych inicjatyw ludności miejscowej. W Białymstoku udokumentowano fakt spalenia przez Niemców 3000 Żydów w miejscowej synagodze. Scenariusz był identyczny jak ten w Jedwabnem, pędzenie na rynek, zmuszanie do pielenia bruku, rozwalanie pomnika Lenina i inne detale, które zgadzają się co do joty. Czyżby mieszkańcy Jedwabnego jakimś cudem sami wpadli na taki sam plan niezależnie od Niemców?

    17.10.2021 14:13
  • vega (gość)

    Jedwabne,to była zbrodnia niemiecka, tak,ze przestańcie wypisywać kłamstwa,ze to Polacy palili żydów w stodole,ten cały film jest zakłamany i antypolski.

    17.10.2021 13:58
  • realista (gość)

    Dla obrażonych... pewnie chcielibyście - jak pseudohistorycy Sumliński i Kurek z IPN - żeby wyglądało to tak: Żydzi zaprószyli ogień w stodole, Polacy gasili i bohatersko ratowali, a Niemcy im w tym przeszkadzali...

    13.10.2021 13:16
  • jurek (gość)

    " Polska Press Sp. z o.o." jako wydawca, więc przecież nie mogło być pozytywnej recenzji tego filmu ;)

    13.10.2021 11:30
  • Mike (gość)

    "...I szkoda w tym wszystkim Mateusza Więcławka oraz Agaty Turkot..." - co Ty piszesz? Przecież 85% filmu to Oni... chłopie - recenzja z d...

    13.10.2021 08:37
  • eco2 (gość)

    od lat grupa ludzi domaga się ekshumacji w Jedwabnem, od kilku lat Sumliński bada tę sprawę i wypuszcza film, który od razu jest zakazywany. Smarzowski kręci w odpowiedzi "hit" - chyba na zamówienie..... takie mamy elyty

    12.10.2021 16:24
  • Chris. (gość)

    To obraza dla narodu polskiego. Wstyd dla aktorów którzy brali w tym udział. Kto pozwolił na produkcje tego filmu? Wydaje sie że Pan Wojciech Smarzowski nakręcił film o sobie, bo nie ma to nic wspólnego z Polakami.

    11.10.2021 15:00
  • Majka (gość)

    Nie dość, że temat pogromu Żydów przez Polaków oklepany to jeszcze jak zwykle te same nudne twarze aktorów. Jednym slowem powtórka z rozrywki.

    10.10.2021 22:47
  • Jedwabne (gość)

    Jedwabne,to była zbrodnia niemiecka nie Polska tak,ze przestańcie wypisywać kłamstwa,ze to Polacy palili żydów w stodole,ten cały film jest zakłamany i antypolski.

    10.10.2021 16:58

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×